(PoG2dS) Nędzna fikcja
Wybudzony, mocno pragnął stosunku porannego, w efekcie z konieczności zastąpił go masturbacją. Gdy się ogarnął, stwierdził, że otacza go bzdura z nonsensem i niewiele wiedział poza tym, jeszcze mniej mógł sobie przypomnieć.
– Rysunkowa postać? – pomyślał przez chwilę, ale raczej nie znalazł faktycznego pokrycia w faktach. Prędzej bohater wykuty z grafomanii i tu się przeraził. Nie wiedział, kto mógł być autorem scenariusza jego nędznej egzystencji. Próbował naprężać pamięć, przeraziła go migawka jakiejś fejs-fasady, a jeszcze bardziej przerażało to, co może fejs-fasada zafundować mu później.
Posiadał świadomość, wiedzę jak przetrwać, zarys zasad współżycia w społeczeństwie i podstawy edukacji.
Imię – czy miał imię?
– Anastazy – coś podpowiedziało, więc miał, tego był pewien.
Był samotny, więc ulepił sobie z gliny boga i został jego wyznawcą, tak poszedł w teizm.
Znał się na uprawie roli, po prostu. W związku z tym uprawiał rzepę oraz arbuzy. Stwierdził, że jest dobrze wypraktykowany w obrębie rzeczonego zajęcia, ale modły zdecydowanie mogły działać dodatkowo wspomagająco na plony.
Miał się zatem o co modlić, teraz także do kogo, o urodzaj. Zatem stworzył sobie boga, ale bóg nie był jego stwórcą – *kult cargo – pomyślał, ale tylko przez chwilę, nie znalazł konkretnej analogii, przecież jego bóg nie dawał mu konserw, słodyczy i scyzoryków, a nawet nigdzie nie odpłynął, ani nie odleciał. W czasie deszczu zabezpieczał go chochołem z wysokich traw i liśćmi łopianu.
Chwiejne czynniki mikroekonomiczne decydowały o potencjale zysków z uprawy i raczej sytuacja materialna nie była zła, rzepa zawsze miała zbyt, a arbuz stał aż nadzwyczaj dobrze.
Na plantacji zamieszkały okresowo żaby i gęsto szczurkowały między łodygami i pośród owoców, wskutek tego wyewoluowało w nim hobby i stał się herpetologiem-amatorem.
Wiodło mu się, lecz ciągle czuł na sobie okular systemu wizyjnego i przeczuwał, że nie jest to jego jedyna rola, zastanawiał się czy jest w jakiś sposób dodatkowo atrybutywny, rozmyślał o kreacji przygód, lecz stwierdził, że to utopijny plan, ale gdyby był promieniowy jak odcinek w okręgu, byłby w centrum, zakładał to przez sto dwadzieścia siedem chwil, po czym przestał sobie pochlebiać, uznał się za postać dalekoplanową, stał się elementem tła i nie wyróżniał.
Przed snem wyobraźnia jednak eksplodowała i zastanawiał się,
co zechce zakomenderować jego bóg lub stwórca i czy będzie to bóg, czy stwórca?
Znał boga, bo sam go stworzył, nie znał swojego stwórcy, więc wolał, by zakomenderował coś jego gliniany bóg, najlepiej stwórcy, bo ów był najbardziej sprawczy.
Romantyzm cierpliwości czynił go pozytywistą, czuł się z tej przyczyny nieco archaicznie, ale ukrywał mental za maską pozorów, którą obudował ścianą bez wyrazu (nie było na niej graffiti).
Posiadał kaczkę rasy biegus, nie wiedział, czy dostał ją od stwórcy, czy boga, bo nie pamiętał, kiedy się pojawiła, była dla niego jak córka, zakupił kaczora tej samej rasy i ożenił go z kaczką, prawie jak córką.
Kaczor-biegus stał się jego ukochanym prawie synowym.
Niekiedy nawet dla najszczęśliwszych przychodzą jednak dni szczęśliwe mniej, a że do najszczęśliwszych nie należał, to jemu przytrafiły się gorsze, była to niespodziewana inwazja brutal-żernych ślimaków (czyli ryby lądowej wg standardów ustalonych w aktualnym położeniu geograficznym i systemie – w skrócie wskutek geopolityki), bardzo od tej plagi cierpiały uprawy.
Szybko przeszedł do mechanicznej łapanki, czuł się trochę, jakby miał na sprzączce pasa grawer „Gott mit uns”, ale wyższy cel wymagał podjęcia radykalnych działań.
Wyzuł się z litości i współczucia, ślubował swemu bogu, że znów oblecze się w nie, gdy tylko zwalczy plagę na polu upraw.
Zbudował hipodrom dla ślimaków, na mecie umieścił kiełki konopi i zwycięzca umierał szczęśliwy (oto okazywał łaskę nielicznym niegodziwcom), reszta kończyła ponuro i nędznie.
Z czasem okazało się, że jego prawie córka kaczka-biegus i prawie synowy kaczor-biegus, są lekiem na bolączkę związaną z inwazją ślimaków.
Kreatywność tych dwojga powodowała postępujący zanik aktywności ślimaków, aż po jego całkowity brak.
Kiedy ślimaki zanikły całkowicie, zaczęły zanikać żaby i tak umarło jego hobby.
Poczuł, że jednak coraz bardziej czegoś mu brak i
postanowił przewekslować swoją świadomość oraz cechy osobowości i zrobił to.
Upiekł biegusy – zemścił się w ten sposób za pozbawienie go hobby.
Trzymał się czysto i schludnie, dlatego też ługował swe ubrania, co podkreślało ten stan.
Kiedyś zauważył poświatę, zastanawiał się skąd, przeraził się, gdy stwierdził, że sam lśni, wiedział, nie pamiętał skąd, że gwiazdy najjaśniej świecą przed śmiercią.
Samotny, niezabezpieczony gliniany bóg, powoli integrował się z gruntem pod naporem warunków atmosferycznych.
.
.
.
.
.
.
*Kult Cargo:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Kulty_cargo
https://www.youtube.com/watch?v=MPut99DArX8
Komentarze (4)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania