Po drugiej stronie marzeń

Przypadkiem znalazłem album ze zdjęciami sprzed lat. Jedno z nich pokazuje moją ziemię tuż po kupieniu, a więc pionierskie czasy. W miejscu, gdzie robiłem ogniska, są teraz grządki i kwietne tarasy. Teren zmienił się nie do poznania — ja także. Człowiek na fotografii wydaje się być kimś tak obcym, jak czas dzielący mnie od niego. Każdy dzień zmagań ze sobą przyniósł oczekiwany rezultat i czuję się pokonany. Mam miłość, dom, ogród i las — wszystko, co chciałem i na czym mi zależało. Kupony po zrealizowanych marzeniach spaliłem w piecu, by ogrzać dom i pustkę w sercu. Nie jestem już sobą, lecz kimś wymyślonym, stworzonym według własnych wyobrażeń; jestem kimś stworzonym na obraz i podobieństwo swych pragnień.

 

Jestem też głupcem, bo kiedy noc jest tak jasna jak ta dzisiejsza, kiedy światło księżyca odbija się na twarzy topielca, który na chwilę wyjrzał ze studni, czuję niedosyt. Patrzę na siebie i zastanawiam się, gdzie podział się tamten człowiek. Na szczęście nie rozmieniłem go na drobne — mam rzeczy stałe i pewne — lecz nadal są to tylko rzeczy. Mnie już nie ma; tak samo ten dzisiejszy zniknie za kilka lat i pojawi się ktoś, kto nadal będzie się czuł niespełniony. Spełnienie jest przecież nudne, nie przynosi nic nowego, dlatego wciąż trzeba sobie stawiać nowe cele. Mam jednak coraz mniej sił i chęci. Poczucie sytości przeradza się w ból przejedzenia — nie istnienia, lecz właśnie przejedzenia.

 

Straciłem nie tylko siebie. Nie ma już dawnych radości i biedy. Bałem się każdego dnia i nie myślałem o jutrze, a jednak życie we mnie tętniło. Wiem, że to są kombatanckie opowieści i sam się ich brzydzę, jak każdego objawu słabości. Nigdy nie pozwalałem sobie na słabość — być może teraz przyszedł na nią właściwy czas. Nie mam już dokąd iść, nie mam nowych kierunków; jestem człowiekiem osiadłym. A przecież na początku drogi chciałem być wędrowcem. Bez domu i bez przeszłości — właściwie to także mi się spełniło. Przewrotny los, złośliwa wróżka zębuszka sprawiła, że wszystko, co mam, nie należy do mnie. Na szczęście jest we mnie nadal to miejsce, którego nigdy nie opuszczałem. Schronienie poza czasem. Tam nadal mam siedem lat.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • realista 2 godz. temu
    Beloniusz.To właśnie dopadł cię ból istnienia
    A gdzie jest Rodzina, której nie wymieniasz
    Gdzie te wnuczęta o których nie wspominasz
    Widocznie wokół pustka, że ich nie masz.
    Gdzie radość ze wsłuchanych w opowieści Dziadziusia
    A co robi ukochana , czy już Babusia?
  • Asteria godzinę temu
    Nie straciłeś siebie, masz gdzie wrócić... ładny tekst

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania