Poprzednie częściPODCIĘTE SKRZYDŁA - PROLOG

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

PODCIĘTE SKRZYDŁA 7

NANCY

Był sobotni poranek – jedenasta – więc, nie marnując więcej czasu, wyskoczyłam z mieszkania, jakby się paliło i ruszyłam w stronę fontann, na głównym placu. Byłam umówiona z Hannah na ploteczki – tylko my dwie. Musiałam odreagować wczorajszą niemiłą scenę z udziałem Justina.

Dostrzegłam ją z daleka, jak zajadała się gofrem z malinową konfiturą – kochała wszystkie smaki – i jak zawsze, oblizywała palce w miejscach publicznych.

– Idziemy na lody, a później do parku? – zagadnęła, gdy podeszłam i zaczęła szukać czegoś w brązowym plecaku na jedno ramię. – Są, bo już myślałam, że obędę się smakiem. – Wyjęła małą, owalną portmonetkę.

– Postawiłabym ci jednego małego rożka – zażartowałam, widząc, jak się spina.

– To był przytyk do mojej sylwetki, czy mi się coś przesłyszało? – Uniosła pytająco brew, po czym wybuchła śmiechem. – Jeden śmietankowy lód nie wpłynie zbytnio na wygląd. Ludzie wymyślili te delicje właśnie po to, aby jej jeść, a nie podziwiać zza witryn sklepów.

Doszłyśmy do maleńkiej lodziarni na skrzyżowaniu ulic. Hannah poszła kupić lody, a ja rozsiadłam się wygodnie na słoneczku, które przygrzewało dzisiaj wyjątkowo mocno. Rozejrzałam się dokoła i zauważyłam, że byłam jedyną osobą, która zasiadła przy stoliku. Inni klienci po prostu nabywali chłodzący przełyk rarytas i szli przed siebie, nie zagrzewając tutaj miejsca.

Wychyliłam się nieznacznie – okienko do lodziarni było z boku – wypatrując Hannah, bo wydawało mi się, że minął wiek, odkąd poszła po zamówienie.

Nie było jej przy okienku.

Sokoli wzrok wyłapał zupełnie kogoś innego. Ten widok spowodował, że zamarłam na całym ciele z szeroko rozwartą buzią.

– Masz. Twoje ulubione – czekoladowe. – Nawet nie zauważyłam, kiedy podeszła. Słyszałam głos, ale nie spojrzałam nawet w jej stronę, wciąż wpatrując się w widok przed sobą. – Bierz, bo zaczyna się topić. Nancy!

– Co? Już. – Wybiłam się z drętwoty.

Namierzyłam lodzika – wzięłam.

Powróciłam wzrokiem do sceny, której tak naprawdę nie chciałam widzieć. Z siłowni naprzeciw wyszedł właśnie Justin w objęciach Amber Collins ze szkoły. Trzymał rękę na jej tyłku i odwrócił w swoją stronę, obdarowując namiętnym pocałunkiem.

– Nancy, do cholery, ducha zobaczyłaś?! – krzyknęła wprost do mojego ucha, aż podskoczyłam. – Na chwilę przesunęłam wzrok w jej stronę, nie potrafiąc wydusić ani słowa. Widziałam, jak podąża wzrokiem w miejsce, w które gapiłam się chwilę wcześniej.

– Widok naszej Amber z chłopakiem, wywołał u ciebie taki szok, po którym zbladłaś jak kreda do pisania po tablicy. Jedz, bo zaraz nie będzie już czego lizać.

– To jest Justin – wydukałam przez zaciśnięte zęby, jakby mi szczęki zardzewiały. Poczułam uderzenie w twarz, choć nikt nie sprzedał mi liścia. – Oni wyglądają, jakby byli parą? – Zapowietrzyłam się, a lód wypadł z dłoni.

– Nie da się zaprzeczyć – rzuciła, pukając się po czole, gdy dostrzegła ciemną plamę tuż pod stopami. – Moje przepowiednie, co do jego osoby się potwierdziły i teraz widzisz, że robił sobie z ciebie bekę. Takie dziewczyny, jak Amber są dla niego i w jego typie.

– Nie mów nic więcej. – Byłam wściekła, rozczarowana i ślepa.

– Mogli ukartować to razem. Amber wie, jaka jesteś. Na pewno śmieją się z ciebie, umilając sobie tym czas. Wczoraj pisałaś, że bronił jakiejś dziewczyny i jak zwykle zapomniałaś napisać, że chodziło o Amber. – Zrobiła skwaszoną minę. – Skoro zrobił to, co zrobił, to wiadomo, że mu na niej zależy. Pobity go nie oskarżył i Justin grucha sobie teraz z Amber w najlepsze.

– To brat Amber. Jak dobrze zapamiętałam, Kevin.

– Wszystko pięknie układa się w całość. Jak to mówią: „W rodzinie nic nie ginie”. Następnym razem zaufaj mojemu instynktowi, zamiast robić sercu złudne nadzieje.

Umarłam – nawet nie zdążyłam się dobrze narodzić i złapać pierwszy oddech.

Oczy na powrót chłonęły, jak się migdalą, a ona jeździ dłońmi po całym ciele Justina.

Jak wolno opadały mi klapki z przymglonych oczu, pomyślałam i namacałam w kieszeni bluzy telefon. Drżącymi rękoma napisałam wiadomość, wcisnęłam, wyślij i schowałam z powrotem do kieszeni.

Po chwili bacznej obserwacji dostrzegłam Justina, klepiącego dłonią po tyłku i wyjmującego telefon z kieszeni. Odczytał wiadomość, nie pozwalając Amber poznać jej treści – była ciekawa – i nie okazał żadnych emocji, po zapoznaniu się z treścią SMS-a. Poobserwował otoczenie, jakby kogoś szukał.

Widziałam jeszcze, jak odsunął się od niej i powiedział coś, patrząc prosto w oczy. Więcej nie widziałam nic, bo już mnie tam nie było.

Nie chciałam na to dłużej patrzeć – czułam uścisk w piersi.

Zadrwił ze mnie – złamał mnie.

Postanowiłam nie chować głowy w piasek – powstanę i pójdę dumnie z uniesioną głową.

Upiję duszę– uwolnię umysł.

Hannah zaciągnęła mnie do parku, gdzie czekał Aaron z jakimś szczupłym blondynem.

Nie podobał mi się wcale, ale wolałam jego towarzystwo, od bycia samą.

– Witaj skarbie. – Aaron przywitał swoją dziewczynę namiętnym pocałunkiem i otoczył ramieniem, pożerając wzrokiem. – Stęskniłem się za tobą – dodał, po czym zwrócił się w stronę kolegi w okularach na nosie.

Jedyne, co mi się w nieznajomym podobało, to oczy. Były rażąco błękitne, aż ciężko było odwrócić wzrok.

– Poznajcie się. – Czynił honory. – Nancy – Hank. Hank – Nancy.

Wymieniliśmy uściski rąk i tyle.

Żadnych prądów ani odczucia, wow na kontakt z jego skórą.

Jednym słowem – słabo.

Rozmowa nie kleiła się w ogóle. Poza wspólną pasją do nocnego nieba nie mieliśmy za bardzo, o czym rozmawiać. Hannah z Aaronem byli w innym świecie – zakochani – a ja nudziłam się w towarzystwie Hanka jak mops na kanapie.

– Jak przygotowania do egzaminów? – spytał. Myślałam, że mnie szlag trafi. Mieliśmy weekend a tu pytanie o szkołę.

– Dobrze – odburknęłam, węsząc do koła. Justin na miejscu blondyna już z pięć razy obłapiłby moje ciało i nagadał do słuchu, wywołując erupcję furii w mózgu. – A ty?

– Słabo. – Ziewnął. – Mam problem z chemią i nawet korepetycje nie pomagają. Noga zemnie, jeśli o ten przedmiot chodzi.

– Patrz, kogo moje oczy wypatrzyły, tam na ósmej. – Hannah oderwała usta od szyi Aarona i zawiesiła wzrok na Aidenie, który włóczył się po parku z Megi (naszą miss szkoły) i dwoma przystojniakami z paczki.

– Tylko nie to. – Wstrzymałam oddech. – Skoro tutaj jest, to na pewno za chwilę pojawi się Justin i zrobi przedstawienie. Chodźmy stąd – prosiłam błagalnym wzrokiem, patrząc na zdziwioną twarz Hannah.

– Nie widać wariata, więc wyluzuj i daj oczom podziwiać kocicę, która robi z siebie idiotkę. – Kąciki ust Hannach wzniosły się nieznacznie. – Skacze koło Aidena, a on ewidentnie ma to w dupie.

Zgrabna miss o ciemnych włosach i łagodnym usposobieniu, od początku szkoły próbowała złowić przystojniaka na haczyk. Była zakochana po uszy, ale starania nie przyniosły rezultatu. Nieraz widziałam, jak ocierała zmysłowo ciało, przytulała, czy próbowała pocałować zimnego, jak głaz Aidena. Niestety, przy każdej próbie zostawała delikatnie studzona i sprowadzana na ziemię. Oganiał się od niej w bardzo sprytny sposób, nie raniąc przy tym uczuć.

„Lubię cię, ale pomiędzy nami nic nie będzie dziewczyno. Z tymi czułościami mogłabyś nieznacznie przystopować, bo zaczynają męczyć rozum”, tak powiedział, kiedy zaczynała do niego podbijać i wystarczyło, aby zachowała pewien dystans.

Do tej pory nie rozumiem, dlaczego jej nie chciał? Była śliczna i bardzo miła. Nigdy nie powiedziała nic złego, wręcz przeciwnie – nieraz stawała w mojej obronie, jak widziała, że ktoś się ze mnie, naśmiewa. Odwdzięczałam się za to nieraz, tłumacząc zagadnienia z matematyki – była słaba z tego przedmiotu.

Po chwili obserwacji zauważyłam, jak Aiden kieruje sięw naszą stronę – powiedział coś wcześniej do znajomych, którzy usiedli na pobliskiej ławce. Megi oczywiście odprowadzała go wzrokiem. Było mi trochę szkoda tej przygaszonej dziewczyny.

– Cześć. – Podał rękę Aaronowi i przedstawił Hankowi. Rozluźnił szczękę i uniósł kąciki warg, po czym zawiesił wzrok na mnie, mówiąc: Nancy, pozwolisz na chwilę?

Zaczęłam podrygiwać i nie chciałam iść, a tym bardziej rozmawiać, ale w ostateczności skinęłam twierdząco głową.

– Jasne. – Wstałam i poszłam, czując ciekawskie spojrzenie Hannah na ciele. Aaron też wyglądał, jakby zobaczył ducha.

Odeszliśmy spory kawałek i usiedliśmy na ławce z której odpadała farba. Skuliłam dłonie w pięści i położyłam na udach, zaciskając mocno przestrzenie pomiędzy nogami.

– Jutro robimy ognisko nad rzeką w tym dużym parku naprzeciwko centrum handlowego. – Przechylił głowę w moją stronę i spojrzał w oczy. Poczerwieniałam i szybko spuściłam wzrok. – Będzie parę osób ze szkoły. Masz ochotę przyjść? – Przez rzęsy zauważyłam, że bawi się palcami – zaplatał je leniwie na siebie.

– Ja? – Zaskoczył mnie. – Nie wiem…może… – jąkałam się, bulgocząc jak idiotka.

– Chciałbym trochę lepiej poznać dziewczynę kuzyna – oznajmił beznamiętnym głosem, jakby ktoś kazał mu mnie zaprosić.

– Nie jestem z Justinem. – Ciśnienie mi skoczyło. – Jak już rozmawiamy, to mógłbyś przekazać, aby trzymał się z dala ode mnie?

Może posłucha, bo moje słowa traktuje jak powietrze, pomyślałam, zaciskając usta.

– Powiem, ale nie licz na cud. On nikogo nie słucha, poza sobą. – Zaczął stukać palcami w ławkę. – Wczoraj dał niezłe przedstawienie, prawda?

Nie odpowiedziałam, tylko wzniosłam oczy, napotykając jego ciekawski wzrok. Wpatrywał się intensywnie i wyglądał na spiętego.

– Nie chcę o nim rozmawiać – westchnęłam, przenosząc wzrok na szyję, a później tors Aidena. Przez cienką bluzę widziałam, jak ruszają mu się mięśnie na piersiach.

Był boski i siedział tak blisko, że wystarczyło wyciągnąć lekko dłoń i mogłabym w końcu dotknąć tej kuszącej skóry. Ręka świerzbiła, ale nie odważyłam się na ten ruch, bo nie był przecież eksponatem, który każdy może pomacać.

– Rozumiem. Impreza będzie o osiemnastej, jak coś, to wpadaj bez krępacji. – Szykował idealną sylwetkę do wstania, kiedy odruchowo zadałam pytanie, które samo cisnęło się mi do gardła.

– Justin jest z Amber Collins? – wypaliłam, wypuszczając z płuc ciepłe powietrze, które wstrzymywałam od kilku sekund.

– Nie. Łączy ich zupełnie inny układ, ale to nie ja powinienem o tym mówić i nie pisnę nic więcej. – Zmarszczył brwi i wyglądał, jakby rechotał w środku, nie okazując tego na rozluźnionej twarzy. – Ten wariat wszedł ci do głowy, co?

Nic z tego nie rozumiałam i może to lepiej, bo niebyła to moja sprawa.

– No – rzuciłam, nie zastanawiając się nad konsekwencjami słowa. Przecież Aiden wszystko Justinowi powtórzy i nigdy nie uwolnię myśli od tego uparciucha.

– Dobrze, że go tutaj nie ma, bo blondynek, który tam siedzi – wskazał palcem na Hanka – miałby przejebane. – Ponownie spojrzał głęboko w moje wytrzeszczone oczy. – Nie mam stu procentowej pewności, ale chyba wpadłaś Justinowi w oko i nie odpuści sobie ciebie.

– Odniosłeś mylne wrażenie. – Czułam, jak policki pieką i pulsują. – Justin traktuje moją osobę, jak kogoś, kogo można wyśmiać, obrazić i wbić szpilę w tępy mózg – tyle. – Nie jestem w jego guście.

– Nie wiem, jaki typ preferuje, bo nie siedzę w jego głowie. – Skrzywił usta. – Znam Justina od podszewki i wiem, co mówię Nancy. – Wstał, więc poszłam w jego ślady. Nie powiedział nic więcej, jakby połknął język.

Udał się prosto do znajomych, machając Hannah i reszcie na do widzenia, a przyjaciółka od razu po moim przyjściu, zawaliła otępiały intelekt gradem pytań.

– Kiedy zdążyłaś poznać Aidena na tyle dobrze, aby stwarzać pozory przyjacielskie? O czym tak szeptaliście w oddali, jak zakochani? – Lustrowała mnie ciekawskim spojrzeniem.

– Zaprosił mnie na imprezę i tyle. – Resztę rozmowy postanowiłam zachować głęboko w płatach mózgu, wyprzedzając jej reakcję. Będzie ciosać mi kołki na głowie, że znów zapycham szare komórki Justinem, zamiast skupić się na blondynie, który był miły.

– Na pewno ten gbur go o to poprosił. – Wargi Hannah zadrżały. – Nigdzie nie pójdziesz, bo to na pewno pułapka – powiedziała tonem nieznoszącym sprzeciwu. – Nie jesteś zabawką do cholery.

– Nie mam zamiaru tam iść… wyluzuj, mamusiu. – Odepchnęłam pulchne ciało, uderzając lewą stroną ciała. – Nie jestem aż tak naiwna, jak myślisz.

– Pomyślałem, że będę miał konkurencję – rzucił Hank, drapiąc intensywnie włosy na głowie. – Nie miałbym najmniejszych szans z tym modelem – dodał, uśmiechając się szeroko.

– Spokojnie. Możesz być spokojny, nie startuje do Nancy – uświadomił nieboraka Aaron, dając Hannach buziaka w policzek. – Aidena kuzyn próbował, ale nasza dzielna Nancy pogoniła go na cztery wiatry.

– Też taki malowany jak modele z okładek o modzie? – Hank zmarszczył czoło i wsparł podbródek na ręce.

– Przystojniejszy – wypaliła Hannah, za co dostała od zazdrosnego Aarona kuksańca w żebra.

Aaron kochał Hannah nad życie i zrobiłby dla niej wszystko. Był szczery i jeszcze nigdy nie zawiódł. Był lekko przygruby, ale potrafił słuchać i dobrze doradzić. W jego towarzystwie czas szybko leciał i banan nie schodził z twarzy. Mieli podobny wzrost – około metr sześćdziesiąt – i pasowali do siebie wizualnie.

– Skoro otaczają cię tacy mięśniacy, to czy w ogóle powinienem teraz z tobą siedzieć Nancy? – Hank zrobił podkówkę, zmrużył oczy, po czym wybuchł gardłowym śmiechem, trzymając dłonie na biodrach.

– Jasne, że tak. Przynajmniej normalny z ciebie chłopak i nie popadniemy w żadne kłopoty – odpowiedziałam. Hanka śmiech udzielił się wszystkim, nawet mnie.

– Cholera, już po czternastej. – Hannah zerwała pupę z miejsca, jakby przypomniała sobie nagle, że zostawiła włączone żelazko. – Musimy iść Nancy, bo przed nami godziny przygotowań do imprezy. – Pocałowała Aarona, chwyciła moją rękę i pociągła, wyrzucając z siebie: Widzimy się o dziewiętnastej przed klubem chłopaki. Do później.

Tak szybko przebierała nogami, że z ledwością za nią nadążałam.

Nie paliło się przecież i zdążymy się wykąpać, ubrać i umalować. Hannah była narwana jak tygrys na wolności.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Zenza 5 miesięcy temu
    Zapowiada się niezła impreza. Będzie się działo. Mam nadzieję, że Nancy wydrze kudły tej wstrętnej Amber. Ciekawe co było w sms. Bardzo ciekawe. No i jest jeszcze Aiden, Hank. Sytuacja się zagęszcza.

    Drgającymi rękoma - drżącymi rękoma
    Zadrwił, zemnie - ze mnie
    węsząc do koła - dokoła
    Noga zemnie - ze mnie
    ktoś się zemnie, naśmiewa - ze mnie
    jak Aiden kieruje ciało w naszą stronę - trochę dziwne, może "kieruje się"?
    tylko wzniosłam oczy - może "uniosłam"? wzniosłam zbyt wzniosłe.
    Czułam, jak policki - policzki
    zawaliła otępiały intelekt gradem pytań - może "zasypała"?

    Uff. Napracowałem się. Stawiasz mi lody. Może być mały rożek :P
    Świetny odcinek, jak każdy zresztą. Mój ulubiony cykl.
  • Joan Tiger 5 miesięcy temu
    Dzięki za korektę. Tak teraz patrzę, że nie wrzuciłam tego na bęben. Pozdrawiam. :) Poprawię na pewno.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania