Poprzednie częściPod gwiazdami

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Pod gwiazdami 3

SARAH

 

Jak śmiał rzucić prosto w twarz, że jestem brzydka, pomyślałam, zaciskając zęby z nerwów. Sięgnęłam ręką po kubek z kawą i zrobiłam łyk tego życiodajnego eliksiru, który ogrzał przełyk i roztoczył swój intensywny aromat po całej kuchni.

Pierdolony mister świata się znalazł, który tylko szukał dziury do ruchania.

Na pewno myślał sobie, że jak zawita do naszej maleńkiej wioski, to wszystkie mieszkanki padną przed nim na kolana i będą błagać, aby je przeleciał.

Niedoczekanie twoje Michael.

Kobiety z krańców świata też miały swój honor.

” Jennifer Lopez” nie byłam, ale nie było tak źle, jak próbował to przedstawić.

Nienawidziłam ludzi, którzy oceniali innych jedynie przez pryzmat czyjegoś wyglądu.

Będę omijać tego, idealnego pana szerokim łukiem, aby przypadkiem nie musiał patrzeć i krzywić się na mój widok.

Biedactwo jeszcze zwymiotuje i co wtedy?

Byłam zła, bezsilna i nie mogłam sobie znaleźć miejsca. Nareszcie pojawił się długo wyczekiwany, kogut, ale szybko okazało się, że, kura nie taka.

Otarłam parę łez, które na wspomnienie Michaela wyciekły z kącików oczu i odstawiłam pusty kubek do zlewu, pragnąc, aby mój mózg się wyłączył i dał mi wreszcie odpocząć. Nie było mi to jednak dane, bo cały czas rozpamiętywałam słowa: „Widziałaś siebie w lustrze”. Myślałam, że po wczorajszym spotkaniu rozmażę się, wspominając i koloryzując niewidzialny przekaz, a tu taki klops.

Wyszłam na taras, odetchnąć rześkim powietrzem. Podmuchy wiatru z delikatną siłą chłodziły pootwierane pory, przywracając ich równowagę. Rumieńce na twarzy znikały, poddawane jego impetowi i opadały na ziemię, jak piasek w klepsydrze. Włosy uniosły się, a jego porywy wytrzepywały maleńkie kropelki wody, które ostały się gdzieniegdzie po niespokojnej nocy na moje ręce. Ubranie złapało wiatr w żagle, pozwalając krążyć mu po moim ciele, muskając delikatnie. Nareszcie żyję, a nie kiszę się, jak ogórek w słoiku.

– Mifi, Fifi, chodźcie tu do mnie! – zawołałam, wystawiając twarz w stronę grzejącego słońca. – Głodne? – zagadnęłam, widząc, jak stają na tylnych łapkach, merdają ogonkami i kulą przy tym uszy, oraz wyszczerzają zęby, jakby się śmiały.

Nasypałam karmy i poszłam zmyć z siebie wszystkie nocne rozmyślenia, które przeistoczyły się w lepki pot i spowodowały ból głowy. Najchętniej, to drucianą szczotką wyszorowałabym mózg – ale nie miałam takiej mocy. Na szczęście dzisiaj sobota i nie pozwolę na to, aby jakieś tam problemy, pozbawiły mnie przyjemności. Miałam już plany na dzisiejszy wieczór.

Po wyjściu spod prysznica pokręciłam się bez celu po mieszkaniu i runęłam na łóżko, jakbym opadła z resztek sił. Przekręciłam się na bok i przymknęłam na chwilę powieki, czując ucisk na czaszkę. W nocy mało co spałam, rozpamiętując tego, grubianina, o mniemaniu wyższym, niż IQ samego Einsteina.

Gdy otworzyłam oczy, za oknem słonko właśnie chyliło się ku zachodowi, roztaczając wokół siebie czerwienie. Zerknęłam na zegar ścienny, nie dowierzając, że przespałam prawie cały dzień. Wskazówki wskazywały dwudziestą, więc zerwałam się szybko z cieplutkiego łóżeczka i ruszyłam szybkim krokiem pod prysznic, zmyć z siebie pot.

Termometr w łazience wskazywał 23 stopnie ciepła, a spałam przykryta po czubek nosa grubym kocem – do tego wszystkiego miałam na sobie zimowy szlafrok, bo lepiej chłonął wodę niż ten cienki, letni.

Odświeżyłam się i zajrzałam do moich kruszynek, które ziajały, leżąc brzuchami do góry. Nawet nie zmieniły pozycji, kiedy nasypywałam karmy do ich pustych miseczek. Mnie było gorąco, a co dopiero im, gdy skórę pokrywała gruba sierść – niby krótka, ale sierść.

Pomachałam pieskom i zamknęłam za sobą dokładnie drzwi, aby nie uciekły przypadkiem na taras.

Weszłam do kuchni i spakowałam do plecaka przekąski na dzisiejszą wyprawę na pagórek, po czym założyłam na ramiona i pochwyciłam teleskop, który czekał już na mnie w przedpokoju. Pragnęłam połączyć się na powrót z tym ogromem, górującym nad moją głową, aby choć na chwilę wznieść się w nieznane, mijając po drodze coś, co nie miało znaczenia.

Zapowiadała się ciepła i bezchmurna noc. Gdy wspięłam się na małe wzniesienie z językiem na brodzie, od razu przygotowałam wszystko do nocnego seansu. Tym razem nie zabrałam moich pupili, aby nie musieć później błąkać się po okolicy w ich poszukiwaniu. Drugim powodem był ten latający samopas pies, którego właściciel lekkomyślnie mu na to pozwalał.

– Idealnie – westchnęłam, rozsiadłam się wygodnie na kocu i spojrzałam w okular. Gwiazd było jeszcze mało, za to księżyc wyglądał jak wielki arbuz, który niebawem wybuchnie od nadmiaru wody. Dzisiejsze niebo było jakieś senne i nie spieszyło się, aby rozjaśnić mroczne i zimne tło.

Dzisiaj miały spadać meteoryty, więc widok będzie nieziemski. Sięgnęłam po batonik i ustawiłam ostrość na soczewkach, aby później nie marnować na to czasu. Zawsze miałam z tym problem, ale udało się, bez burczenia pod nosem. Czułam stróżki potu, zbierające się na czole, więc zdjęłam bluzę i pozwoliłam skórze swobodnie oddychać.

Coraz więcej migoczących punkcików, zachęciło do zmiany pozycji i przyjrzenia się im gołym okiem. Położyłam się na plecach, czując, jak wzlatuję, od ciągłego patrzenia w jedno miejsce. Zaczęło mi się kręcić w głowie i wydawało się, że zaraz niebo zwali się na ciało, przytłaczając swoim ciężarem. Zamknęłam oczy, słysząc tylko nieśmiałe pohukiwania sowy i szum drzew, które poruszały się pod wpływem wiatru. Dolatywały do moich uszu również odgłosy szumiącej rzeki, biegnącej nieopodal.

– Wspaniale – szepnęłam, łapiąc dużo świeżego powietrza, przez szeroko otwarte nozdrza. – Czego można chcieć więcej?

Opuściłam powieki, jakby były nie wiadomo jak ciężkie. Po chwili leniwie je podnosiłam, sprawdzając, jak daleko przesunął się księżyc i czy przypadkiem nie zapomniał przywitać się z Wenus. Mars i Merkury machali do niego, obsypując ścieżkę piachem i żwirem, aby przypadkiem nie zbłądził w drodze powrotnej, gdy już dotrze do Jowisza i Neptuna.

Meteoryty spadały, spalając za sobą to, co nie było im do niczego potrzebne. Mgławice migotały, a lew zaczaił się na wagę, chcąc sprawdzić, ile przytył, od ostatniego śniadania. Bliźnięta sprzeczały się, strzepując złoty pyłek, po którym ludzie tak łatwo usypiali, a wieloryb rozchlapywał wodę, zapowiadając deszcz na jutro.

***

 

– Wypowiedziałaś już życzenie? – Do moich uszu doleciał dobrze mi już znany głos. – Właśnie przed minutą skończyłem prosić tę leniwie spadającą gwiazdkę o swoje. – Michael kucnął obok mnie, wznosząc twarz do nieba.

– Tak – odburknęłam beznamiętnie, przechylając głowę delikatnie w jego kierunku.

- Coś miłego? – Gdy zerknęłam kątem oka na jego profil, usta miał rozciągnięte, jakby był w złym humorze.

– Życiowe. – Mój wzrok powrócił do obserwacji rozgwieżdżonego nieba. – Chcę poznać jakiegoś chirurga plastycznego i rozkochać go w sobie, aby zrobił mi operację za darmo, bo z mojej skromnej pensji nie będzie mnie nigdy na nią stać – dodałam, wznosząc ciało do pozycji siedzącej.

– Po co? – spytał zdziwionym głosem. – Nie potrzebujesz – stwierdził jeszcze bardziej zaskoczonym.

– Nie musisz się wysilać i udawać miłego. – Odwróciłam wzrok w jego stronę, posyłając ostre spojrzenie spod rzęs. – Mógłbyś sobie pójść, bo zakłócasz moją aurę i wizję lepszej mnie.

– Źle mnie wczoraj zrozumiałaś. Nie chodziło…

– Myśl sobie co chcesz, masz do tego prawo – rzuciłam, jakbym miała to gdzieś i machnęłam ręką przed ściśniętymi rysami twarzy Michaela. – Widziałam, że miałeś dzisiaj sporo gości. – Odbiłam od tematu, spuszczając oczy, bo jego intensywny wzrok mnie irytował.

– Było tak, jak przewidziałaś i…

– Też nie spełniły twoich oczekiwań? – wtrąciłam, nie pozwalając się wypowiedzieć. – Wystarczyło ci miski, aby zmieścić rzygowiny na ich widok? – Podniosłam się z miejsca. Miałam dość jego wybałuszonych oczu i miny niewiniątka.

– O czym ty mówisz Sarah? – Posłał w moim kierunku zdezorientowane spojrzenie, jakbym powiedziała coś złego.

– Masz wysokie wymagania, jeśli chodzi o kobiety – syknęłam, próbując wyrwać koc spod jego tyłka, ale Michael nie miał zamiaru się unieść, ani wstać. – Każdej nowo poznanej dziewczynie karzesz patrzeć na siebie w lustrze, aby zobaczyła to, czego nie powinno być po drugiej stronie? Lubisz upokarzać ludzi i wyśmiewać ich braki, nieprawdaż?

Nie chciałam tutaj być – nie z nim.

– Sarah, co cię ugryzło? – Poderwał się z miejsca i pochwycił moje dłonie, akurat wtedy, kiedy nareszcie ruszył dupsko i mogłam poskładać koc. – O jakie wymagania ci chodzi? – Zacisnął palce na moich nadgarstkach. – Nie kazałem ci patrzeć w lustro, tylko…

– Zostaw mnie! – Szarpnęłam rękoma, uwalniając się z uścisku ciepłych dłoni. – Chcę zostać sama.

– Spytałaś: „Dlaczego jestem taki sztywny”, więc odpowiedziałem, czy przypadkiem widziałaś siebie w lustrze? – wypalił, drapiąc się po szczęce. – Jesteś bardzo seksowną kobietą i chyba wiesz, jakie walory posiadasz.

Zamurowało mnie i koc wypadł z dłoni – a już prawie kończyłam go składać.

– No… nie wiem… – zaczęłam się jąkać i nie potrafiłem dobrać odpowiednich słów, aby cokolwiek więcej powiedzieć.

– Już chyba rozumiem, jak to odebrałaś, dlatego jesteś taka opryskliwa w stosunku do mnie. – Jego głos się załamał, a ramiona opadły bezwiednie wzdłuż ciała. – Sarah, ja tym stwierdzeniem chciałem cię skomplementować, nie obrazić. – Położył rękę na moim ramieniu i odnalazł zawstydzony wzrok, ale szybko odwróciłam go od posępnej twarzy Michaela, bo było mi wstyd.

Zrobiłam z siebie idiotkę, źle interpretując jego słowa. Czułam jak zalewa mnie fala gorąca i poliki pieką niemiłosiernie, jakby ktoś przykładał do nich żywy ogień, lub rozgrzany do czerwoności metal.

– Możesz to zostawić i usiąść? – Michael schylił się po leżący nieopodal moich stóp koc i rozścielił na nowo. Rozsiadł się wygodnie i wyrzucił nogi do przodu. – Mamy taką piękną noc. – Skinął głową, zachęcając, abym klapnęła obok niego. – Przyszłaś bez piesków? – Zauważył ich brak.

– Nie chciałam ryzykować spotkania z twoim psem. – Podgryzałam zębami wnętrze policzka, zastanawiając się, czy usiąść. - Nie widzę go nigdzie. Zdechł?

– Nie. – Postukał się palcem po czole. – Nie zainwestowałem jeszcze w smycz, więc zostawiłem go na podwórku. Obraził się na mnie, ale jakoś go przekabacę. – Zapatrzył się przed siebie i zmarszczył nos, jakby to, że musiał zostawić psa samego, nie było mu w smak.

Byłam spięta jak podczas egzaminów końcowych w ogólniaku. Nie znalazłam w sobie odwagi, aby spojrzeć w jego stronę, a słowa z oporem opuszczały gardło, wypychane niewidzialną siłą. Zdecydowałam się jednak usiąść obok na kocu – nie miałam ochoty wracać do domu.

– Jakbyś nie zatrzasnęła mi wczoraj drzwi przed nosem, nie byłoby tego całego nieporozumienia. – Wyczuwałam, jak prześlizguje się po moim ciele wzrokiem. – Powinnaś od czasu do czasu pozwolić drugiej stronie dojść do głosu.

– Głupio wyszło. – Wpatrywałam się w paznokcie, poruszając lekko palcami. Ciało było spięte w każdym, najmniejszym zakamarku, aż ciężko mi było oddychać.

– Co tam masz dobrego? – Wychylił się po mój plecak, który miał za plecami i położył sobie pomiędzy nogami, zaglądając do środka.

– Wino – oznajmiłam ledwie słyszalnym głosem, jakby ktoś ściskał mi struny głosowe. – Chciałam mile spędzić ten sobotni wieczór.

– Będziemy pić wprost z butelki? – Szperał w wyświechtanym od trawy i ziemi plecaku, jakby szukał szkła. – Pijemy? – Pomacał się po kieszeniach spodni i zrobił skwaszoną minę, po czym przysunął szyjkę butelki w okolicę ust, jakby miał zamiar, otworzyć wino zębami.

– Gdzieś tam powinien być korkociąg. – Michael poszperał i wyjął go, uśmiechając się od ucha do ucha.

– Przyznaj się od razu, że chciałaś się upić z rozpaczy po błędnym odczytaniu słów o lustrze. – Podrapał się po gładkim poliku, przewracając oczyma. – Kto zaczyna?

– Tak właśnie planowałam, ale wprosiłeś się na krzywy ryj, więc nie będę wracać do domu na czworaka – stwierdziłam rzeczowo, wyrywając mu otwartą już butelkę z dłoni i zrobiłam parę małych łyczków. – Kwaśne. – Wzdrygnęłam się.

– Pokarz. – Przekazałam butelkę, bo oczywiście musiał się upewnić, czy przypadkiem nie przesadzam z tym smakiem. – Może być. – Również nim zatelepało, ale stwarzał pozory, że to nic takiego. – Widzisz tam coś ciekawego?

– Nie, dlaczego pytasz? – Dostrzegłam butelkę, którą Michael wymachiwał właśnie tuż, przed moim nosem.

– Trzymasz tak kurczowo twarz w tamtą stronę, więc chciałem wiedzieć, co cię tak pochłonęło.

– Wszystko i nic. – Zrobiłam parę małych łyków wina, cofając język, aby nie czuć tego niedobrego posmaku.

Michael wstał nagle i kucnął naprzeciwko, wspierając się na moich podwiniętych o niemal pod brodę kolanach. Myślałam, że zrobił to po to, aby odejść, bo rozmowa się jakoś nie kleiła.

– Dlaczego mnie unikasz? Zachowujesz się jak nastolatka, która pierwszy raz jest z chłopakiem sam na sam. – Pochwycił w palce mój podbródek i wzniósł głowę na wysokość swojej twarzy. – Dlaczego żałujesz mi dzisiaj widoku twoich pięknych zielonych i połyskujących w świetle nocy źrenic?

– Wygłupiłam się i... – Zaparło mi dech w piersiach, kiedy zaczął gładzić palcami płonące ze wstydu policzki i okolice za uszami.

– Zapomnij o tym. – Zachwiał się, ale udało mu się utrzymać równowagę. – Sarah, długo mam jeszcze czekać, aż raczysz, na mnie spojrzeć? Nie chcę cię popędzać, ale łydki mi zdrętwiały.

Zebrałam się w sobie i podniosłam na niego wzrok. Był tak blisko i chłonął moje zażenowanie, chcąc mnie od niego uwolnić.

– Nareszcie. – Jego twarz rozpromienił szeroki uśmiech. – Podniósł się z kucek i zasiadł obok blisko – bardzo blisko.

Przez cienki materiał zwiewnych spodni czułam ciepłe ciało i napinające się mięśnie – miał na sobie podkoszulek i spodenki .

– Chcesz jeszcze? - Wymachiwał butelką w powietrzu. – Może to cię trochę rozluźni.

– Jasne. – Michael specjalnie trzymał butelkę tak, abym nie mogła jej zabrać. – Rywalizacja?

– Nie. – Zmarszczył brwi i podrapał się po powiece. – Chciałem, abyś patrzyła, po co i gdzie sięgasz. Jak przez przypadek złapałabyś za coś innego? – Uniósł brew.

– Wiesz, mam bystre oczy i ich kąciki idealnie wiedziały, gdzie sięgają. – Po raz pierwszy dzisiejszego dnia, na moją twarz powrócił uśmiech, który gdzieś się wczoraj zagubił i błąkał po okolicy, nie umiejąc odnaleźć mojej osoby.

– Masz. – Wcisnął mi butelkę w dłoń i zacisnął na niej moje palce, po czym cofnął rękę.

– Jak się upiję, to sturlaj mnie z górki, a później dokop pod płot, dobrze? – parsknęłam śmiechem, plamiąc sobie spodnie czerwonym winem.

– Wedle życzenia, ciamajdo. – Położył dłoń na całej powierzchni twarzy i pokiwał parę razy głową. – Ja to bym raczej przerzucił ciebie przez ramię, a potem porzucił pod płotem – dopowiedział, wpatrując się centralnie w moje wilgotne od napoju usta i zwilżył wargi, jakby miały w sobie za mało wilgoci.

– Też dobrze. – Skrzywiłam się i oddałam mu butelkę, w której zostało już niewiele wina.

Zaczynałam odczuwać lekki szmer i pulsowanie w głowie. Uśmiech coraz częściej rozpromieniał moją czerwoną twarz, a ręce gestykulowały, jakbym straciła nad nimi panowanie. Parę razy złapałam Michaela za kolano, przytrzymując dłoń dosyć długo. Odprężyłam się i całkowicie zapomniałam o tamtym nieporozumieniu. Jego zapach działał na moją wyobraźnię coraz mocniej. Przyłapywałam się na tym, że chciałam, aby nasza znajomość poszła w dalszym kierunku.

Nie umknęło mojej uwadze, że im częściej go dotykałam, tym bardziej się spinał i wiercił, jakby chodziły po nim mrówki. Zerkał co rusz na moje dłonie i piersi – miałam na sobie obcisły, wydekoltowany podkoszulek – i przygryzał wargi, jakby miał ochotę ich skosztować.

– Mam dość – rzuciłam, spoglądając w jego mętne, na wpół przymknięte oczy, które do niedawna spoczywały na mojej szyi.

– Dobrze, bo butelka i tak jest już pusta. – Wskazał gestem ręki, na pustą butelkę leżącą nieopodal jego uda – nie zauważyłam, kiedy ją odłożył.

– Co się tak rozmarzyłeś? – Uderzyłam mocno w swoje ramię, na którym siedział komar i już szykował się, aby wbić swoje ostrze w moją cienką skórę. – Wyglądasz, jakbyś zaniemógł i nie potrafił sterować własnym ciałem – syknęłam, bo za mocno się uderzyłam – zabolało.

– Właśnie na odwrót – stwierdził opanowanym, miękkim głosem. – Steruję i to z ogromną siłą. Toczę właśnie wewnętrzną walkę z mózgiem, który podsuwa niemoralne propozycje.

– Na przykład jakie? – Nie odrywałam od niego wzroku, podejrzewając, że to, co mówił, to prawda.

– Na przykład to. – Dotknął palcem dolnej warg i rozmasował ją. – To znowu to. – Przejechał paznokciem po smukłej szyi. – Jest i to. – Wielkie dłonie spoczęły na piersiach, ściskając je delikatnie – to dało się przewidzieć. – Najbardziej podoba mi się to. – Namierzył zwiotczałe sutki, sprawiając, że stanęły i stwardniały pod jego palcami. - Najbardziej jednak lubię… – mruknął pod nosem.

– Co? – spytałam.

Odchylił włosy i zaczął jeździć wargami po mojej szyi, aby zwieńczyć to wilgotnym językiem. Pokonywał lekkie wzgórki, które stworzyła na jego drodze gęsia skórka, którą wywołał ciepłym oddechem.

Byłam tak skupiona na tym, co robił, że nie zauważyłam, nawet kiedy zmienił pozycję i znalazł się za moimi plecami. Objął mocno w pasie i ułożył swoje nogi, na obrzeżach moich.

– Mógłbym to robić godzinami – wyszeptał wprost do ucha i uszczypnął małżowinę zębami, wypuszczając głośno oddech. – Najbardziej podniecający rewir kobiecego ciała jak dla mnie – stwierdził.

– Też to lubię i powiem ci, że szkoda, że tak krótko – jęknęłam i oparłam ręce na jego długich nogach, zaciskając na nich palce.

– Wiesz, mi nie trzeba dwa razy powtarzać – mruknął, wdmuchując ciepłe powietrze w okolice pulsującej i wilgotnej od jego śliny szyi.

Robił to tak delikatnie, jakby miał przed sobą mydlaną bańkę. Odpłynęłam, wspierając się plecami na jego torsie. Jego ręce co rusz sięgały do piersi, nie pozwalając sutkom opaść. Stawał się coraz śmielszy i próbował je wśliznąć pod materiał, ale obcisła bluzka to trochę utrudniała, co skutkowało spinaniem się mięśni.

Przechylił głowę i spróbował smaku szyi z drugiej strony. Wtuliłam się w imponujących rozmiarów tors, jakbym chciała się ukryć przed najgorszym złem. Szyja pod wpływem jego pieszczot zrobiła się elastyczna, jak rozgrzane szkło, a język sprawnie ją studził.

Udało mu się w końcu przekopać przez oporny materiał bluzki. Teraz ręce od mojej skóry dzielił już tylko cieniutki, koronkowy biustonosz, który sprytnie omijał, wciskając opuszki palców przez maleńkie otworki.

– Masz idealne piersi. – Palce Michaela nie mogły przestać forsować ostatniej przeszkody. – Mogę go rozpiąć?

– Nie – wypaliłam, odzyskując świadomość. – Rozłożyło mnie wino i chyba czas na nas. – Wygramoliłam się z jego objęć, poprawiając ubranie.

– Masz rację, już po północy. Jak ten czas leci. – Pomógł mi spakować rzeczy i ruszyliśmy wolnym krokiem w dół, pozostawiając to, co pomiędzy nami zaszło – tam, na pagórku.

– Dziękuję za miły wieczór. Do zobaczenia. – Pożegnałam go buziakiem w polik i otworzyłam furtkę. Zrobiłam krok w przód, kiedy…

Złapał mnie za rękę i przyciągnął brutalnie, zamykając rozdziawione z oszołomienia usta namiętnym pocałunkiem.

Zaskoczył mnie, ale odwzajemniłam pocałunek, zatracając się w tańcu, mając za partnera jego utalentowany język.

Jak on całował – wow.

Nogi się pode mną ugięły, ale nie pozwolił mi się obniżyć. Objął stanowczo w pasie i nadział na drżące z podniecenia ciało. Gdy się już wciągnęłam, zrobił coś, co przywołało moje rozszalałe zmysły do przebudzenia. Przerwał pocałunek i jeździł językiem po rozwartych wargach, aby za chwilę znów doprowadzać mnie o zawrót głowy i penetrować buzię witając się z: policzkami, podniebieniem i nieomal migdałkami, o każdym zakamarku języka, już nie wspomnę.

– Chcesz jeszcze? – Moje mętne oczy widocznie dały już odpowiedź, zanim otworzyłam usta, bo na powrót nimi zawładnął.

Zarzuciłam ręce na szyję i drażniłam palcami jego spięty kark. Jego język stawał się coraz szybszy i zadziorny, jakby Michael stracił kontrolę również nad nim. Zmienił taktykę na bardziej brutalną, co mi się nawet podobało. Przyciągnął mnie mocno za pośladki i wcisnął miednicę na swoją nabrzmiałą męskość, która próbowała wyskoczyć ze spodenek.

– Pragnę cię Sarah – wycharczał do mojego ucha, śliniąc je przy tym.

Jakby ktoś wylał mi kubeł zimnej wody na głowę, po którym od razu wróciłam na ziemię. Cofnęłam ręce i odessałam się od kuszących ust.

– Zaczekaj, nie tak szybko. Jest miło, ale…

– Za szybko?

– Tak.

– Masz rację. Moje ciało to petarda, która wybucha, nie mogąc cofnąć tego, że ktoś ją podpalił. Kręcisz mnie tak mocno, że właśnie odpaliłaś lont.

– Ty mnie też, ale ochłońmy. Nawet zwierzęta potrafią pohamować głód i wytrwać cierpliwie, czekając na nagrodę.

– Jasne. Widzimy się jutro? – Obdarzył mnie krótkim, ale jak cudownym pocałunkiem, po czym klepnął w pośladek i ruszył w kierunku swojego domku.

– Pewnie, Zapraszam na kawę – rzuciłam w jego stronę, wchodząc na podwórko.

Pomachał i znikł za ostrym zakrętem.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (5)

  • Sufjen 5 miesięcy temu
    Wciągające, fajnie napisane i z pazurem. Idziemy dalej :)
  • Joan Tiger 5 miesięcy temu
    Dzięki za wizytę i miłe słowo. :)
  • ZielonoMi 3 miesiące temu
    "poruchania", "pokaż". Na sępa na wińsko, nieładnie. I za mało tego wina, skoro takie podchody. Interpunkcja Ci rozrabia, użyj tego:
    https://sentencechecker.com/
    Chyba najlepszy program, sama czasem korzystam. Poprawisz szybko i sprawnie.
  • Joan Tiger 3 miesiące temu
    Okej. Dzięki. Tak ci powiem, że im więcej gapię się w tekst, tym mniej błędów jestem w stanie wyłapać. :)
  • ZielonoMi 3 miesiące temu
    Joan Tiger Nie przejmuj się, każdy tak ma. Oczy wiążą się na supeł.😁

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania