pojaśniało
wchodzisz ze słowami do szpiku. rozkładasz literki.
przeszczep zbyteczny, mogę żyć zawieszona na liryce.
wystarczy, że rozlejesz poezję po żyłach.
po drugiej stronie ulicy też są okna,
w których nie gasną światła. często tam zaglądam.
mieszkają w nich cienie. snują opowieści, piszą wiersze,
może nawet nauczyły się kochać.
kiedyś zobaczyłam w nich ciebie. paliłeś, a żar wypalał
pobliski skwer. poczułam ciepło.
od tamtej pory nie boję się nocy.
wiem, że w każdej chwili możesz wykrzesać ogień,
podpalić las, roztopić asfalt.
Komentarze (4)
Bardzo mi się podoba.
Dziękuję za komentarz
Schodzisz z wyrazami do krwi, zbierasz cyferki,
konieczne morderstwo, nie mogę umrzeć z byle powodu,
za mało, słów mych wypiłaś.
z trzeciej części placu też jest trawa,
na której się pasą krowy, kiedyś je doiłem,
krowy to rogate demony, jedzą trawę, dają mleko,
pewnie chciały by mieć ręce jak człowiek.
Teraz widzę w nich szatana, z rogami i racicami,
przeklęte życie podobne do świni,
obym w to się nie inkarnował,
i już w dziecinstwie bałem się dnia.
Chciałabyś wojownika ale masz artystę alkoholika
i narkomana. i tak mogę podpalić las ale asfaltu
nie roztopię.
Kochaj mnie.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania