Po przebudzeniu
Wypluwam na ziemię
Swe zatracenie,
Wyzbywam się go.
Miejsce, w którym czas stanął,
Miejsce zieleni, wciąż to samo,
W którym rozterki me Bóg słyszał,
A pióro zapisywało wersy.
Tak zapomniane przez pewien czas,
Który ustał w mym wnętrzu,
Jakby serca bicia nie odczuwał,
A płynął przez świat swoim nurtem.
Powracam w me strony
Jak bociany na niebie,
Rozkładam lśniące skrzydła
I znów unoszę się ku natchnieniu.
Teraz odczuwam w mej klatce
Te zatracone sekundy,
Które nie wrócą, choćby w marzeniach.
I trwam, trwać zamierzam,
Gdy cząstkę siebie zakorzenię,
Kruchą, lecz niewidzialną.
Będę wiedzieć, że jestem.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania