Po jego krokach wiedziałem, co zaraz się stanie

Najpierw wszystko jest zwyczajne.

Siedzę w wannie. Matka stoi obok i wyjmuje pranie z pralki. Mam jakieś siedem albo osiem lat. Nic się jeszcze nie dzieje. Nie płaczę. Nie proszę nikogo, żeby przestał. Nie wiem nawet, że za chwilę będę prosił.

Słyszę kroki.

Znam je.

Ale tym razem jest w nich coś, co od razu rozpoznaję. Ojciec jest pijany. Mocno. Jeszcze go nie widzę, a już wiem, że będzie awantura.

Przed chwilą po prostu się kąpałem. Teraz czekam, aż wejdzie.

Nie chcę mieć racji.

Wchodzi.

Matka zaczyna mu wypominać, że znowu się upił. On zaczyna krzyczeć. Wszystko, czego spodziewałem się po tych krokach, dzieje się teraz przy wannie.

Płaczę. Krzyczę, żeby przestał.

Jeszcze głośniej.

Mój płacz go rozwściecza. Siedzę skulony, a on kieruje złość na mnie. Bo się boję. Bo pokazuję mu, że się boję.

Nie mam prawa.

Jest przecież moim ojcem.

Słyszę to i nie potrafię przestać się bać. Nie wiem, co miałbym zrobić, żeby przestał krzyczeć. Przed chwilą prosiłem, żeby się uspokoił, a teraz jest jeszcze gorzej.

Matka jest obok.

Nie broni mnie.

Jestem w wannie, ojciec krzyczy, a ja nie mogę sprawić, żeby ta chwila się skończyła.

Dalej nie ma nic.

Nie pamiętam.

Jest jednak jeszcze jeden głos.

Należy do terapeuty.

Jestem dorosłym mężczyzną. Siedzę w fotelu. Wiem, gdzie się znajduję, a mimo to tamta łazienka zajmuje teraz całą moją uwagę.

Ojciec. Matka przy pralce. Ja skulony w wannie.

I to żądanie, żebym nie bał się człowieka, który właśnie mnie przeraża.

Nie zobaczyłem tej sceny po raz pierwszy podczas hipnozy. Pamiętałem ją od dzieciństwa. Znałem jej przebieg i miejsce, w którym pamięć się urywała. Nosiłem ją ze sobą przez lata, również wtedy, kiedy miałem już własną rodzinę.

Ale tutaj przeżywałem ją inaczej.

Trudno mi znaleźć na to lepsze słowa niż te, że znalazłem się głęboko we własnej podświadomości. Tak to wtedy odczuwałem. Znany obraz stał się tak bliski, że nie wystarczało już powiedzieć: pamiętam, ojciec był pijany, bałem się.

Było jeszcze to, co ta scena dla mnie znaczyła.

Dlaczego nadal wracałem właśnie do niej.

Dlaczego po tylu latach tak dobrze pamiętałem, że rozpoznałem zagrożenie, zanim ojciec wszedł do łazienki.

Terapeuta zapytał, jak chciałbym zmienić tę scenę.

Odpowiedziałem, że powinienem był go wtedy zabić.

Zepchnąć ze schodów.

To zdanie padło z moich ust podczas sesji.

Nie powiedziało go dziecko siedzące w wannie. Powiedział je dorosły człowiek, który wiedział już, co wydarzyło się przez następne lata.

Znałem kolejne awantury. Kolejne rozczarowania. Wiedziałem, jak długo będę próbował coś zmienić w relacji z rodzicami i jak późno zdecyduję się z niej odejść.

Pomyślałem wtedy, że być może oszczędziłbym sobie tego wszystkiego.

Dzisiaj nie mam zamiaru skrzywdzić ojca. Mam do niego ogromny żal, ale nie taki zamiar. Tamta odpowiedź pozostała jednak częścią sesji i nie chcę zastępować jej łagodniejszym zdaniem tylko dlatego, że łatwiej byłoby je przeczytać.

Właśnie tak odpowiedziałem.

Terapeuta zapytał o zmianę jednej sceny, a ja patrzyłem na nią z wiedzą o całych następnych latach. Jakbym próbował wrócić do miejsca, w którym można było jeszcze zatrzymać dalszy ciąg.

Nie wiem, co rzeczywiście stałoby się wtedy z moim życiem. Tego nie mogłem zobaczyć w fotelu. Mogłem natomiast przyjrzeć się odpowiedzi, która się we mnie pojawiła.

I dziecku, od którego po latach znowu czegoś oczekiwałem.

Do tego fotela przyszedłem również z własnym małżeństwem.

Z awanturami, które sam robiłem. Z podniesionym głosem. Z przekonaniem, że żona znowu zrobiła coś, przez co nie wytrzymałem. Potem przychodził żal, ale nie wystarczał, żeby następnym razem zachować się inaczej.

Przez ponad dziesięć lat nasze małżeństwo bardzo przez to ucierpiało.

Wiedziałem, jaki był ojciec. Pamiętałem swój strach przed nim. A jednak długo nie potrafiłem uczciwie przyjrzeć się temu, co sam wnosiłem do własnego domu.

Miałem wyjaśnienie.

Taki jestem.

Tak mnie wychowano. Tak wyglądały rozmowy, które znałem. Potrafiłem wskazać, skąd przychodzę, i nadal nie wiedzieć, jak przestać powtarzać zachowania, których sam nie znosiłem.

Po odcięciu od rodziców to pytanie nie zniknęło.

Coraz większy żal miałem również do siebie. Że przez tyle lat pozwalałem sobą manipulować. Że tak długo pozostawałem w czymś, co mnie niszczyło. I że potem sam krzywdziłem osobę, która nie odpowiadała za moje dzieciństwo.

Właśnie dlatego hipnoza była dla mnie ostatnią deską ratunku.

Nie przyszedłem sprawdzić, czy przypomnę sobie coś niezwykłego. Chciałem wreszcie coś zmienić. Samo rozpoznawanie swoich błędów nie dawało mi tego, czego potrzebowałem.

A teraz siedziałem w fotelu, wracałem do dobrze znanej sceny i na pytanie o jej zmianę odpowiadałem śmiercią ojca.

W tamtej łazience pamięć urywała mi się na strachu.

Tutaj terapeuta był obok. Prowadził mnie dalej.

Nie skończyliśmy na mojej odpowiedzi.

Nie próbowaliśmy dopisać zakończenia, którego nie pamiętałem.

Ojciec nadal był w tej scenie pijany. Nadal krzyczał. Ja nadal miałem siedem albo osiem lat. Praca z terapeutą nie zmieniała tego, co pamiętałem.

Zmieniało się coś w tym, jak do tego wracałem.

Prowadził mnie przez tę scenę, pomagał mi się jej przyjrzeć i zrozumieć, że była przeszłością. Wiedziałem o tym przecież od początku. Nie pomyliłem fotela z wanną. Nie uważałem, że ojciec zaraz pojawi się w gabinecie.

Ale dopiero podczas tej pracy poczułem znaczenie czegoś, co wcześniej potrafiłem jedynie powiedzieć.

Tamto już się wydarzyło.

Nie musiałem teraz znaleźć sposobu, żeby powstrzymać go na schodach. Nie musiałem po latach wymyślić odpowiedzi, której zabrakło dziecku. Mogłem wrócić do tej sceny, zobaczyć własny strach i przestać oczekiwać od siebie, że powinienem był wtedy umieć coś więcej.

Siedziałem w wannie.

Płakałem.

Chciałem, żeby przestał.

Najtrudniejsze w tym obrazie było dla mnie coś, co z pozoru nie miało sensu.

Ojciec krzyczał, że nie mam prawa się go bać.

Sam wywoływał mój strach, a potem miał do mnie pretensję, że go okazuję. Jakbym płaczem mówił o nim coś, czego nie dopuszczał. Jakbym psuł mu obraz ojca, którym we własnych oczach chciał być.

Tak rozumiem to dzisiaj. Nie wiem, co wtedy myślał.

Pamiętam natomiast, że nie wystarczało już tylko wytrzymać jego krzyk. Miałem jeszcze jakoś przestać się bać. Zmienić swoją reakcję, choć właśnie on robił wszystko, przez co nie potrafiłem jej zmienić.

Obok była matka.

Kiedy wracam do tego wspomnienia, nadal widzę ją przy pralce. Na początku ta obecność należała do zwyczajnego wieczoru. Potem była częścią sceny, w której nie dostałem obrony.

Uważałem, że sama się go bała.

Mogę próbować rozumieć jej strach. Ale kiedy patrzę na siebie w tej wannie, widzę dziecko, które potrzebowało, żeby ktoś zareagował. Czyjś strach nie usuwał mojego. Czyjaś bezradność pozostawiała mnie z własną.

I przez lata to wszystko mieściło się w jednym wspomnieniu.

Kiedy mówię, że podczas hipnozy zajrzałem głęboko w swoją podświadomość, próbuję opisać właśnie siłę tamtego doświadczenia.

Nie mam na myśli odnalezienia nieznanego wydarzenia. Tę scenę znałem. Wiedziałem też od dawna, że w jakiś sposób wiąże się z moim zachowaniem. Dopiero tamta terapia pozwoliła mi jednak pełniej uświadomić sobie, jakie znaczenie nadal jej nadawałem.

Terapeuta umiejętnie mnie przez to przeprowadził.

Najbliższe temu, co odczułem, jest zdanie, że wspólnie odjęliśmy tej scenie moc sprawczą w mojej podświadomości. Tak nazywam własne przeżycie. Nie potrafię opisać go dokładniej językiem, który nie byłby już cudzym wyjaśnieniem.

Pamięć została.

Nadal mogę opowiedzieć o krokach, wannie i krzyku. Nadal nie pamiętam końca. Ale zacząłem inaczej odnosić się do tego obrazu. Nie musiałem za każdym razem zostawać przy nim z tą samą bezradnością.

To było dla mnie potężne doświadczenie.

Nie dlatego, że ktoś powiedział mi coś, czego nigdy wcześniej nie słyszałem. Zdanie, że dzieciństwo jest przeszłością, znałem przecież od dawna. Dopiero wtedy, podczas wspólnej pracy, zaczęło znaczyć dla mnie więcej niż rozsądną informację.

Poza tamtą łazienką było jeszcze moje obecne życie.

Żona. Małżeństwo. Wszystko, czego nie mogłem naprawić samym zrozumieniem ojca albo własnego strachu przed nim.

Coraz wyraźniej widziałem, jak długo tłumaczyłem swoje zachowanie historią, której nie wybrałem. Miałem do tej historii prawo. Miałem powody do żalu. Ale moja żona również miała prawo do życia, w którym nie musiała ponosić kosztów moich wybuchów.

Przez ponad dziesięć lat nasze małżeństwo bardzo ucierpiało.

Dzisiaj, kiedy jestem spokojniejszy, czasem właśnie to boli mnie najbardziej. Widzę, że potrafię reagować inaczej, i zastanawiam się, dlaczego potrzebowałem aż tyle czasu. Ile rozmów mogło wyglądać inaczej. Ile niepotrzebnej złości wniosłem do domu.

Nie znam odpowiedzi, która oddałaby nam te lata.

Mam większy spokój po odcięciu od rodziców. Nie zajmuje mnie już ciągle alkoholizm ojca, próbowanie zmiany kogoś, u kogo tej zmiany nie widziałem, i kolejne rozczarowanie.

Terapia była ważną częścią mojej drogi. Nie chcę jednak przypisywać jednej scenie wszystkiego, co robiłem, ani jednej sesji wszystkiego, co później się zmieniło. To ja nadal rozmawiam z żoną. Ja odpowiadam za swój ton i za to, co robię ze złością.

Ojca nie ma przy tych rozmowach.

Zostało mi jeszcze słowo, którego użyłem w fotelu.

Powinienem.

Powinienem był go wtedy zabić. Tak powiedziałem. Dorosły człowiek, wracający do siebie jako dziecka, szukał odpowiedzi w tym, co tamto dziecko mogło zrobić.

Teraz, kiedy o tym myślę, zatrzymuję się wcześniej.

Przy krokach.

Rozpoznałem je, ponieważ znałem ojca. Spodziewałem się awantury, bo miałem już powody, żeby się jej spodziewać. Nie oznaczało to jednak, że potrafiłem ją zatrzymać. Wiedzieć, co się zbliża, i móc coś z tym zrobić — w tamtej łazience dzieliła mnie od tego ogromna odległość.

Miałem siedem albo osiem lat.

Matka wyjmowała pranie.

Ja się kąpałem.

Chciałbym móc zostawić to dziecko właśnie w takiej zwyczajnej chwili. Nie potrafię zmienić tego, co nastąpiło. Mogę jednak przestać wracać do niego z kolejnym żądaniem, żeby zachowało się inaczej.

Mój ojciec wymagał wtedy, żebym się go nie bał.

Dzisiaj już nie muszę tego od siebie wymagać.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania