Po latach

Spotkaliśmy się wreszcie —

nie tam, gdzie wtedy myślałem,

nie w tamtym czasie,

który tak starannie odkładaliśmy

jak list bez znaczka.

 

Nie pamiętam już twoich zdań,

tylko ich temperaturę.

Były jak jesień, która nie decyduje się

czy zostać złotem,

czy rdzą.

 

Śmieszne —

cała ta ostrożność,

te kalkulacje serca,

jakby uczucie było rachunkiem,

a nie wypadkiem drogowym.

 

Siedzieliśmy naprzeciw siebie

spokojni jak dwie fotografie,

które dawno straciły właścicieli.

Nic się nie wydarzyło.

I właśnie to wydarzyło się najbardziej.

 

Bo nagle zrozumiałem,

że wtedy naprawdę coś było —

nie między nami,

lecz między słowami.

 

I że to one się kochały,

a my tylko trzymaliśmy długopis.

Teraz czas chodzi o lasce,

praca ma twarz urzędnika,

a życie —

życie jest już tylko miejscem,

w którym odkłada się okulary.

 

Patrzyłem na ciebie długo,

jak na zdanie sprzed lat,

które wreszcie można przeczytać

bez drżenia.

I pomyślałem spokojnie,

z ulgą prawie wdzięczną:

dobrze,

że nic się wtedy

nie zaczęło.

Średnia ocena: 2.8  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (3)

  • Dona65 wczoraj o 23:20
    Pięknie
  • Adam dzisiaj o 7:08
    Dziękuję Dona :)
  • Sokrates godzinę temu
    jakby uczucie było rachunkiem, a nie wypadkiem drogowym celne określenie. Z czasem uczucie wygasa i wtedy widzimy obiektywnie.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania