PoG2ds 1 O matko
Uprawiam ogień, chociaż rolnikiem zaoranym przez system korkiem wyjebię od beczki z prochem te rymy.
To jest cena za urodziny owcy.
Tekstura korony wyciętej z papieru,
płynie po mojej mokrej głowie.
Pada mi na łeb, ulewa się chęć
palić te pety po matce w tej okrągłej trumnie z kryształu cuchnie nekromancją.
Ruch zdmuchniętej od kichnięcia, ruszam bez zwłoki.
Gdzieś na tym polu wyrośnie fasola.
Szybkim krokiem zgarniam pył
otwarta brama do albumu z szydercami.
Na tym kancie ławy odbił się jej palec
ten co dusi jak węże papierosy, kurewsko mocne
były w gębie gorące.
Po tobie.
Zima zapadła jak noc ustrzelona śrutem.
Jest mi zimno i szafa jest za daleko z twoim lisem, on ma takie wyłupiaste oczy i nie grzeje. Głaskam go, powinien być wyczesany poza sezonem.
I jeszcze jedno, książki a ty pod nimi, na nich, w nich.
Nigdy nie ma zabawy w rytm, czytasz.
Nie wchodzę ci w głowę, w tej formie młode egzystuje osobno.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania