Po latach
Spotkaliśmy się wreszcie —
nie tam, gdzie wtedy myślałem,
nie w tamtym czasie,
który tak starannie odkładaliśmy
jak list bez znaczka.
Nie pamiętam już twoich zdań,
tylko ich temperaturę.
Były jak jesień, która nie decyduje się
czy zostać złotem,
czy rdzą.
Śmieszne —
cała ta ostrożność,
te kalkulacje serca,
jakby uczucie było rachunkiem,
a nie wypadkiem drogowym.
Siedzieliśmy naprzeciw siebie
spokojni jak dwie fotografie,
które dawno straciły właścicieli.
Nic się nie wydarzyło.
I właśnie to wydarzyło się najbardziej.
Bo nagle zrozumiałem,
że wtedy naprawdę coś było —
nie między nami,
lecz między słowami.
I że to one się kochały,
a my tylko trzymaliśmy długopis.
Teraz czas chodzi o lasce,
praca ma twarz urzędnika,
a życie —
życie jest już tylko miejscem,
w którym odkłada się okulary.
Patrzyłem na ciebie długo,
jak na zdanie sprzed lat,
które wreszcie można przeczytać
bez drżenia.
I pomyślałem spokojnie,
z ulgą prawie wdzięczną:
dobrze,
że nic się wtedy
nie zaczęło.
Komentarze (3)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania