Podróż do przyszłości i jeszcze dalej

Postapokaliptyczna przyszłość. Byłam sobą, ale wampirzycą. Mieszkałam z grupą ludzi w ruinach dużego miasta, zasiedlaliśmy kilka wieżowców. To było kilka tysięcy osób, liczba w sam raz, aby wykarmić jedną wampirzycę. Apokalipsa nadeszła z powodu jakiejś choroby, na którą umarła większość ludzkości, a i teraz zdarzały się zachorowania, jeśli komuś mocno spadła odporność. Nie było na to leku, chociaż cały czas nad nim pracowaliśmy. Wiedzieliśmy, że gdzieś na świecie są inni ludzie, ale nie utrzymywaliśmy z nimi bliskich kontaktów. Ja nie miałam pojęcia, czy przetrwały inne wampiry, bo już dawno, bardzo dawno żadnego nie widziałam.

Nasze miasto było rządzone przez grupę, w której skład wchodziłam również ja. Wszyscy wiedzieli, że nie jestem człowiekiem, ale nikomu to nie przeszkadzało. To była w miarę demokratyczna władza, podejmowaliśmy decyzje wspólnie i po dyskusji. Spotykaliśmy się w przeszklonym budynku, niby to ogrodzie zimowym, niby oranżerii, gdzie wciąż było dużo roślin, położonym wysoko, prawie na dachu wieżowca. Poza rządzeniem miastem zajmowałam się też zwykłymi rzeczami, między innymi opieką nad osieroconym dzieckiem, którego matka zmarła na zarazę, a ojca nie udało nam się ustalić.

Udało nam się za to opracować magiczny sposób komunikowania się z ludźmi mieszkającymi w tym samym budynku, ale w przyszłości. Nie wiedzieliśmy w jak dalekiej przyszłości, bo nie chcieli nam powiedzieć, ale na pewno to była przyszłość. Obiecali, że nam pomogą w pokonaniu zarazy raz na zawsze i w rozwoju naszej społeczności. Umówiliśmy się na spotkanie, - nasza delegacja miała wybrać się do nich - nauczyli nas, jak przerobić balkon, który miał też funkcję windy (taka winda zewnętrzna) na wehikuł czasu, musiałam do tego użyć magii. Zostałam wybrana na przewodniczącą grupy, która miała się tam udać, no i wraz z kilkorgiem ludzi wybraliśmy się w przyszłość.

W ich czasie było podobnie, wieżowce wciąż stały, ale miasto było znacznie większe i ludniejsze. Rządził nimi król - tak go nazywali, ale nie było żadnego ceremoniału, raczej był to tylko tytuł, nie prawdziwa monarchia. Mieli też dwa wampiry. Jeden był ogolony na łyso, miał podłużną twarz i ciemniejszą cerę, jak mieszkaniec basenu Morza Śródziemnego albo Bliskiego Wschodu. Drugi był niższy od niego, wyglądał młodziej i miał ciemne włosy z grzywką opadającą na oczy. Zdziwili mnie, bo wydali mi się starzy i dość silni, zwłaszcza ten łysy, a nie pamiętałam żadnego z nich. Pomyślałam, że to może być naprawdę bardzo odległa przyszłość. Miałam na sobie pelerynę z delikatnego materiału, jakby jedwabiu, od środka żółtą, z wierzchu fioletową. Nie wiem dlaczego, ale była dla mnie ważna. Kazano mi ją zdjąć i schować, jakby tutaj była czymś niewłaściwym. Zrobiłam to.

Król zabrał nas na spotkanie ze swoimi doradcami, które odbywało się w sali przypominającej szkolną klasę. Był to bardzo gadatliwy mężczyzna w średnim wieku, ciągle mnie zagadywał, ale nie były to żadne konkrety, same pierdoły. Kiedy szliśmy korytarzami na miejsce zauważyłam, że ściany pokryte są graffiti utrzymanym w stylu podobnym do dziwnego obrazu, który niedawno znaleźliśmy w opuszczonym korytarzu w naszym czasie. Na spotkaniu nie do końca wiedziałam, jak się zachować, wszyscy ludzie usiedli, ale wampiry stały, więc ja też. Chciałam porozmawiać z tym łysym, ale nie było okazji. Król nas przedstawił i zaczął opowiadać o współpracy tak, jakby wszystko było już ustalone. Powiedział, że ten obraz to jest od nich, i ich artystka - kobieta z rudymi, kręconymi włosami do ramion obecna na sali - namaluje dla nas jeszcze kilka, i że możemy je sprzedać w innej osadzie za naprawdę dobre pieniądze, i to będzie początek odbudowy naszego miasta, że od tego zacznie się nasz złoty okres. Przerwałam mu i spytałam o jakieś konkretniejsze wskazówki: co dokładnie mamy robić, jaki jest teraz rok i czy dadzą nam lekarstwo. Król roześmiał się i powiedział, że my już mamy lekarstwo, ale muszę je magicznie przerobić, i że dam sobie z tym radę, więc nie będzie mi podpowiadał. Stwierdził, że na dziś wystarczy, że nas teraz odprowadzi do windy i mamy wrócić do domu i czekać na kolejne obrazy. Nie podobało mi się to, ale poszłam, po drodze myślałam już o lekach, które mamy dostępne, i o tym, jak je magicznie poprzerabiać.

Razem z moimi ludźmi byliśmy już w balkonowindzie. Tam z powrotem założyłam pelerynę. Mieliśmy włączyć windę tak, jakbyśmy chcieli jechać w górę, ale w połączeniu z magią miała nas ona przenieść do naszych czasów. Próbowałam, ale nic się nie działo, tak jakby coś się zepsuło. Otworzyłam drzwi chcąc spytać króla, dlaczego to nie działa, ale jego już nie było. Poszliśmy kawałek korytarzem żeby go znaleźć, i zaatakowała nas grupa mężczyzn. Zanim zaczęłam z nimi walczyć, zastrzelili jednego z moich kolegów. Złapałam dwóch napastników za ubrania: jednego jedną ręką, drugiego drugą, żeby moi ludzie mieli mniej przeciwników do pokonania. Zatrzymałam też trzeciego tuż przed sobą i warknęłam na niego pokazując kły. Miałam sztylet, ale nie mogłam go wyjąć, bo w rękach trzymałam tamtych ludzi. Obok akurat była klatka schodowa, więc wyrzuciłam ich w dół schodów. Było tam parę ładnych metrów do przelecenia, byłam prawie pewna, że obaj zginęli. Wyjęłam sztylet i zabiłam trzeciego. W tym momencie w głębi korytarza przed nami zauważyłam łysego wampira. Patrzył na mnie, po czym odwrócił się i wszedł do jakiegoś pomieszczenia. Uznałam, że moi ludzie już teraz spokojnie dadzą sobie radę z resztą napastników, i poszłam za wampirem.

Weszłam tam, gdzie on, i poczułam ukłucie w lewym ramieniu - łysy czaił się za drzwiami i wbił mi strzykawkę ze środkiem usypiającym. Powiedział, żebym lepiej sama się położyła, bo za chwilę stracę czucie w ciele i runę na podłogę. Przez chwilę w to nie wierzyłam, bo przecież takie rzeczy nie działają na wampiry, ale zaczęłam czuć mrowienie w stopach i dłoniach, więc uwierzyłam i się położyłam; praktycznie w ostatniej chwili, bo zaraz cała zdrętwiałam. Wampir zerwał ze mnie pelerynę i powiedział, że jeszcze tu wróci, po czym gdzieś poszedł. Zostałam tam zastanawiając się, czemu nas zaatakowali, skoro przed chwilą wszystko było dobrze, byliśmy przecież ugadani z ich królem co do dalszej współpracy. Doszłam do wniosku, że to jakiś bunt albo ich wewnętrzne gierki. Zaczęłam też płakać, łzy ciekły mi z oczu, bo wiedziałam, że teraz zabiją wszystkich moich ludzi, a ja nie mogę ich ochronić.

Średnia ocena: 4.6  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (9)

  • błękitnypłomień 3 miesiące temu
    Co ty tu wstawiasz? :)
  • Vespera 3 miesiące temu
    Sen, 100% legitny sen, spisany zaraz po przebudzeniu, bez żadnych dodatków fabularnych.
  • błękitnypłomień 3 miesiące temu
    Vespera Wiem, bo czytałam już kiedyś.
  • Vespera 3 miesiące temu
    błękitnypłomień A no tak, tego ci podsyłałam.
  • błękitnypłomień 3 miesiące temu
    Vespera A ja mam jeszcze skopiowane, jak z chłopakami porywasz Olka...
  • Vespera 3 miesiące temu
    błękitnypłomień Dobrze, przypomnisz mi to w odpowiednim momencie, chociaż wiem, że chciałabym to teraz zrobić inaczej niż we śnie. Ale można się nastroić odpowiednio przed akcją.
  • błękitnypłomień 3 miesiące temu
    Vespera Spoko, mam w pliku.
  • zsrrknight 3 miesiące temu
    Dosyć ciekawe. W zasadzie szkic, a nie opowiadanie, a skoro to twój sen, to jestem trochę pod wrażeniem, bo jest to dość rozbudowane i szczegółowe.
  • Vespera 3 miesiące temu
    To jest dokładny zapis snu. Czasem śni mi się coś aż tak skomplikowanego. Można byłoby to rozbudować do niezłej historii, ale na razie nie mam weny.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania