PLS
Skarpetki w ruch, okno otwarte.
W służbie Polskiej Ligi Spermiarzy.
Ta się uśmiecha. Ta się uśmiecha.
Uśmiechy jak monety. Wszystkie podobne, wszystkie do wzięcia.
Bo przecież łatwe. Bo przecież zawsze.
Bo przecież kto by nie chciał?
Palce stukają. Trzeba pisać. Trzeba zdążyć.
Bo a nuż mnie nie zechce?
Takiego kozaka w necie.
Nic, że w świecie — cień, przeciąg, zagięcie w tłumie.
Nie musi o tym wiedzieć. Jeszcze.
Ooo, ta wygląda zdrowo.
Ta by mogła… No, no, mmm...
Lecimy, już jest moja.
„Siema, co tam?”
I cyk —
król w królestwie z pikseli,
samiec alfa w terrarium z lustra.
Teraz cisza.
Zawsze ta sama.
Ta nieznośna pauza, w której trzeba na chwilę
zobaczyć siebie.
A to księżniczka pierdolona.
Cóż, skarpetko…
wracamy do planu A.
A jaki z tego morał?
Że nie ma nic bardziej żałosnego
niż męskość, która boi się świata,
więc masturbuje się iluzją władzy.
Że spermiarz to nie facet.
To chłopiec, który nie dorósł do rozmowy,
więc symuluje bliskość,
a gdy jej nie dostaje — obraża się na rzeczywistość.
I że największym wstydem mojej płci
nie jest pożądanie,
lecz redukowanie drugiego człowieka
do funkcji, do ekranu, do odbiorcy własnej samotności.
Bo prawdziwa słabość
nie leży w ciele.
Leży w tym, że nie potrafisz zobaczyć w drugiej osobie
niczego więcej
niż własną potrzebę.
https://zapodaj.net/plik-IGuhSj0IoU
Komentarze (4)
Ale smutne jest to, że pełno takich cymbałów. A potem wszyscy, z góry, w jednym worze przez nich lądujemy
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania