Podglądacze

Spożywałem akurat wieczerzę wigilijną z żoną, kiedy coś mnie zaniepokoiło. Poczułem się obserwowany, ale nie przez moją drugą połówkę, gdyż jej wzrok spoczywał na Kevinie samym w domu. Odruchowo zerknąłem w stronę okna i odkryłem, że stoi za nim jakiś mężczyzna. Początkowo pomyślałem, że być może to jeden z tych zabłąkanych gości, których należy zaprosić do domu, ale przecież sam się nie będę narzucał, skoro nawet nie raczył zapukać do drzwi. Żona podeszła do okna, ale tamten od razu uciekł.

– Jakiś wariat – stwierdziła. – Już trzeci dzień nas tak podgląda.

– Nie znasz go? – zapytałem.

– To przecież zwykły żul.

– Podobny do twojego wujka.

– Nie obrażaj mojej rodziny!

– Ja tylko… Okej, nie chciałem. Zaraz… Trzeci dzień nas podgląda?

– Ale masz zapłon.

– I nic nie mówiłaś?

– Po co? Zestresowałbyś się. Popatrz, jak ci się ręcę trzęsą.

Faktycznie dygotałem jak galareta.

Następnego dnia wcale nie było lepiej. Podglądacz powrócił, na dodatek w towarzystwie kolegi. Kiedy dostrzegłem, że gapią się na nasz salon, od razu zasunąłem zasłony.

– Nie rób tego! – krzyknęła moja żona.

– Dlaczego?

– Zapłacili mi.

– Nie rozumiem.

– Dali mi kasę, żeby mogli nas poobserwować. To biedni ludzie, nie stać ich na życie w luksusie, chcą sobie chociaż z daleka popatrzeć.

– Biedni ludzie, to skąd mają pieniądze?

– Pamiętasz tę historię o bezdomnym, który…

– Tak, nie musisz przypominać. Zaraz… Jak to chcą nas obserwować?

– Ty to masz zapłon. Wiesz, ile oni mi za to dali?

Szepnęła mi na ucho, a ja aż zdębiałem.

– Aż tyle?

– Dokładnie.

– No dobra, niech się gapią.

Odsunąłem zasłony i odkryłem, że obaj żule się onanizują. Szybko ukryli członki w spodniach.

– Ubrudzą nam ścianę – powiedziałem.

– To jest wliczone w cenę.

– Pieprzone zboki.

– Proszę nie obrażać – żachnął się jeden z żuli, po czym wrócił do trzepania gruchy.

Następnego dnia było jeszcze gorzej. Kiedy wróciłem z pracy odkryłem, że jeden z nieznajomych siedzi w pokoju gościnnym i obserwuje moją żonę w trakcie lektury dzieł Nietschego.

– Co on tu, do cholery, robi? – wypaliłem od progu.

– Uspokój się, kochanie. To nie to, co myślisz.

– A co?

– Było im zimno stać na zewnątrz.

Podeszła do mnie i szepnęła. Wymieniła kwotę pieniędzy, która prawie zwaliła mnie z nóg.

– Aż tyle?

– Tak.

– Za jeden dzień?

– Za godzinę.

– O matko i córko!

– Nie przeklinaj.

– Przepraszam. Kurwa mać. Skąd oni mają tyle kasy?

– Pamiętasz tego bezdomnego, który…?

– Tak, już mówiłaś. Nie myślałem, że oni wszyscy tak… A gdzie ten drugi?

– W łazience.

– Słucham? No nie mów, że…

– Niestety, ale za taką kasę to warto.

– Przez cały czas tam siedzi?

– Tak.

– Nie wstydzisz się?

– Nie, bo tamten jest gejem.

– O matko i córko! Przepraszam.

Od tamtej pory zacząłem załatwiać się w McDonaldzie.

W końcu miałem dość ciągłej obserwacji naszego życia przez podejrzanych typów. Zostawiłem z nimi żonę, a sam udałem się do klubu „Dirty Whore Whales”, by ukoić nerwy kieliszkiem czegoś mocniejszego, ale szybko przypomniałem sobie, że przecież nie piję od dwunastego roku życia i nie mógłbym ot tak złamać swojego postanowienia dotrwania w stanie abstynencji aż do śmierci, dopiero potem mogę sobie poużywać.

Na scenie tańczyły dwa nagie narwale, a kelnerki w strojach Ewy przechadzały się między stolikami, serwując napoje, a czasami także robiąc loda co bardziej dystyngowanym klientom. Ja do nich nie należałem, więc szybko zostałbym przegoniony, gdyby nie pracowała tam znajoma mojej żony, Wirginia, która udawała, że mi obciąga, kiedy tylko któryś z ochroniarzy łypał na mnie groźnym wzrokiem. Oczywiście mogłem zamówić drinka i go nie wypić, ale szkoda byłoby mi kasy.

– A nie chciałbyś tak naprawdę? – zapytała Wirginia, kiedy już zasunęła mi rozporek.

Zakrztusiłem się własną śliną.

– Nie, no co ty, moja żona…

– Ona na pewno nigdy ci nie obciągała.

– Wiesz jak jest. To dobra kobieta, ale są tematy, których przy niej lepiej nie poruszać.

– A ja mam spore doświadczenie w tych sprawach.

– Nie wątpię.

– Zaraz kończę. Poczekaj na mnie przed klubem.

Wstała z kolan, po czym udała się w stronę przebieralni dla striptizerek. Ja również podniosłem się z krzesła i opuściłem lokal, odprowadzany groźnymi spojrzeniami ochroniarzy, którzy wyglądali jakby chcieli komuś przypieprzyć, tak dla zasady.

Wirginia wyszła po dziesięciu minutach. Uśmiechnęła się na mój widok, a ja stwierdziłem, że zapewne popełniam duży błąd idąc do jej mieszkania, ale miałem dość ciągłej obserwacji przez dziwacznych osobników. Potrzebowałem odrobiny prywatności i świeżego powietrza.

Nie będę w szczegółach opisywał tego, co działo się później, na wypadek, gdyby czytała to moja żona, ale powiem wam, że Wirginia zna się na swojej robocie. Jeśli kiedyś odwiedzicie moje miasto, to wiecie o kogo pytać.

Po powrocie do domu z ulgą stwierdziłem, że dwaj nieprzyjemni osobnicy zniknęli.

– Jaka ulga. Już myślałem, że nie wytrzymam. Żadna kasa mi tego nie wynagrodzi.

– Nie tak szybko. Oni nadal nas obserwują.

– To znaczy, że ten w łazience dalej tam jest?

– Nie, przerzuciłam się na coś bardziej dochodowego.

– Aż boję się pytać, co masz na myśli.

Otworzyła laptopa i pokazała nagrania na żywo. Okazało się, że w każdym pokoju została umieszczona kamera rejestrująca nasze poczynania.

– Tutaj byli dwaj żule, a wiesz, ile płaci stu takich jak oni?

– Nie żartuj.

– Tak, widziałam też to, co wyprawiałeś z Wirginią. Ona to dopiero ma oglądalność.

Średnia ocena: 2.3  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania