Po napisach

To było dawno, zanim zaczęliśmy mówić o... glitchach i zastanawiać się, czy świat nie jest symulacją.

Dla mnie świat był grą. Nie komputerową. Takich jeszcze prawie nie znałem. Ale grą mimo wszystko. Patrzyłem na ludzi jak na bohaterów opowieści.

Pamiętam rozmowę z Bogusiem. Siedzieliśmy na trzepaku i patrzyliśmy, jak sąsiedzi wracają z zakupów.

– Wiesz, jaki byłby najgorszy świat? – zapytałem.

– Jaki?

– Taki, w którym nic się nie dzieje. Nie ma wojen, złodziei ani morderców. Wszyscy są dla siebie mili.

– To chyba najlepszy.

– Nie. Byłby nudny.

– Dla ciebie.

– Dla wszystkich. O czym pisano by książki? Jakie filmy by kręcono? O kim uczylibyśmy się na historii? Neron, Hitler, Stalin... Nikt nie pamięta spokojnych czasów.

Boguś chwilę milczał.

– Chciałbyś żyć za Hitlera?

– Nie o to chodzi.

– To o co?

– O to, że świat potrzebuje złych charakterów. Inaczej wszystko byłoby jak film, w którym przez dwie godziny nic się nie wydarza.

Pokręcił głową.

– To nie film.

– Skąd wiesz?

– Bo jak ktoś umrze, to nie wstaje po napisach.

Zaśmiałem się.

– Ale przynajmniej jest o czym opowiadać.

– Ja wolę świat, w którym nie ma o czym opowiadać.

– Naprawdę?

– Tak. Bo wtedy ludzie po prostu żyją.

Nie odpowiedziałem. Ja wciąż widziałem scenariusz. On widział ludzi.

Przez długie lata świat wydawał mi się logiczny. „Akademia Pana Kleksa” była kolorowa, peerel szary, Jerzy Urban kłamał, a Wampir z Bytomia był potworem. Każdy miał swoją rolę. Wszystko do siebie pasowało.

Minęło wiele lat.

Dopiero wtedy zrozumiałem, że przez całe dzieciństwo zadawałem niewłaściwe pytanie. Zastanawiałem się, jaka historia byłaby ciekawsza. Nigdy nie pytałem, na jakim świecie chciałbym naprawdę żyć.

Po raz pierwszy w życiu pomyślałem, że nie chciałbym mieszkać w najlepszej opowieści.

Chciałbym mieszkać na świecie, w którym nie byłoby o czym opowiadać.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania