Początkujący lutniarz cz.1

-Cóż, nie powiem, że nigdy wcześniej nie byłem w takiej sytuacji w jakiej jestem teraz, ale ta jest chyba...najgrosza? Niedorzeczna?  Hmm...jakby się tak dobrze przyjrzeć, to jest całkiem śmiesznie? Zabawnie? Groteskowo? - stwierdził zmęczonym, ale także pełnym kpiny głosem mężczyzna przykuty do ściany.

-Dlaczego tak uważasz, mój drogi?  - zapytał człowiek wyłaniający się z cienia.

-No zastanówmy się, bo...hmm, bo może...hmm jesteś moim kurwa bratem?  - krzyknął mężczyzna.

-Ohhh, jak dramatycznie, może jeszcze twoja żona Cię zdradziła, a wszyscy się wyparli?  - dopowiedział mężczyzna.

-Tak, trafnie do określiłeś. Dosadnie. Rzeczowo. Dokładnie. Właśnie kurwa tak jest i ostrzegam Cię, że jak tylko wyjdę z tego cało, lub też w kawałku to wsadzę Ci te łańcuchy w dupe i wyciągnę przez gardło. - krzyknął mężczyzna - więc może to obgadamy?  

-Nie. - odpowiedział mu mężczyzna który wyszedł ówcześnie z cienia.

-Może jednak? Banicja. Jakaś kara. Cokolwiek. Nie?

-Nie.

-Przemyśl to.

-Przemyślałem.

-I co?

-Hmmm...nie.

-Ehhh, no dobra, ale zbliż się  tu, coś Ci powiem.

Mężczyzna, który wyszedł ówcześnie z cienia podszedł bliżej.

-Hejhej, jeszcze bliżej.

Podszedł na odległość kilku stóp.

-Chodź braciszku, chodź. Powiem Ci coś na uszko.

Zbliżył swoje ucho do jego twarzy.

-Chcesz coś wiedzieć? - zapytał,  będąc nadal przykutym do ściany.

-Mów że, twoja żona czeka na mnie w łożu. - odpowiedział mu.

-Spojrzyj mi w oczy bracie.

Mężczyzna postąpił tak, jak go o to poproszono.

-Pierdol się. - wyszeptał mężczyzna przykuty do ściany i ugryzł drugiego w ucho. Tamten począł się szarpać, ale im bardziej się szarpał tym większa część jego ucha odchodziła od głowy. W końcu, pod wpływem energii, mężczyzna oderwał się od niego i padł na ziemię głośno krzycząc.

-Jesteś jebanym idiotą - krzyczał mężczyzna, wcześniej wypluwając ucho. - dlatego nasz ojcicec dał koronę mi, a nie Tobie pizdo w łachmanach. Masz w ogóle jaja, nie wspominając o mózgu? - zapytał ironicznie mężczyzna przykuty do ściany w ciemnej klitce, w lochu na starym, wymłuconym niezliczonymi nogami więźni sianie.

Mężczyzna, który wyszedł z cienia wstał, spojrzał na drugiego, zbliżył się znów, lecz tym razem na bezpieczną odległość i rzekł :

-Drogi bracie, ja mogę nie mieć ucha -stwierdził przez zaciśnięte zęby - natomiast ty jutro, nie będziesz miał ducha.

-Ohohoho, jak się rymuje, napisz o tym wiersz, poeckie ścierwo, a później weź te zmarnowane karty papieru i podetrzyj sobie nimi dupe. - powiedział i splunął mu w twarz.

-Hmmm...wiesz jak go nazwę? - zapytał nie oczekując od niego odpowiedzi.

-Yyyy, "Jestem pizdą i nie mam jaj" - wszedł mu w słowo.

-Nie zgadłeś.

-Kurde.

-"O jednym takim, który umarł przedwcześnie."

-Piszesz o sobie poezję - zapytał ze zdziwieniem na twarzy mężczyzna.

-Nie.

-To o kim to?  

-No o Tobie.

-A, taktaktak...rzeczywiście.

-Tak więc opuszczam Cię bracie, idę do twej żony. Jutro rano będzie najbardziej zbolałą dupą Yllgeth. - stwierdził.

-A bierz tę kurwe i tak jej nie lubiłem.

-Miłej nocy, nigdzie się stąd nie ruszaj - powiedział z uśmiechem na twarzy.

-Ohoho, uwielbiam twoje poczucie humoru.

-Żegnaj.

-Spierdalaj.

-Straż - krzyknął krótko mężczyzna, po czym w jednej chwili otworzyły się drzwi. Mężczyzna, który wycofał się z cienia wyszedł postukując swoimi długimi butami o kamienną posadzkę. Po chwili dźwięk ucichł i do celi wszedł strażnik.

-Król kazał mi się z Tobą zabawić. - powiedział i mrugnął okiem do więźnia.

-A może tak spierdalaj? - stwierdził i odmrugał prześmiewczo strażnikowi.

-Nie wiesz co tracisz przystojniaku.

Ja pierdole, jeszcze tego brakowało, pomyślał więzień.

-Wiem i prędzej odgryzę Ci przyrodzenie, aniżeli się na to zgodzę.

-Nie masz chyba zbytnio wyjścia mój drogi.

Strażnik począł się przysuwać i obmacywać więźnia. Pośladki, krocze, potężne mięśnie unieruchomione łańcuchami. W pewnym momencie uwięziony mężczyzna z całej siły złapał strażnika i uderzył kolanem między nogi.

-Aaaaah! - zawył z bólu strażnik - jeszcze tego pożałujesz - powiedział, jednocześnie odsuwając się od więźnia po ziemi niczym zbolały kundel, którego kopnął stały bywalec jednej z przybrzeżnych tawern. Więzień zachował ciszę, kiedy strażnik wychodził z celi. Kiedy nie słyszał już kroków, odsłonił znajdujący się w jego lewej ręce kluczyk i przysunął do zamka.

-Jebany debil. - stwierdził i wsadził kluczyk do dziurki przekręcając zamek.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania