Początek opowiadania sprzed 4 lat do oceny
-Kiedyś miałem okazję poznać Holiokrada. Może i nie było to wymarzone spotkanie, ale i tak zdążyłem przyjrzeć się jego oczom, które zawsze potrafią złudzić chorobę zwierzęcia. Holiokrady, to cwane bestie. Dwa metry wysokości, to nie byle śmieć, a i szersze potrafią być od grubego Romeey’a.
Salwa śmiechu przetoczyła się przez obóz. Zawsze tak było, gdy wieczorami Romeey opowiadał swoje historie. Jedni wierzyli jego słowom, inni nie, choć tych drugich było znacznie więcej. Ale i tak każdy z chęcią go słuchał, bo cóż innego robić w tej dziczy?
-Romeey! Jak Ty go spotkałeś? W klatce? Bo przecież do puszczy byś się nie zagłębił.
-Zwierzę w klatce, to nie zwierzę, Thoren. Z resztą i tak musiałem tam pójść. W końcu Kija potrzebowała ziół, a chyba by mi nogi z dupy powyrywała, gdybym pozwolił jej umrzeć. Tak więc z łukiem przerzuconym przez ramię ruszyłem w puszczę dziką i nieznaną, jak to mówią. Ledwie wyszedłem poza krąg światła rzucanego przez ognisko, a ogarnęła mnie ciemność, jakiej ujrzeć nie życzyłbym nikomu z was. Każdy krok w tej gęstwinie sprawiał mi trud, a myśl o kilkugodzinnej drodze wywoływała odruch wymiotny. To była jedna z tych kilku niemiłych przygód, toteż i mówi mi się o niej ciężko. Po około dwu godzinnej walce z przyrodą nogi zaczęły odmawiać mi posłuszeństwa. Stopy były przemoczone do samej kości, a unoszący się w powietrzu zapach gówna nie dodawał uroku. I wtedy go zobaczyłem. Wydawał się dziwnie niski, zgarbiony i taki, jakby nieistniejący. Patrzyłem tak, przyczajony, dłuższą chwilę i wtedy do mnie dotarło. Holiokrad właśnie srał!
-Matko! Romeey, Nie krzycz tak! Niektórzy próbują tu spać!
-Ok, ok, Suzanne. Dobra, faktycznie jest już późno mordy. Księżyc dziś w pełni, więc lepiej przespać tę noc, do łóżek i dobranoc.
Wszyscy zaczęli powoli wstawać , co sprawiało poniektórym trud ze względu na kilkugodzinny brak zmiany pozycji. Został jedynie Thoren, rozmyślając nad tym, jak Romeey może zasypiać na brzuchu, nie dotykając głową ziemi. Wiatr był cichy, a ognisko dogasało. Każdy spał już na swoim sienniku, i tylko szelest dochodzący z lasu oznajmiał, że ktoś poza 17 letnim młodzieńcem nie śpi.
Holiokrad.. Co to w ogóle za zwierzę? Mówią, że potrafi zabić jednym uderzeniem, że drzewa wyrywa tak łatwo, jak ludzie trawę, gdy im przeszkadza na drodze. Jak ten grubasek w takim razie przeżył? Musi nam jutro opowiedzieć!
Takie to myśli przewijały się przez głowę Thorena. Proste, nic nie znaczące, a jednak pozwalające odpocząć i odprężyć się. Uda po całodziennej jeździe konnej nie były zbyt zadowolone i skore do kompromisów, więc chłopak za nic nie chciał wstawać. Patrzył tylko na żar dogasającego ogniska i wsłuchiwał się w strzelanie iskier.
Oczy.
Nie, to na pewno przewidzenie, przecież ogień tworzy tyle pięknych wzorów. I znowu. patrzą prosto na niego . Szum w głowie, coś jest nie tak.. Thoren wstał z trudem, rozejrzał się po obozie. Szum nie ustawał i czuć było coś dziwnego. Wszyscy spali. Można było dojrzeć każdy szczegół obozu oświetlonego blaskiem księżyca, który niczym nocny stróż patrolował ziemię. Księżyc. Jaki on piękny, w końcu dzisiaj pełnia.. Dzisiaj pełnia.. Dwa ostatnie słowa zapadły głęboko w głowie Thorena. Pełnia! Powinien już dawno spać!
Nikt nie wie, co naprawdę dzieje się z ludźmi, którzy nie śpią podczas pełni, bo po takowych nie ma śladu. Jedynie ludzie zasypiający w pobliżu miewają wtedy koszmary. Dreszcz przeleciał po całym ciele tego niedoświadczonego łowcy. Na pewno nie zdąży już zasnąć, a i uciekać nie ma gdzie. Pozostało tylko czekać na niewiadomą. Ognisko całkiem zgasło, a jedyne światło dawał księżyc, więc nic dziwnego, że przyciągnął jego wzrok. Po kilku minutach na całe ciało spadł błogi stan uspokojenia. Czas jakby zwalniał, a wszystko wydawało się urocze. Sprawiło to wielką ulgę Thorenowi, który przygotowany był na ból i strach. Nagle zorientował się, że zupełnie nie czuje swojego ciała. Przecież stał, uda powinny dawać o sobie znać do granic możliwości, a nie czuł ich w ogóle. Oglądał swoje ręce i nogi, które teraz wydawały mu się obce. Zupełnie, jakby świadomością był gdzie indziej. Do tego wszystkiego doszło wrażenie obracania się wokół własnej osi, a świat zaczął się rozmazywać.
Thoren! Thoren! Odezwij się!
Mama? Mamo! Co robisz w mojej głowie? Dlaczego to wszystko się dzieje? Jest ciemno! Mamo!
Cisza. Wszędzie białe punkty. Obracają się, umykają spojrzeniu. Co się dzieje?
Gdzie ja jestem? Co to za pokój?
-Już dobrze, Thoren. Suzanne! Thoren się obudził!
-Picky? Co Ty tu robisz? Co ja tu robię?
-Mówią, że walczyłeś ze swoją głową, ale ja z tego nic nie rozumiem. Jak dla mnie to po prostu spałeś, ale zaraz przyjdzie mama, jej się pytaj.
Pick prędko wyszedł z pokoju, zupełnie, jakby nie chciał w nim przebywać. Sam pokój musiał należeć do jakiegoś króla, albo przynajmniej jego rodziny. Wszystko było ze złota. Stoły, krzesła, szafy ustawione w taki sposób, aby odbijały światło prosto na łóżko. Nie można było dojrzeć z niego praktycznie nic. Tak jaskrawe światło było nie do zniesienia, a do tego to dziwne pulsowanie w głowie.
Opinie mile widziane, zastanawiam się nad kontynuacją.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania