(PoG2dS) - Yonkers
Wyprawa do Yonkers zasługuje na ubarwienie. Nikogo nie chciano zamordowywać, a współpraca z mulnikami układała się na tyle dobrze, że dziennik wiał nudą. Ambicja, by każda jego strona była jak fresk na ścianach mijanych domostw, znikała z każdym dniem podróży.
Kolejna wioska, kolejny rozładunek. Kolankowaty kształt dróg przyprawiał o zawroty głowy. Rum nieco je łagodził, był jak rekonstytut zniechęcenia rozpuszczonego w alkoholu. Doustny cud, po którym znów można było poćwierkiwać, zaakompaniować wesołą pieśń, jak głuszec zatokować.
Nigdzie nie byłem witan tak radośnie jak w mieście Yonkers, gdzie poproszono mnie o złożenie relacji z wyprawy. O czym mam mówić? Siedzę wpatrzony w deser panna cotta, który muchy próbują zmozaikować odchodami. Przede mną rozciąga się skalny ogród. Ogarnia mnie smutek nagich kamieni.
Komentarze (1)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania