po bezdechu
bo widzisz mnie już nie boli, kiedy między nami wyrastają domy,
osiedla i z każdym spojrzeniem dalej.
nawet, gdy mówisz, że to tylko awaria na moście,
że można przejść kładką, bo to niedaleko do starych ran,
a ty potrafisz zagoić.
jednak mnie już nic nie boli. tak bardzo nic, że aż zatrzymuję
słowa, bo krzyczą, że doszły do otwartych drzwi,
że to jak oddech, którego długo nie mogłam złapać.
Komentarze (2)
tak, jak czytam, zmienia się topografia naszego przeżycia, warunki przeprawy do siebie, ktorzy wciąż niesiemy w sobie...
skonfrontowanie, a bardziej otwarcie drzwi i oddddechuu, świetne!
Spokój osiadł w tym wierszu i siedzi sobie leniwie. Dystans czasu to sprawił a mnie się w czytaniu udzielił z czegom rad.. :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania