(PoG2dS)→Tuptanie
Wtryniane słowa, w kolejności losowania,
ale tym razem, od końca
Po nagłym przebudzeniu, nie wie, co jest grane. Na domiar złego, przez którą orkiestrę? Jednak po pewnym czasie, kiedy trochę bardziej dostosowuje się do sytuacji, coraz intensywniejsze dźwięki, zaczynają namolnie kusić jego ciekawość. Chociaż nie wyklucza możliwości, że nadal śni, to psychiczna densytometria umysłu, niczym diagnoza kości, nie każe zrezygnować, z okazji przeżycia, czegoś nowego.
Zupełnie niespodziewanie słyszy niewielkie tuptanie. Natychmiast, w półświadomości, kiełkuje obraz skojarzeniowy, czyli karboksylan. Po chwili dostrzega mrówki idące gęsiego. Są trochę większe i mają kwaśne miny. Niby uśmiechy, pewnie z wysiłku, lecz na szczęście nie wybuchowe. Widać, że lubią ponaglać, jedne, drugie.
Wędrują po ścianach, w traktorach wyrzeźbionych, z łupinek orzechów. Zatem nie jest zdziwiony, że zostawiają za sobą, badlandy w tynku. Większość posiada skrzydła. Lądują na leżącym i podgryzają go gdzie popadnie, by zwiększyć w sobie potrzebny składnik.
Walina jest im potrzebna, dla tego typu wędrówek, po pionowych zboczach, gdy zaniknie w nich, umiejętność fruwania. Takie zabezpieczenie na przyszłość. Po prostu lubią oświecać swoje owadzie umysły, konstruktywnymi pomysłami. Kiedyś na ich drodze, leżała mięciutka serwetka. Co z tego, że na poziomie, skoro przez to stały się niebezpiecznie zgnuśniałe. Zatraciły czujność.
Wtem ma wrażenie, że stupa – chociaż to tylko stan doczesny nad jego mózgiem – nagrzewa się coraz bardziej intensywniej. Wprost czuje wrzące krople, spadające ze sklepienia. Fałdy miękkiego wnętrza włoskiego orzecha, nasączonego czerwienią, wchłaniają je do gąbczastej jaźni.
Słyszy wewnątrz gorące syczenie, jak gdyby całość, zaczęła wyparowywać, a kości czaszki, były zamieniane w klincze. Słyszy chrobotanie i szaleńczy szelest.
Nagle wraca myślami do mrówek. Gdzie się podziały. Dlaczego nie czuje łaskotania ugryzień?
Uświadamia sobie, że słońce wzeszło, przez co pokój, coraz bardziej widnawy. Okno otwarte, a figlarny wiaterek, postanawia pieścić i owiewać jego ciało. Powinien odczuwać ciepły zapach łąki i kwiatów. Nic z tego. Jest adiabatyczny i nadal leży, na lewej stronie. Nie na tej, co zazwyczaj. Lecz co do złamania zasady, jest niewątpliwie nieprawowierny. Skąd taka nagła zmiana? Czyżby to sprawka. No właśnie? Czyja?
Zaczyna→się→z trudem, bo z trudem, odmuchiwać, wokół głowy. Może to wypłoszy, z jakiś kątów twarzy, odpowiedź.
Wtem czuje wewnątrz czaszki, mlaskanie, chrupanie i wyszarpywanie miękkich kęsów. Jakby jakieś stwory, chciały destrukcyjnie, bruzdować mózg. Na domiar złego, odczuwa znajome tuptanie. Chwila. Tuptanie? Przecież te dźwięki już kiedyś słyszał. Tylko gdzie i kiedy? Czyżby chciały skonsumować i przeżuć, jego wyobraźnię, ów ważny dla niego, dobytek.
Wgadywać swoje trzy owadzie grosze, w jego?
***
Rozproszony umysł,
ma miliony nosicieli.
Tuptają intensywnie.
Na tapczanie, coś leży.
Właśnie otwiera oczy.
Komentarze (1)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania