PLON CZARNEGO SŁOŃCA

PROLOG: Głód i zielona rewolucja

Wszystko zaczęło się od obietnicy. W latach trzydziestych XXI wieku, gdy globalne susze wypaliły tradycyjne uprawy, świat stanął na krawędzi głodu. Wtedy korporacja Agro-Vita ogłosiła sukces: odmianę Ceres-9. Pszenicę, która potrafiła rosnąć na piasku, pić słoną wodę i dawać potrójne plony. Naukowcy, w pogoni za perfekcją, modyfikowali jej kod genetyczny tak agresywnie, że w końcu natura pękła.

W laboratoriach Agro-Vity narodził się „Wektor-X” – uśpiony wirus roślinny, który zintegrował się z DNA zboża.

Gdy pierwsze transporty mąki trafiły do piekarni na całym świecie, nikt niczego nie podejrzewał. Prawda wyszła na jaw rok później. Szpitale zalała fala agresywnych, mutujących z prędkością światła nowotworów układu pokarmowego. Każdy, kto zjadł choćby kromkę chleba zakażonego Ceres-9, stawał się chodzącym wyrokiem śmierci. Lekarstwa nie było.

W ciągu dekady populacja Ziemi skurczyła się o osiemdziesiąt procent. Miasta opustoszały, rządy upadły, a władzę nad niedobitkami przejął ten, kto kontrolował jedyne czyste zapasy żywności – prezes Agro-Vity, Victor Thorne. Stworzył Nowy Ład: system, w którym czysta, niezmutowana racja żywności była płacona absolutnym posłuszeństwem.

ROZDZIAŁ 1: Cień w ruinach

Warszawa dwadzieścia lat po Katastrofie była cmentarzem ze szkła i betonu. W dawnych wieżowcach wokół Ronda Daszyńskiego mieszkała elita systemu, otoczona ogrodami hydroponicznymi. Na dole, w dusznych, zrujnowanych dzielnicach, wegetowali „Plewiacze” – ludzie pracujący ponad siły za miskę czystego ryżu.

W tym świecie żył Alan Krauze. Dla systemu był tylko jednym z robotników pracujących przy utylizacji skażonych pól wokół stolicy. Nikt nie wiedział, że Alan był synem głównej genetyczki Agro-Vity, która przed śmiercią zdążyła wstrzyknąć mu syntetyczne serum.

Alan był inny. Wektor-X nie zabił go – jego organizm wszedł z wirusem w symbiozę. Serum matki dało mu nadludzką gęstość mięśni, zmysły wyostrzone do granic możliwości oraz krew, która potrafiła neutralizować toksyny. Co najważniejsze: potrafił gołymi rękami wyczuć, czy roślina jest zakażona. W podziemiu zyskał przydomek Żniwiarz.

Pewnej nocy, podczas przeszukiwania ruin dawnego instytutu rolniczego na Ursynowie, Alan usłyszał strzały. Przemknął przez cienie z prędkością drapieżnika. W starym laboratorium trójka egzekutorów Agro-Vity w czarnych pancerzach osaczyła młodą kobietę.

– Gdzie są próbki czystego ziarna, Tarnowska? – syknął dowódca, dociskając lufę karabinu do jej skroni.

Kobieta była ranna, ale w jej zielonych oczach nie było strachu. Nazywała się Natalia. Była detektywem z dawnych lat, która teraz prowadziła śledztwo na zlecenie podziemnego ruchu oporu.

Zanim egzekutor nacisnął spust, Alan skoczył z antresoli. Ruch był tak szybki, że napastnicy zobaczyli jedynie czarną smugę. Pierwszy z nich poleciał na ścianę z połamanymi żebrami. Drugi stracił przytomność po krótkim, precyzyjnym uderzeniu w splot słoneczny. Dowódca zdążył się odwrócić, ale Alan złapał za lufę jego karabinu i wygiął ją jak rozgrzany wosk.

– Powiedz Thorne’owi, że żniwa się zaczęły – szepnął Alan, po czym ogłuszył mężczyznę.

ROZDZIAŁ 2: Śledztwo w cieniu miłości

Alan zabrał Natalię do swojej kryjówki w podziemiach dawnej stacji metra Politechnika. Przez kolejne dni pielęgnował jej rany. W dusznej, oświetlonej jedynie blaskiem starych akumulatorów przestrzeni, między dwojgiem skrzywdzonych przez los ludzi zaczęło rodzić się coś, czego żadne z nich się nie spodziewało. W świecie, gdzie jutro było luksusem, ich bliskość stała się jedyną realną rzeczą.

Natalia nie była zwykłą buntowniczką. Jako kryminalistyk odkryła przerażający fakt.

– Alan, Agro-Vita nigdy nie chciała uratować świata – powiedziała pewnego wieczoru, opierając głowę o jego ramię. – Znalazłam zaszyfrowane logi z czasów przed Katastrofą. Victor Thorne wiedział o mutacji Ceres-9. Wektor-X został zaprogramowany. Chodziło o depopulację. Chcieli zredukować liczbę ludzi do minimum, którym łatwo sterować, a sami zamknęli się w bezpiecznych enklawach z czystą żywnością. Teraz Thorne planuje ostateczną czystkę – chce spalić ostatnie wolne osady, oskarżając je o roznoszenie nowej mutacji wirusa.

– Nie pozwoli m na to – Alan zacisnął pięści. – Moja krew... serum mojej matki, to klucz. Jeśli dostaniemy się do głównego laboratorium w Varso Tower, mogę wpiąć syntezator do ich systemu dystrybucji wody i rozpylić antytoksynę. To uzdrowi ziemię i zniszczy monopol Thorne'a.

Natalia spojrzała na niego ze strachem i podziwem.

– To samobójstwo. Wieżowiec jest strzeżony przez setki ludzi.

– Mam ciebie – uśmiechnął się lekko Alan, całując ją w czoło. – Ty znasz systemy zabezpieczeń, ja zrobię resztę.

ROZDZIAŁ 3: Ostateczne żniwa

Atak nastąpił podczas burzy, która odcięła część systemów zasilania Varso Tower. Natalia, siedząc w furgonetce technicznej kilometr dalej, sprawnie hakowała kolejne kordony bezpieczeństwa, otwierając Alanowi drogi ewakuacyjne.

Żniwiarz szedł przez budynek jak burza. Strażnicy padali jeden po drugim, nie będąc w stanie trafić człowieka, który poruszał się szybciej niż oko mogło zarejestrować. Gdy Alan wpadł do sterylnego, białego laboratorium na najwyższym piętrze, czekał już na niego Victor Thorne. Obok niego stało dwóch potężnych, zmutowanych genetycznie cyborgów.

– Alan. Syn marnotrawny – zaśmiał się Thorne, stojąc przed gigantycznym zbiornikiem z czystym ziarnem. – Myślisz, że uratujesz te ludzkie resztki? Ludzkość była chorobą tego świata. Ja przeprowadziłem tylko konieczną amputację.

– Byłeś tylko tchórzem, który bał się głodu – odparł Alan.

Cyborgi ruszyli do ataku. Walka była brutalna. Alan inkasował potężne uderzenia, które skruszyłyby beton, ale jego zregenerowane przez wirusa ciało parło naprzód. Wykorzystując swoją zwinność, zmusił jednego z napastników do uderzenia w kable wysokiego napięcia, a drugiego wyrzucił przez panoramiczne okno prosto w otchłań warszawskiej nocy.

Thorne cofnął się, wyciągając pistolet, ale Alan jednym skokiem znalazł się przy nim. Wytrącił mu broń, chwycił za kołnierz i uniósł nad ziemię.

– To za moją matkę. I za miliardy ludzi, których otrułeś – powiedział cicho Żniwiarz.

Zamiast zabić Thorne’a, Alan rzucił go na ziemię, podszedł do głównego konsoli laboratoryjnej i wbił w port igłę ze strzykawką zawierającą jego własną krew połączoną z serum.

– Natalia, uruchom sekwencję – rzucił do komunikatora.

– Robionę, kochanie. Leć stamtąd! – usłyszał w słuchawce.

System ruszył. Przez gigantyczne dysze wentylacyjne i systemy irygacyjne nad stolicą i okolicznymi polami zaczęła unosić się błękitna, ożywcza mgła. Wektor-X w glebie zaczął obumierać, ustępując miejsca czystej, zielonej trawie.

EPILOG: Nowy świt

Rok później Warszawa nie przypominała już dawnego cmentarza. Ludzi było mało – zaledwie kilkanaście tysięcy w całym regionie – ale po raz pierwszy od dekad na ich twarzach nie było widać strachu przed rakiem. Pola wokół miasta zieleniły się naturalną, zdrową pszenicą. System korporacyjny legł w gruzach, a ludzie zaczęli budować społeczność od nowa, opartą na solidarności, a nie na strachu.

Na wzgórzu z widokiem na rzekę stał mały, drewniany dom. Alan stał na ganku, patrząc, jak wiatr kołysze kłosami czystego zboża.

Z domu wyszła Natalia, trzymając w dłoniach świeży, pachnący chleb. Podeszła do niego, wtulając się w jego bok.

– Udali się nam te żniwa, Żniwiarzu – szepnęła z uśmiechem.

Alan objął ją ramieniem i po raz pierwszy poczuł, że jego zmodyfikowane serce bije nie po to, by walczyć, ale po to, by w końcu żyć. Ludzkość przetrwała – mniejsza, poraniona, ale wreszcie wolna.

KONIEC

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • droga_we_mgle godzinę temu

    Strasznie łopatologicznie napisane. To bardziej wstępny zarys, prawda?

    Bohater jest de facto nadczłowiekiem bez słabych stron i realnych trudności do pokonania. Uratował świat tak jak przeciętny człowiek zabija muchę packą. Ciężko się przejąć tą historią, a raczej jej szkicem.

    Pozdrawiam

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania