(PoG2dS) - Diagnoza Lucjana
Doktor Lucjan był postacią osobliwą. Choć medycyna to nauka oparta na faktach, on traktował ją jak sztukę. Nie był to STEREOTYPOWY lekarz w nienagannie wyprasowanym fartuchu; uchodził za ekscentryka, który zamiast kawy miał na biurku surowe okazy minerałów. Szczególnie upodobał sobie FLUORYT twierdząc, że jego krystaliczna struktura pomaga mu skupić wzrok przed analizą trudnych przypadków. Specjalizował się w onkologii, a jego prawdziwą pasją był KARCYNOID. Potrafił rozpoznać te podstępne nowotwory neuroendokrynne w badaniach obrazowych z precyzją, której zazdrościli mu najstarsi profesorowie.
Tego dnia jednak coś pękło. Lucjan przyszedł do pracy dopiero na DRUGĄ zmianę, co wywołało falę szeptów na korytarzu. Już w momencie zatrudnienia stanowczo bowiem OGŁASZAŁ że nie ma zamiaru zaczynać dnia od godzin popołudniowych – kochał szpitalny świt.
Od wejścia zachowywał się nienaturalnie. Nerwowe KRZĄTANIE SIĘ z kąta w kąt sprawiało, że pacjenci schodzili mu z drogi. Był szorstki, wręcz opryskliwy. Można było odnieść wrażenie, że celowo chce kogoś ROZGNIWIAĆ, prowokując do kłótni, jakby marzył o tym, by trafić na NAGŁÓWEK lokalnej gazety jako ofiara ataku jakiegoś pacjenta o mentalności JASKINIOWCA, którego wyprowadził z równowagi swoim ironicznym sposobem bycia.
W końcu opadł na krzesło i rozsiadł się przy niewielkim, metalowym STOLE w pokoju lekarskim. Wyglądał przy tym, jakby był co najmniej jakimś KOLOSEM, choć w rzeczywistości jego drobna budowa ciała i MASA BANTAMOWA sprawiały, że niemal nikł w za dużym kitlu. Siedział w bezruchu, wpatrzony w ścianę, zupełnie jakby jego umysł starał się WYPROCESOWAĆ jakąś trudną informację, ale wciąż trafiał na błąd krytyczny.
Naprzeciwko usiadła młoda rezydentka, uderzająco piękna, o aparycji, której nie powstydziłaby się żadna hollywoodzka AKTORKA.
— Lucjan, co się dzieje? — zapytała cicho, ignorując zapach, który nagle od niego poczuła. To nie była sterylna czystość oddziału. To był ETANOL.
Lucjan drgnął. Sięgnął po leżący na blacie notes i zaczął nerwowo KRESKOWAĆ marginesy strony, tworząc gęstą sieć czarnych linii.
— Muszę to ZESUMOWAĆ — wychrypiał. — Wszystkie te lata, kiedy uczyłem innych, jak TEZAURYZOWAĆ czas, jak oszczędzać siły na walkę z chorobą... a teraz sam stoję przed ścianą.
Z kieszeni wyciągnął starą monetę – złoty FLORIN, który zawsze służył mu za talizman. Położył go na stole, obok wyników badań, których nikt inny jeszcze nie widział.
— To mój KOŃCOWY werdykt — szepnął, wskazując na zdjęcie rentgenowskie własnej klatki piersiowej. Nawet bez kontrastu, jego wprawne oko dostrzegło tam cień, którego nie dało się już wymazać.
Młoda lekarka milczała, patrząc na drżącą dłoń mistrza, który całe życie tropił guzy u innych, by na końcu przeoczyć ten najważniejszy u siebie.
Komentarze (1)
Bardzo fajnie wplotlaś te słowa w historię... no właśnie - stworzyłaś historię, brawo :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania