Płomienie Foros
Wstrząsy. Marc czuł w swoim ciele wibracje. Od zębów do każdego mięśnia. W takich chwilach tak jak i w wielu innych był wdzięczny z fragmentu pancerza zasłaniającego jego twarz. Mimo supresantów niemożliwe było uniknięcie grymasu dyskomfortu przy wlocie atmosferycznymi nacisku paru G. Doskonale wiedział że gdyby nie jego pancerz bojowy i inne ustrojstw jego kręgosłup pękł by już w pierwszej minucie podróży. Nie znosił lądowań w "trumnach", ale rozkazów się nie wybiera. On i cała 82 kaldacka dewizja mobilno-pancerna mieli przeprowadzić pierwsze lądowanie. Rozejrzał się po członkach oddziału, ale nie miał ochoty na inspirujące przemowy nie w chwili kiedy powietrze były im dostarczane dożylnie aby nie rozerwać im płuc. Jako sierżant miał wzgląd w systemy ich kapsuły. Nie czuł tego ciałem, ale wiedział on, że powietrze zderzające się z kapsuła zamienia się w warstwę oślepiającej i wściekłe gorącej plazmy. Za 10 sekund system miał włączyć system hamowania. Z doświadczeniem ścisnął zęby szykując się na siłę paru G. Pomyślął -Czego się nie robi dla ojczyzny..." Po tym poczuł jakby spadł z paru metrów, ale zamiast w samych nogach odczuwał to w każdym atomie ciała. Widział jak systemy trumny szykują do kolejnej fazy desantu. Głośne szczęki mechanizmów które mimo wielokrotności standardowej grawitacji działały bez zarzutu. Teraz tylko bolesne minuty aż do kolejnej fazy. Wydawało się to dla niego trochę zabawne, że od czasów dawnej Terry wojna aż tak się nie zmieniła. Mimo podboju gwiazdy dalej jesteśmy miękcy, ale ukrywamy ten fakt metalem. Jego twarz podjęła próbę uśmiechu, ale szybko tego pożałował. Marc miał dostęp do witalsów, ale mimo tego spojrzał na swój odział. Nawet ruch gałek ocznych go męczył. Wiedział, że żaden z nich nie widzi więcej niż on sam. Każdy z jego żołnierzy miał na sobie ten sam pancerz bojowy MW-3. Sam dostęp do kamer wewnątrz hełmów, ale szanował prywatność swoich żołnierzy. Porządnie przymocowany hełm pozwalał mu spojrzeć tylko na trzech członków oddziału. Po lewej Yves nie różnił wyglądem wogle od nich wszystkich ale pod pancerzem nosił medalik. Każdy wiedział, że Yves jest bardzo religijny, ale ten fakt nigdy nie odrzucał go od żołnierza. Po środku była żelazna Ylves. W ich oddziale nikt nie nosił średnio-ciężkich pancerzy, przez co nie nie mogła mieć działa laserowego z prawdziwego zdarzenia. Na klatce piersiowej miała magnetycznie przyczepione małe działo wielkości miotacza ognia. Działo to nie było zbyt silne, ale Marc wielokrotnie widział jak celnie trafiała wrogów mimo celowania z biodra. Po prawej za to Jeremy... oh Jeremy. Nigdy nie lubił, kiedy do jego oddziału przydzielali rekrutów. Już za często widział jak mimo najlepszego sprzętu i treningu leżeli na ziemi jak rzucone przez dziecko na ziemię metalowe lalki. Jeremy był uprzejmym początkowo cichym chłopakiem. Miał już trochę doświadczenia bojowego, ale parę małych starć było niczym w porównaniu z tym co mieli teraz robić. Byli częścią desantu orbitalnego na planetę Faros. Powódem dla którego kapsuły desantowe nazywano trumnami był prosty używano ich do pierwszej fali ataku. Wylądują w całkowicie kontrolowanym przez wroga terenie. Desant tak blisko stolicy wydawał mu się szalony, ale nie mu było kwestionować dowództwo.
Hej dzięki, że to przeczytałeś. Serio. Jeśli cię zaciekawiłem chociaż trochę. To zapraszam na Wattpada. Szukaj Piąta Fala tam są wszystkie moje teksty. Nie ma ich dużo i wszystkie to zaczęte rozdziały, ale myślę, że coś dobrego się tu rodzi. Więc jeśli chciałbyś towarzyszyć amatorskiemu pisarzowi od początku. To zapraszam. Jeszcze raz dziękuję.
PS. To mój tekst który napisałem w marcu więc mój poziom się zwiększył i staram się pisać coś codziennie
Komentarze (1)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania