Pod parapet.
Śnił mi się ogień w podbrzuszu,
czerwcowe słońce za oknem z tektury.
Śnił mi się ogień, co sięga ramion
i wyzwala w nas kwitnącą wanilię.
A potem spadek z łóżka,
spadek temperatur i obce dłonie z kocem,
co gaszą, puszczają sygnały z dymem, ze skarpy,
gdzie horyzont kończy się tlić i skrzy.
Leżałaś obok, a dalej on - w twoich nogach -
czarny kot, wielka niedźwiedzica,
a między wami ja, w formie zapalniczki,
którą odpalasz świeczkę.
Ta świeczka stoi chwilę, a potem trącasz ja stopą,
spada na podłogę i podpala dywan,
w który ktoś zaplótł wcześniej śnienia.
Komentarze (9)
Zboczone, amoralne, nieprzyzwoite, a jużem myślał, ze po poecie, że Michael zdominował pogląd do spodów, a tu dobry wiersz trzasnął, szkoda, ze wyszedł, szkoda, że wena dała, że muza dała, że erekcje miał...
Oj yanku, yanku
Ej, ale tak zupełnie serio. Sam zapomniałem, że umiem.
I nigdy nie przyszło mi na myśl, że nie muszę opisywać siebie. Że mogę sobie wyobrazić dowolną sytuację, w której nie biorę udziału i o tym pisać.
Niby banał, a dotąd w każdym byłem ja.
Szalej., Znaczące to odkrycie, wystarczyło zaglądnąć w siebie wgłąb, pogrzebać w tym pudle, Michael wskutek trafił pod bok i efekt, świeczka woal okna tli, aż blask, jakie wierszowanie...
A jak nie ma się parapetu, to gdzie?
To wtedy się jest w czarnej dupie
Szalej., Jedno jest pewne, jeśli szłoby o kolory - nie jest to anus osła SwanSonga, któren jest Mulatem albinosem.
Szalej. lepiej wyglądam w dziurze
Jesteś wspaniały Marcinie, przeżyłem z tobą wspaniałe chwile.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania