pod
mam na sobie dni polarne i trochę mnie gryzą. a wokół sztruks
się czai, się czai...
przecież wiesz. i mógłbyś zrozumieć jak przestanę istnieć
w każdym z tych miejsc,
w których byłam. i mógłbyś
zrozumieć jak przestanę wierzyć. w każde z tych miejsc, w których byłam.
a to mnie gryzie. do krwi
i bardziej.
więc się rozdzieram
bardziej. do krwi.
Komentarze (14)
No to: do przeczytania, trzymaj się ciepło ;)
Od dyskomfortu po samozdarcie. A, i ta próba obalenia siebie przez potrzebę nazwania bólu. Smutno... Ale dobrze.
Dzięki, że tu jesteś :)
Niemniej jakoś mnie nie porywa...
Rozumiem, że nie trafia, do mnie też nie w stu procentach, ale wzięłam sobie Twoje ostatnie słowa do siebie i niech wiersz sobie tutaj pracuje i dojrzewa. Dzięki za wizytę :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania