Poprzednie częściPod gwiazdami

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

POD GWIAZDAMI 17

SARAH

 

– Jest pan pewien, że przeszeregowanie Dany’ego wystarczy? – Zawiesiłam pełen sprzeczności wzrok w przymkniętych oczach Dona. – Jeden biolog molekularny to za mało, na tyle analiz.

– Jak jeden. – Zrobił zdziwioną minę. – A ty?

– Mam dołączyć do zespołu? – Przyznam, że propozycja Dona mnie troszeczkę zszokowała. – Nie wytrzymają ze mną dnia – przyznałam otwarcie, nie chcąc owijać w bawełnę.

– Nie ufam tym nieudacznikom. – Zacisnął szczękę, aż mu zęby zadzwoniły. – Cały czas robią coś nie tak, a dobrze wiesz, że muszę osiągnąć wynik siedemdziesięciu procent, aby nowy nabywca był usatysfakcjonowany i podjął współpracę.

– To jest wykonalne, ale nie przy takiej ilości laktozy, którą chemicy dodają do chlorowodorku i po co takie dziwne wskaźniki?

– Sarah… to akurat idzie na domieszki, więc… – westchnął. – Zajmij się logiką, a interesy pozostaw na mojej głowie.

– Oczywiście. – Poliki mi poróżowiały. – Zadbam o wszystko. – Krzywy uśmiech wykwitł na mojej twarzy.

– Po to właśnie zatrudniłem cię i liczę, że dotrzesz, kto obniża aż tak mocno czysty towar i w jakim celu? – odchrząknął i spojrzał na wykresy, które leżały na biurku. – Trzydzieści osiem procent to stanowczo za mało i ci, z którymi współpracuję, pójdą w końcu do konkurencji, która rośnie w siłę.

– Dlaczego nie puszcza pan proszku w czystej formie, tylko obniża jego wartość?

– Policja w mieście nie śpi – burknął i potarł dłonią po siwej brodzie. – Mało odbiorców bierze wysokie stężenie… większość w mieście woli pięćdziesiątki i tak sami później schodzą przeważnie do pięciu procent. Taki najszybciej upłynnić i nie wymaga dużej przestrzeni do obróbki – zamilkł na chwilę. – Czysty dostarczam tylko dwóm klientom i to mi w zupełności wystarczy. W ostatniej partii, którą Michael zawiózł do Meksyku, mój dobry przyjaciel, odkrył spore ilości środka na odrobaczanie bydła, co jak możesz się domyślić, podniosło mi ciśnienie.

– Ohyda! – Wzdrygnęło mną. – Skąd taki pomysł, skoro mamy na stanie tylko fenacetynę do rozcieńczania?

– Przeszukaliśmy cały budynek paręnaście razy, ale nie znaleźliśmy nawet okruszka tego świństwa i winowajcy, który zrobił ze mnie wała i fuszera.

– Rozumiem, ale jeśli mam to zrobić, to najpierw muszę wybadać teren i poobserwować, jak laboranci pracują – oświadczyłam spokojnym głosem. – Wejdę do podziemi, jako stażysta z wysokimi osiągnięciami i zapałem do dalszej nauki. Ktoś nadrabia kolorem i zanieczyszcza tuż przed pakowaniem albo zamienia paczki przed załadunkiem.

– Sarah! – Donowi nie spodobało się to, jak negocjuję. – To nie przejdzie, bo wszyscy wokół wiedzą, kim jesteś… chyba że… nowy skład biologów. – Oczy mu zabłyszczały i już wiedziałam, że ma plan.

– Wyrzucamy wszystkich, razem z Danym? – Uniosłam pytająco brew, czując wewnętrzną radość, że ten nadęty bufon zostanie usunięty z firmy.

Miałam przyjemność zamienić z nim parę zdań i nie przypadł mi do gustu.

Za bardzo zadzierał nosa, będąc tak naprawdę średni w uzyskiwaniu odpowiedniego składu.

Jego najwyższy wynik to osiemdziesiąt trzy procent, gdzie geniusz wyciągnie prawie sto – Dany się właśnie za takiego uważał.

Może, gdyby więcej słuchał, a mniej szczekał, to zrozumiałby, że cukier nie ma wpływu na jasność, tylko na objętość.

Kto głupiemu przetłumaczy.

– Nie… Dany zostanie, bo jak to on jest kretem i skrupulatnie tai prawdziwe wyniki badań, aby mi zaszkodzić i sprzedaje informacje konkurencji, która nadal zaszufladkowana jest jako” Przedstawiciel widmo”, to możemy z niego dużo wycisnąć. – Położył dłoń na skroni i rozmasowywał spięte mięśnie. – Zlikwiduję zachodnią sekcję w całości, poza Danym. Ludzie odpowiedzialni za obróbkę chemiczną są bez zarzutów i śmiem przyznać, że najlepsi w kraju.

– Jack nadal nie wpadł na ślad tajemniczego kombinatora, który próbuje pana zniszczyć? – To pytanie gnębiło mnie, odkąd Don szczerze przyznał się do tego, czym zajmuje się poza farmacją.

Zrobił dla mnie tak wiele, że nie umiałam mu odmówić, chociaż zdawałam sobie sprawę, w jaką działalność wchodzę.

– Niestety, nie. – Nabrał powietrza do płuc i wypuścił je ze świstem.

To było zagadnienie, przez które Don w ciągu miesiąca postarzał się o dobre pięć lat.

– Dołączę do Dany’ego, ale chcę mieć niezależność i zero ingerencji w to, co robię – oznajmiłam beznamiętnie. – Wiem, że będę musiała z nim współpracować, ale ostateczna decyzja należeć będzie do mnie i nadal nie rozumiem, dlaczego trzyma pan tego tępaka?

– Nie mogłoby być inaczej, dziecko; a co do Dany’ego, to kiedyś nie był taki przemądrzały i pracował za pięciu. – Don uśmiechnął się promiennie i wstał z obrotowego fotela. – Ratujesz mi tyłek i dobrze o tym wiesz. – Przytulił mnie mocno i pocałował w czoło. – Wyciągniesz tyle, aby mnie usatysfakcjonować, nie marnując przy tym dobrego towaru i pracy, jaką Tom wkłada z zespołem w jego produkcję?

W tym samym czasie Michael stanął w progu.

– Tak. – Odwzajemniłam uścisk i poklepałam po plecach jak dawno niewidzianego przyjaciela. – Na tak dobrym towarze można zaszaleć i dobrze zarobić.

Nigdy nie miałam nic przeciwko tym, którzy zajmowali się tym niebezpiecznym interesem i z dnia na dzień wchodziłam w to coraz głębiej, nie poznając samej siebie.

Ten stan podniecenia i zastrzyk adrenaliny był dla mnie i podobał mi się coraz bardziej.

Kurwa… dzięki Michaelowi – pomijając złe wspomnienia – odkryłam nowe życie, które, co tu dużo mówić – było zajebiste.

– Uchyyy… uchyyy – doleciało do moich uszu. Przechyliłam głowę i mina mi zrzedła.

Jeszcze jego mi tutaj brakowało, pomyślałam i odstąpiłam od Dona.

– Witaj, synu. – Don nie wyglądał na zadowolonego, ale dobrze skrywał prawdziwe odczucia pod nałożoną maską. – Jak minął lot?

– Normalnie – odpowiedział i wszedł głębiej do obszernego biura. – Kiedy zdążyliście się tak zaprzyjaźnić? – zapytał z sarkazmem w głosie. – Komitywa, aż mnie ciarki przeszły.

Michael podszedł do fotela i usiadł (ani razu na mnie nie spojrzał, jakbym była niewidzialna). Miał tęgą minę i najprawdopodobniej nie spodobało mu się to, co zobaczył.

– Trafiłeś w dziesiątkę. – Don również usiadł i obserwował syna spod ściągniętych brwi. – Sarah właśnie przystąpiła do teamu i jutro zacznie prace w swoim nowym królestwie.

– Dopuszczasz zwykłą badaczkę krwi do swoich eksperymentów? – Michael położył dłoń na blacie biurka i zaczął stukać w niego paznokciami. – Wystarczył jeden uśmiech, wypięta pierś i jesz jej z ręki?

– Zważaj na słowa! – Don wstał i podszedł dość blisko syna. – Co ty o niej wiesz, co? – fuknął, pochylając plecy tak, aby mieć twarz na wysokości twarzy syna. – Chuja wiesz, więc zachowaj kąśliwe komentarze na lepszą okazję. – Zmierzył Michaela lodowatym spojrzeniem, po czym odszedł i stanął obok mnie. – Sarah jest naszym nowym nabytkiem i co za tym idzie… moją prawą ręką od spraw laboratorium.

– To najgłupsze co wymyśliłeś do tej pory, ale rob jak uważasz – odburknął. – Co ja biedny mogę więcej powiedzieć. – Spuścił oczy na podłogę i zacisnął pięści. – Mam coś tutaj w ogóle jeszcze do roboty?

– Myślisz, że po co kazałem ci wracać do Londynu. – Don zmrużył powieki, jakby miał dość. – Ktoś musi pomóc Jackowi, dotrzeć do tej tajemniczej osoby.

– Kurwa mać. – Michael poderwał się na równe nogi. – Nasza oziębła miss wie o wszystkim, jak widzę! – krzyknął i spojrzał na mnie nienawistnym spojrzeniem. – Z synem ci nie wyszło, to zarzuciłaś sidła na ojca?! – warknął oschle, jakby był pewien swoich słów.

Zapanowała głucha cisza.

Po pomieszczeniu krążyły fluidy frustracji i gniewu.

Chciałam odpowiedzieć, ale nie potrafiłam.

Stan wzburzenia na jego wywód był tak wysoki, że odebrało mi zdrowy rozsądek i jedyne, co zdołałam zrobić, to namierzyć jego wzrok.

Spojrzenia nachodziły na siebie, zionąc wściekłością i brakiem zrozumienia.

– Wypierdalaj stąd idioto i zastanów się, co mówisz i do kogo to mówisz! – Don eksplodował i jedyne, co chwilę później było słychać w pomieszczeniu, to plask dłoni uderzającej Michaela w twarz. – Bezczelny gówniarz, który nic nie potrafi osiągnąć bez pomocy tatusia! Tam są drzwi, pacanie.

- No tak… jak zwykle moja wina. – Michael nie wykonał polecenia ojca i na złość, rozsiadł się wygodnie w fotelu.

Był spięty i tylko czekać, jak obaj naładowani endorfinami mężczyźni, rozpoczną walkę o terytorium.

– Ja wyjdę – zaproponowałam, puszczając do Dona oczko. – Niech mu pan wszystko wyjaśni, bo gotów wydrapać mi oczy.

– Szkoda energii na kogoś takiego jak ty, modliszko – rzucił i wsparł łokcie na biurku.

– Dom wariatów, bez dwóch zdań – prychnął Don, rozluźniając mięśnie twarzy. – Tak już będzie zawsze? Będziecie skakać sobie do gardeł i obrażać przy każdej okazji, bez przyczyny zupełnie?

– Nie rozumiem, o co mu chodzi i dlaczego wysunął zarzut, że pana podrywam? – Zaczerpnęłam tchu, bo nie podejrzewałam, że Michael po raz kolejny zacznie ciosać na mnie kołki. – Ten oto dżentelmen już raz postawił mylną diagnozę co do mojej osoby, przypinając mi łatkę niewyżytej panny, która zabiegała o jego względy w nachalny sposób.

– Wtedy musiałem tak powiedzieć, a teraz stwierdzam na podstawie tego, co zauważyłem, wchodząc tutaj. – Spojrzał na mnie spode łba. – Nie świeciłaś cyckami przed nosem ojca?

– Mam taki styl ubierania i ty najlepiej powinieneś o tym wiedzieć – wypaliłam, drżąc na całym ciele. – Dlaczego musiałeś? – Pot oblepiał mi plecy i skronie, a gorąc porami wychodził na skórę, powodując gęsią skórkę.

– Ojciec by mi nie wybaczył, że po raz kolejny spierdoliłem zadanie, a do tego wszystkiego wplątałem w to osobę postronną. – Mówiąc to, patrzył przed siebie, a dokładniej, na zimną, jasną ścianę. – Źle zrobiłem, bo mogłem przewidzieć, że prędzej czy później dotrze do jego uszu, że ratując własną dupę, pogrążyłem cię. – Jego głos był zimny i bez wyrazu, jakby mielił ozorem, aby mielić i wybielić swoje nieprzemyślane wyskoki i decyzje.

– Nie masz jaj i zgodzę się z Donem, że powinieneś nadal grzać ławkę w przedszkolu.

– Jak cię pierdoliłem, jakoś nie narzekałaś na ich brak i jęczałaś jak kotka, prosząc o więcej – wyrzucił z siebie obrażonym tonem, pełnym jadu i urażonej dumy. – Nie oceniaj mnie, bo nie masz pojęcia, co to znaczy nosić brzemię na wątłej klacie i nie mieć swojego zdania i życia, bez nadzoru tego przemiłego pana, który robi dobrą minę do złej gry. – Wstał i stanął naprzeciw mnie. – Nie pozwolę, abyś zrobiła ojcu mętlik w głowie i będziesz czuć mój oddech na szyi za każdym razem, kiedy uznam to za stosowne i zagrażające firmie.

– Świnia! – Posłałam mu liścia, aż kości policzkowe zachrobotały. – Nie obrażaj mnie, bo to przez ciebie moje oczy widzą w szarych kolorach i upłynie wiele czasu, zanim źrenice wyłapią jakiekolwiek barwniejsze odcienie.

– Dla mnie możesz nawet oślepnąć – syknął mi prosto w twarz. Śladowe ilości śliny wylądowały mi na napiętej skórze twarzy. – Opuść rękę, bo pożałujesz. – Poczułam mocny uścisk w okolicy nadgarstka i zimny wzrok na ciele. – Zabiję albo zniewolę. Co wolisz?

– Pierwszą opcję, skoro dajesz mi wybór. – Nie spuszczałam z niego wzroku. – Puść mnie. – Wyszarpnęłam uwięzione przedramię z uścisku.

– Wracaj lepiej do swojej wiochy, bo nie dam ci żyć – oznajmił stanowczo, jakby inne rozwiązanie nie było dla niego zadowalające. – Pożałujesz, że mnie odtrąciłaś, jak śmiecia.

– Ja? – Osłupiałam i zmieniłam front. – To ty udałeś, że mnie nie znasz, jakbym była powietrzem. Cały komisariat miał ze mnie bekę, że czołgam ci się pod nogami, jak suka, prosząca o względy pana.

– Powiedziała, co wiedziała. – Michael odstąpił i opuścił ręce. – Zrobiłaś ze mnie lowelasa, który rucha wszystko, co ma w zasięgu ręki.

– Wygrałeś. – Spuściłam głowę. – Nie przyjmuję pańskiej propozycji i… – Nigdzie nie było Dona; wyszedł.

– Nie przejmuj się, przekażę ojcu twoją decyzję. – Uśmiechnął się krzywo, jakby chciał dodać: „Zejdź mi z oczu, kobieto”.

Nie pozostało mi nic, jak wyjść z wysoko podniesiona głową. W mojej piersi szalało teraz stado orłów, które ostrymi szponami rozdzierały serce, które po tym ciosie, już raczej nie zapała niczym więcej, poza wrogością do płci przeciwnej.

Michael znienawidził mnie za to, że zbyt mocno mnie zranił, a ja nie potrafiłam o tym tak po prostu zapomnieć i machnąć ręką, jakby się nic nie stało.

Niech udzieli wyjaśnień ojcu, skoro tak uparcie wierzy w swoje racje.

Szkoda, że nie będzie mnie przy tym, jak Don wdepcze go w ziemię.

MICHAEL

 

– Kurwa mać… by to chuj strzelił… by cię szlag Sarah Cole.

Nie potrafiłem zapanować nad wzburzeniem, które rosło z sekundy na sekundę. Miałem ochotę udusić tę upartą kobietę gołymi rękoma i patrzeć, jak gaśnie w oczach. Z drugiej strony rozumiałem jej wzburzenie, bo chyba powiedziałem o jedno słowo za dużo, co będzie miało swoje konsekwencje, kiedy ojciec dowie się, że Sarah odeszła.

Wychodzi na to, że naprawdę jestem babą z worami pomiędzy nogami, pomyślałem i podszedłem do okna. Wsparłem dłonie o zimną szybę i normowałem oddech, łapiąc łapczywie tlen, który nie docierał do płuc w takim stopniu, jak powinien. Czułem silny skurcz żołądka i kłucie w piersi, pomieszane z pieczeniem, jakbym zanurzył ciało w rozgrzanej cieczy.

– Ta uparta oślica mnie wykończy i pogrzebie żywcem w kwiecie życia – mówiłem do siebie, nie słysząc nawet, że nie jestem sam.

– Przyjdzie jutro do pracy, czy wymyśli bajeczkę o bólu głowy? – Ojciec stanął obok i położył dłoń na moim napiętym bicepsie, który niemal nie rozerwał rękawa obcisłej koszuli. – Będziesz miał z tą diablicą przeboje i tak się zastanawiam, czy dobrze zrobiłem, umieszczając was tak blisko siebie?

– Madame Sarah poszła za moją radą i najprawdopodobniej już teraz wraca do tej zabitej dechami dziury, której nigdy nie powinna opuszczać – powiedziałem jednym tchem.

– Mógłbyś powtórzyć, bo chyba coś źle zrozumiałem? – Poczułem, jak zaciska palce na moim ramieniu i przyjmuję pozycję atakującego? – Powiedz mi, że to, co przed chwilą powiedziałeś, to jakiś jebany żart i się przejęzyczyłeś. – Zbladł. – Michael!

– Dobrze słyszałeś i nie patrz tak na mnie, jakbyś miał omamy uszne – rzuciłem pewnym głosem, zauważając, że ojciec zzieleniał i w ostatniej chwili wyciągnąłem w jego kierunku ręce, bo poleciałby na zimną podłogę jak długi.

– Masz pięć minut, aby to odkręcić – charknął słabym głosem i starł pot z czoła. – Jak Sarah nie wróci, ty również nie masz się tu co pokazywać, zrozumiano?

– Nie i po raz pierwszy w życiu nie wykonam twojego rozkazu. – Przełknąłem wielką gulę zalegającą w gardle i dodałem: – Zaoszczędziłem jej kłopotów już na starcie.

– W kogo ty się wdałeś, idioto? – Don walczył z oddechem i ledwo stał na nogach. – Mick zerwie współpracę.

– Chuj z nim ojcze! – ryknąłem, nie potrafiąc utrzymać nerwów na wodzy. – Bezpieczeństwo Sarah jest ważniejsze niż te twoje pierdolone narkotyki.

– Ale…

– Mick weźmie to, co zaoferuję, albo niech spada na bambus.

Po raz pierwszy, odkąd pamiętam, postawiłem się ojcu w tak nieugięty sposób. Widziałem po jego pergaminowej twarzy i wydętych ustach, że gdyby nie fakt, że moje postanowienie ścięło go z nóg, najprawdopodobniej wiałbym teraz przed siebie, czując na plecach jego gniew.

– Podaj mi telefon.

Zrobiłem, o co prosił i pomogłem mu usiąść na fotelu. Był jak szmaciana lalka – miękki i gibki.

Ojciec pochwycił aparat i zaczął w nim grzebać, po czym wcisnął zieloną słuchawkę pod nieprzypisanym numerem.

– Gdzie jesteś? – spytał opanowanym i wyraźnym tonem.

Pokiwał głową, przerwał połączenie, a chwilę później uśmiech rozpromienił jego posępną twarz. Na do niedawna bladą cerę powróciły kolory i to żywsze niż po wypiciu whisky.

– Coś taki zadowolony, jakbyś wygrał fortunę? – Jego zachowanie było podejrzane i wystarczyło krótkie spojrzenie spod krzaczastych brwi, abym miał pewność, że nie uzyskam odpowiedzi.

– Nic ważnego – burknął i sięgnął po cygaro, leżące na blacie biurka. – Powiem ci synu, że jestem z ciebie dumny. Nareszcie pokazałeś ikrę i wyraziłeś swoje zdanie.

Włosy stanęły mi dęba nie tylko na głowie.

Ojciec mnie pochwalił – nie może być.

Mój zamysł i niedowierzanie przerwał uporczywy dźwięk dzwoniącego telefonu, który podskakiwał obok dłoni ojca.

– Tak? – spytał i zrobił wielkie oczy. – Jesteś tego pewna?

Słuchał rozmówcy z wielką uwagą, nawet powieka mu nie drgnęła, jakby nie chciał przeoczyć żadnego słowa.

– Idziemy, synu. – Ojciec schował telefon do kieszeni spodni i ruszył przodem, jakby się paliło.

Co tym razem sprawiło, że dostał młodzieńczego wigoru, pomyślałem, idąc za nim szybkim krokiem?

Obrał kierunek na laboratorium, co było zdumiewające, bo rzadko kiedy tam zaglądał.

Miał od tego Alecka… albo mnie.

Wkroczył zamaszystym krokiem do jasnego pomieszczenia, rozchylając przesuwane drzwi i podszedł do ciemnowłosej laborantki, która stała do niego plecami i wpatrywała się w wydruki, wylatujące z drukarki (poza nią w laboratorium nie buło nikogo, co mnie zdziwiło, bo na przerwę obiadową jeszcze za szybko).

– Aleck zabrał gagatka, widzę. – Ojciec oparł dłoń na plecach kobiety, która wyglądała podejrzanie znajomo. – Pokaż, bo nie mogę uwierzyć, że nikt wcześniej tego nie zauważył. – Stanął obok nieznajomej i wsadził nos w dokument, który mu podała. – Ja pierdolę! – krzyknął i rzucił kartką w ścianę. – Teraz wszystko jasne i nie dziwię się, że Mick za każdym razem powtarzał, że są złej jakości. – Zapanowała głucha cisza. – Dwadzieścia procent… nie wytrzymam. Na wydrukach, które lądowały na moim biurku, było pięćdziesiąt trzy. – Wzniósł ręce do góry. – Takie stężenie Mick puszcza w obieg wśród bogatej klienteli, więc nic dziwnego, że psioczył i negocjował cenę. To jest wydruk sprzed pakowania, czy już po?

– Po – odpowiedziała kobieta miękko. – Ewidentne oszustwo i potwarz dla pana.

– Sarah! – Nie wierzyłem własnym uszom i myślałaś, że mózg mi wysiadł – ale nie; to była ona.

– Tak, a co? – odpowiedziała beznamiętnie. – Myślałeś, że podkulę ogon, zabiorę rodziców i wrócę na wieś wegetować?

Nie odpowiedziałem, bo dosłownie mnie zamurowało i głos uwiązł gdzieś w pobliżu żołądka. Przewróciłem jedynie oczyma, dochodząc do wniosku, że przegrałem.

– Dobra robota, kochana. – Ojciec przytulił Sarah i zwrócił twarz w moją stronę. – Czas zabawić się w doktorka, synu. – Wyszczerzył białe zęby i zatarł dłonie. – Mamy kreta, więc wiesz, co masz robić. Aleck już na ciebie czeka w konferencyjnym.

– Jak to odkryłaś? – zagadnąłem, nie potrafiąc oderwać wzroku od jej pięknej twarzy.

– Podejdź – zaproponowała, a ja skorzystałem z okazji, aby być blisko niej. – Od paru dni jedna kamera ustawiona jest centralnie na ten monitor i gdy wczoraj przejrzałam zapis, zauważyłam, że jest tutaj zainstalowany program, który zakłóca pracę głównego analizatora i tak bardziej dla zrozumienia; zmienia dane, a tak po angielsku; zawyża.

– Wysyłaliśmy zaniżony towar, dobrze rozumiem?

– Tak – odparła od razu. – Zapewne chodziło o to, aby w ten sposób odstraszyć klientów ewentualną nieuczciwością dostawcy. Jednym słowem… Don miał uchodzić za szulera.

– Teraz rozumiem, dlaczego wszyscy byli oburzeni ceną i nawet niektórzy dostali za to po mordzie – powiedziałem i zapłonąłem żywym ogniem. – Będę musiał co niektórych przeprosić. – Spuściłem wzrok i zatrzymałem go na dekolcie Sarah.

– Cieszy mnie, że jednak potraficie normalnie rozmawiać, a teraz – odchrząknął Don. – Michael, Aleck czeka.

– Już idę – burknąłem od niechcenia, czując lekki zawrót głowy, kiedy Sarah przypadkowo otarła się o mnie ramieniem, podczas wymijania.

Odprowadziłem ją wzrokiem i wyszedłem, chociaż nie miałem na to ochoty.

Chciałem zostać i napawać oczy jej widokiem.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (5)

  • ZielonoMi 3 miesiące temu
    Michael ma rację, dziwnie szybko szara myszka wślizgnęła się do półświadka, i boss od razu jej zaufał? No i Sarah, tak ją rajcuje łobuzerskie życie, tylko niech ma na uwadze,ż że z takiego szamba trudno potem wyjść, a raczej graniczy to z cudem. Można wyjść łatwo - w worku. Ale w sumie ją rozumiem - złe rzeczy zawsze kuszą.
  • Joan Tiger 3 miesiące temu
    Zielonka, Don ją już dobrze prześwietlił, a Michael jest zazdrosny, że ojciec poświęca ufa Sarah bardziej, niż jemu. Gdyby miał jakiekolwiek obiekcje, na pewno by nie wyskakiwał z taką propozycją. Po drugie, interes kuleje, a chemik, to chemik. Co taka Sarah może mu zrobić? Nic. Dzięki za komentarz. :)
  • ZielonoMi 3 miesiące temu
    Joan Tiger Może np. rozpruć się na psach i narobić przypału. Choć pewnie strach by jej na to nie pozwolił. Wiem, że prześwietlił, inaczej być nie mogło. Mam tylko nadzieję, że wynikną z tego jakieś kłopoty, ja i kłopoty bardzo się lubimy.🥳🥳
  • Joan Tiger 3 miesiące temu
    ZielonoMi, ona się tylko przy Michaelu wścieka. Powiem ci, że już nie pamiętam jak tam dalej leciało, ale coś tam na pewno się wydarzy. Ona sika ze szczęścia i ten przesiąknięty bagnem świat ją kręci.
  • ZielonoMi 3 miesiące temu
    Joan Tiger Skądś to znam...😁

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania