(PoG2dS) Maniek Pinezka
W rotundzie uniwersytetu rozpoczęcie semestru zapoczątkowywał rektor. Mąż zaprzysiężony nauce w grubych oprawkach okularów. Nosił się modnie w tweedowym uszytym maszyną Simens swetrze. Fabryka ta rekrutowała absolwentów z Akademii plastycznej imienia samego rektora Mańka Pinezki, który potrafił pięknie cycerować po zakamarkach produkcji.
Pogwizdywać mogli stażyści na pracowników, którzy nie potrafili poszywać obić na renowacyjnych krzesłach.
Materiał sprowadzany z importu najwyższej jakości z Temu. Jednostkowa miniaturka wzoru powiewała przy roboczym fartuchu brygadzisty rzemiosła. Korespondował z konkurencyjną firmą, kiedy jego miejsce zaczęło przypominać epidydymis. Ochrona tych ruchliwych nowicjuszy dążących do sukcesu wymagała zbyt wiele, podnoszący się cholesterol wpływał na jego samoświadomość. Zmiana stanowiska, być może taka tymczasowość pomogłaby ustabilizować jego stan.
Zachodził w głowę jak nitrogliceryna jeszcze nie ustablizowana nie rozerwała mu żył, kiedy wyrzygiwał cały żal żonie zawsze po skończonej zmianie. Pozostało rozkloszować sukienkę, wicie się ruchami epidemicznego zwierzęcia.
Nah! Był nieswojski, odwracał kota ogonem, unikał zbliżenia. Zasłaniał kropkowanym materiałem okna w sypialni.
Komentarze (13)
Ale oryginalność pozostanie mocną stroną.
Świetne zastosowanie słów robi ciekawy klimat.
Pozdrawiam
Dzięki :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania