Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Póki śmierć nas nie rozłączy cz. 1/2

Nóż ślizgał się po ostrzałce wolnym, prawie pieszczotliwym ruchem. Chrzęścił i świszczał delikatnie, jakby dawał znać, że ta pieszczota sprawia mu przyjemność. Szybko została ona jednak przerwana. Wprawne dłonie delikatnie przeciągnęły wilgotną szmatką po lśniącym ostrzu. Nóż błysnął w promieniach popołudniowego słońca, wdzierających się przez otwarte okno, następnie jednym zdecydowanym cięciem zagłębił się w mięso. Darł tkanki bez najmniejszego oporu, jak gdyby wchodził w ciepłe masło. Samotna kropla krwi spłynęła aż na rękojeść, zaciśnięte na niej palce, a potem dalej, na nadgarstek. Kobieta trzymająca narzędzie podniosła dłoń do twarzy i zlizała z niej posokę. Powoli. Z lubością. W tym momencie zgrzytnął zamek, a chwilę później drzwi trzasnęły z łoskotem.

– Cześć piękna! – dobiegł stłumiony głos z przedpokoju. – Co gotujesz?

– Hej! Filet mignon z opiekanymi ziemniaczkami i szparagami na maśle – odkrzyknęła Agata. – Ale będziesz musiał poczekać. Dopiero kroję mięso.

Kamil wpadł do kuchni. Po drodze zrzucił buty i zgubił torbę. Złapał swoją narzeczoną w mocny uścisk i pocałował.

– Ubrudzisz się! – krzyknęła, próbując się od niego odsunąć.

– Tęskniłem za tobą – odpowiedział pozornie bez związku, dalej ją obejmując.

– Ja za tobą też. – Uśmiechnęła się i spojrzała mu głęboko w oczy, uwielbiała, jak na nią patrzył. – Zdążysz wziąć prysznic jeśli chcesz. Zajmie mi to jeszcze z pół godziny.

– E, tam. Wolę siąść tutaj i popatrzeć, jak gotujesz.

– Jesteś niemożliwy. – Pokręciła głową w udawanej złości, ale rumieniec na policzkach powiedział Kamilowi, że odczytała to jako komplement.

Poluzował krawat, rozpiął guzik kołnierzyka i usiadł na jednym z kuchennych krzeseł. Agata wróciła do krzątania się po kuchni. Uwielbiał patrzeć, jak się porusza. Nie tylko przy gotowaniu, ale w każdej sytuacji. Jak tańczy, sprząta, pływa, spaceruje. Mimo że wiele osób określiłoby ją jako pulchną, była w niej niesamowita gracja. Stąpała z taką lekkością, jakby jej stopy nie dotykały ziemi. Był też seksapil. Aż nim kipiała. Każdy jej ruch, każda poza, to jak wyciągała blachę z piekarnika, jak ssała końcówkę długopisu, jak w zamyśleniu wodziła końcówkami palców po szyi, wszystko to ociekało erotyzmem, którego mogłaby jej pozazdrościć niejedna hollywoodzka gwiazda. Kamil wolał oglądać, jak gotuje niż jakikolwiek film i za każdym razem był zdumiony, że po ponad dwóch latach razem ona wciąż tak bardzo go podnieca, nawet się nie starając.

– Jak było w pracy? – zapytała, wyrywając go z zadumy.

– Nudno. Jak zawsze – odparł z ociąganiem, dalej nie spuszczając z niej oczu.

– Nic fajnego się nie stało? – nie poddawała się.

– Jeden facet chciał wyłudzić ubezpieczenie i obił sobie bok auta łańcuchem. Tomkowi znowu rąbnęli jogurt z lodówki. To, co zawsze. A u ciebie?

– Zaczęłam nowy projekt. Stronę dla salonu meblowego. Skarbie, żebyś ty widział, jakie oni tam mają rzeczy!

Zawirowała, obracając się, jej fartuszek zafurkotał w powietrzu, włosy rozpadły się kasztanową burzą i niesfornymi kosmykami opadły na rumianą buzię, bujne piersi zafalowały, poddając ciężkiej próbie wytrzymałość materiału, z którego zrobiona była ciasna bluzka. Kamil głośno przełknął ślinę.

– Boże, jakaś ty piękna – powiedział, potrząsając głową.

Agata, przestała na chwilę mówić, przyłożyła jedną dłoń do twarzy, zakołysała szerokimi biodrami, wiercąc palcami jednej stopy po powierzchni podłogi – zupełnie jak zakłopotana mała dziewczynka. Po chwili podniosła na narzeczonego wielkie piwne oczy, ręką, w której trzymała nóż, złapała za róg fartuszka i dygnęła.

– Dziękuję. – Uśmiechnęła się do niego. – Ale posłuchaj do końca, oni mają tam taką kanapę, która idealnie pasowałaby do naszego salonu… – Rozgadała się na dobre i nie pozwoliła już sobie przerwać.

Kamilowi to nie przeszkadzało, lubił jej słuchać, uspokajał go sam tembr jej głosu. Także następne pół godziny, które Agata potrzebowała na skończenie obiadu, spędził na potakiwaniu, zadawaniu zdawkowych pytań, na które odpowiedzi średnio go interesowały, i uważnym obserwowaniu swojej ukochanej. Czasem tylko, gdy była odwrócona tyłem, nieznacznie marszczył brwi, jakby intensywnie o czymś myślał, czymś się martwił. Ale zawsze trwało to tylko chwilę, a potem jego twarz wypogadzała się na powrót.

Usiedli razem do obiadu, który jak zawsze był po prostu niesamowity. Agata gotowała tak dobrze, że Kamil wzbraniał się przed wychodzeniem do restauracji. Robili to rzadko i tylko dlatego, żeby czasem wyrwać się z domu i pójść gdzieś na randkę. Po skończonym posiłku siedzieli jeszcze przez chwilę i rozmawiali, planując wypad do kina. W pewnym momencie Agata spojrzała na zegar wiszący na ścianie i nerwowo drgnęła.

– Jezu, skarbie, ale się zagadaliśmy, muszę uciekać!

– Co? Znowu? Gdzie? – zdziwił się Kamil.

– Mówiłam ci przecież. Umówiłam się z Beacią na zakupy. Pewnie wskoczymy na jakiegoś drinka. Nie martw się, powinnam być z powrotem przed północą.

– Przed północą? – Mars znowu zagościł na czole mężczyzny. – Strasznie długie zakupy.

Agata podniosła się i obeszła do połowy mały okrągły stolik, przy którym jedli. Jedną ręką zabrała jego talerz, drugą ujęła go delikatnie pod brodę i pocałowała.

– Kobieta potrzebuje czasu ze swoją przyjaciółką – powiedziała, gdy już oderwała swoje wargi od jego. – Inaczej zwariuje. Jutro jestem cała twoja. – Wyprostowała się i przejechała wolną dłonią po swoim ciele od obojczyka do uda. – Cała. Dobrze?

Kamil uśmiechnął się samymi kącikami ust, patrząc na nią jak szczenię błagające swoją panią o uwagę i skinął głową.

– Jasne kochanie – powiedział w końcu. – Baw się dobrze.

 

***

 

Kamil samotnie przemierzał duży pokój, krążąc od jednej ściany do drugiej z założonymi rękami. Co jakiś czas wyciągał z kieszeni smartfona, obracał go w dłoni, przyglądał mu się, a potem chował z powrotem. W końcu wyciągnął z szafki napoczętą butelkę wódki, stojącej tam od czasu ostatniej imprezy, którą urządzili u siebie. Odkręcił, ostrożnie zbliżył nos do gwintu, powąchał. Skrzywił się natychmiast i odłożył flaszkę na stół. Nie lubił wódki, ale próbował się uspokoić. Po raz nie wiadomo który sięgnął do kieszeni po telefon. Coś innego jednak przykuło jego uwagę. Wyciągnął z szafki małe, czarne welurowe pudełeczko. Obrócił je delikatnie w palcach, otworzył. Było puste. Oczywiście, że było puste, bo pierścionek, który przyniósł w nim do domu, spoczywał na palcu Agaty. W tym właśnie był problem.

Kiedy prawie miesiąc wcześniej Kamil wreszcie zdobył się na odwagę, ukląkł przed Agatą na jedno kolano, pokazał jej pierścionek zaręczynowy i spytał, czy zostanie jego żoną, jej reakcja przeszła jego najśmielsze oczekiwania. Rzuciła mu się na szyję, krzycząc „tak, tak, tak!”, przewrócili się obydwoje na podłogę, po której teraz chodził, i tam już zostali przez długi czas, kochając się ze sobą namiętnie. Potem jednak… potem nie stało się nic. Kamil spodziewał się, że jego narzeczona od razu zacznie planować wesele. Układać listę gości, menu, szukać sali, poprosi go, by pomógł jej wybrać tort, urządzi wieczór z przyjaciółkami, na którym będą szukać dla niej sukni ślubnej. Zawsze wszystko planowała. Zawsze przejmowała inicjatywę i organizowała każdą imprezę, każde wydarzenie. Taka po prostu była, wulkan ukierunkowanej na konkretne działanie energii. Tymczasem tuż po zaręczynach oboje wrócili do normalnego życia, do codzienności i jedyną widoczną zmianą był pierścionek na palcu Agaty. Była też inna zmiana, mniej widoczna, dla wszystkich poza Kamilem – jego narzeczona coraz częściej znikała z domu. Zawsze miała jakiś powód: wyjście z koleżankami, wizyta u matki, wolontariat w domu opieki, który niedawno podjęła. W efekcie nie spędzali ze sobą więcej niż dwa, może trzy wieczory w tygodniu. Na temat ślubu nie rozmawiali. Za każdym razem kiedy próbował, ona szybko zmieniała temat.

Kamil schował na miejsce pudełeczko po pierścionku i butelkę wódki. Jeszcze raz spojrzał na telefon. Kilka dni temu zainstalował na nim aplikację służącą do śledzenia innych telefonów. Zainstalował ją też potajemnie w telefonie Agaty. Teraz wystarczyłoby, żeby ją otworzył i mógłby się dowiedzieć, gdzie jest jego narzeczona. Nie mógł się jednak na to zdobyć, czuł, że pogwałciłby tym jej prywatność, zbrukał zaufanie, którym się darzyli. Miał wystarczająco wyrzutów sumienia przez to tylko, że w ogóle przyszło mu do głowy coś takiego.

Schował komórkę i poszedł do łazienki, żeby odbyć wieczorną toaletę i przygotować się do snu. Już miał wychodzić i iść do sypialni, ale kiedy wyrzucał do kosza nić dentystyczną, coś przykuło jego uwagę. Kawałek ozdobnej papierowej torby przyrzuconej niedbale chusteczkami do demakijażu, rolkami po papierze toaletowym i kartonowym pudełkiem. Rano jej tam nie było, nie miał co do tego wątpliwości. Schylił się i wyciągnął ją z kubła. Obejrzał dokładnie. Na czerwonej tasiemce był zawieszony kartonowy bilecik z nazwą firmy znanej z produkcji ekskluzywnej bielizny. Kamil z torbą wciąż w dłoni, zdecydowanym krokiem wyszedł z łazienki i skierował się do sypialni. Otworzył szufladę w komodzie, w której Agata trzymała tego typu nocną garderobę. Przejrzał wszystko, ale nie znalazł niczego, w czym by jej już nie widział. Przeszukał inne szuflady. Szafę, szafkę nocną, zajrzał pod łóżko, materac i poduszki. Nie znalazł niczego, co mogłoby stanowić zawartość torby.

Wyrwał z kieszeni komórkę. Mokre od potu palce ślizgały się po ekranie, który nie chciał współpracować. Kamil czuł, jak jego puls przyspiesza, jak serce łomocze w piersi. W końcu udało mu się wcisnąć ikonę aplikacji i opcję „pokaż lokalizację”. Niebieska kropka, symbolizująca Agatę na mapie, nie przebywała nigdzie w pobliżu galerii ani pasażu handlowego. Nie było jej też w barze, pubie, czy restauracji. Nie była nawet nigdzie w pobliżu domu Beaty. Aplikacja pokazywała mu prywatny adres w środku starej dzielnicy robotniczej. Kamil wcisnął urządzenie do kieszeni. W pośpiechu ubrał buty, zarzucił kurtkę i wybiegł z mieszkania.

 

***

 

Czwartkowa noce są zwykle ciche i ta nie odbiegała od normy. Po krzywym, nieremontowanym od dekad chodniku biegnącym między blokami wzniesionymi z wielkiej płyty błąkało się tylko kilku nastolatków. Na ławce, koło piaskownicy znajdującej się nieopodal, siedziało dwóch meneli, w milczeniu podających sobie butelkę.

Kamil zaparkował samochód po drugiej stronie ulicy od bloku, w którym według aplikacji śledzącej od prawie dwóch godzin przebywała Agata. Nie znał dokładnego adresu, numeru mieszkania, nawet nowoczesna technologia ma swoje ograniczenia. Z dużą dozą pewności jednak mógł określić właściwą klatkę schodową. Od trzydziestu minut na zmianę patrzył w ekran telefonu i po kolei we wszystkie okna, w których paliło się światło. Nigdzie jednak nie dostrzegł swojej narzeczonej. Przez głowę przebiegały mu różne scenariusze.

„Może poszły z Beatą do jakiejś koleżanki, której nie znam?” – zastanawiał się. – „Albo Agata wpadła na kogoś, kogo od dawna nie widziała i nie mogła odmówić zaproszeniu? Może mieszka tu jakaś wedding planerka, a jego narzeczona chodzi tu razem z nią ustalać szczegóły ich wesela, bo chce mu zrobić niespodziankę”.

Kamil próbował uspokoić się na wszystkie możliwe sposoby, ale za każdym razem jego umysł wracał do jednej natrętnej myśli.

„Zdradza mnie”.

Ktoś wyszedł z klatki zaraz obok jego samochodu. Kobieta przełożyła worek ze śmieciami do drugiej ręki, i nogą opuściła blokadę drzwi, po czym szybko podreptała wzdłuż budynku, zostawiając wejście na klatkę otwarte na oścież. Kamil nie zastanawiał się długo. Wyszedł z samochodu i wbiegł do środka. Przeskakiwał po dwa schody, zanim nie znalazł się na drugim półpiętrze. Stanął na palcach, przykleił nos do wąskiego okna i zaczął znowu po kolei lustrować okna w bloku naprzeciwko. Teraz z wysokości prawie drugiego piętra widział dużo więcej, mógł zajrzeć głębiej do środka mieszkań.

Drzwi na dole zatrzasnęły się głucho. Na schodach rozbrzmiał stuk pospiesznych kroków. Kamil wstrzymał oddech. Na jego szczęście już chwilę później usłyszał chrobot klucza w zamku i odgłos zamykanych drzwi. Wrócił do obserwacji. Wypatrywał kilka minut, a potem przeniósł się wyżej. Znowu obserwował i znowu ruszył w górę. Zobaczył ją dopiero, gdy zatrzymał się po raz czwarty. Jego serce najpierw stanęło, a w chwilę później rozpadło się na kawałki.

Agata była naga. Siedziała okrakiem na jakimś mężczyźnie – brodatym osiłku, którego Kamil widział po raz pierwszy w życiu. Ruszała się rytmicznie w przód i w tył, ale całe jej ciało zdawało się wić. Plecy wyginały się, jakby tańczyła, głowa podskakiwała zmysłowo, rozrzucając wszędzie kaskadę włosów, przypominających jesienne liście porwane wiatrem. Trzymała się za wielkie piersi, które ożywały w jej rękach, przelewając się na, zdawałoby się, niemożliwe sposoby. Widział ją w ten sposób tak wiele razy, chociaż nigdy z tej perspektywy. To była jej ulubiona pozycja. Kamilowi zrobiło się słabo. Poczuł, jak gardło mu się zaciska, łzy wzbierają w oczach. Otarł je rękawem i pobiegł na dół do samochodu.

Gdyby wytrzymał jeszcze chwilę, zobaczyłby, jak Agata nachyla się nad swoim kochankiem, jak przywiera do niego w długim pocałunku, a potem prostuje się nagle z rękami wyciągniętymi nad głowę. Pewnie dojrzałby błysk kuchennego noża w jej ręku na moment, zanim opadł i wszedł w szeroką pierś mężczyzny leżącego pod nią. Ujrzałby, jak jego narzeczona opiera się o ten nóż całym ciężarem swojego ciała, jak jej ofiara wije się w agonalnych konwulsjach, a Agata ujeżdża go coraz szybciej, coraz bardziej dzika. Aż w końcu oboje nieruchomieją – on w objęciach śmierci, a ona w ekstazie.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (8)

  • piliery 4 dni temu
    Sharon Stone w wydaniu opowijskim. Dobrze się czyta ale przewidywalne. 5 się należy.
  • Trzy Cztery 4 dni temu
    Piszesz poprawnym. literackim językiem. Bez wybryków. I OK. Takim poprawnym językiem można stworzyć "niepoprawne" obrazy. I to też jest OK. Czyta się lekko, momentami w (lekkim) napięciu, ale... Nie podoba mi się, że wykorzystujesz klisze, czy jak to powiedzieć. Dam przykład:

    "Zawirowała, obracając się, jej fartuszek zafurkotał w powietrzu, włosy rozpadły się kasztanową burzą i niesfornymi kosmykami opadły na rumianą buzię...".

    kosmyk - jaki? niesforny
    buzia - jaka? - rumiana

    Wiadomo, że jakbyś pisał o twarzy, to byłaby blada, a jak o słońcu, to byłoby gorące.

    Tak chyba pisało się kiedyś harlekiny*. W każdym harlekinku bohaterka miała kosmyk - jaki? - niesforny, a buzię - jaką? - rumianą.

    Domyślam się, że to specjalnie. Ale to jest trochę nieciekawe, że tak.

    *harlekin, harlequin [wym. harlekin] «powieść o tematyce miłosnej, pozbawiona wartości artystycznych»
  • Nazareth 4 dni temu
    A ja lubię klisze. Lubię utarte motywy i schematy, w których każdy się orientuje, wie o co chodzi. To tak jak z bajkami, wiadomo że lew będzie odważny, zając tchórzliwy a w domku w lesie mieszka baba Jaga. Dzięki temu oszczędza się miejsce na opisy, wprowadzanie w klimat, a po drugie nie znoszę silenia się na oryginalność tam gdzie nie jest potrzebna.
    Po trzecie zaś, lubię jak czytelnikowi robi się za wygodnie łatwiej wtedy zajść go z nienacka.
  • Trzy Cztery 4 dni temu
    A, to czekam na cz. 2. :))
  • Tjeri 4 dni temu
    Łu... Ostra kobitka, trzeba przyznać. 😉
    Skoro jesteśmy przy ostrości, to pozwól, że zgłoszę tu delikatny sprzeciw:
    "Darł tkanki bez najmniejszego oporu, jak gdyby wchodził w ciepłe masło." Tylko tępy nóż drze tkanki. Ostry tnie. Rozumiem, że nie chciałeż powtarzać słowa, ale niefortunnie wyszło. No i raczej "masło", bez "ciepłe".
    Tu, zaś moja nadreaktywna wyobraźnia zrobiła mi psikusa: "Kobieta trzymająca narzędzie podniosła dłoń do twarzy i zlizała z niej posokę." Zobaczyłam jak kobieta zlizuje sobie posokę z twarzy. Oczywiście, natychmiast zrozumiałam właściwą intencję, ale było już za późno – obraz podszedł i rozbawił. Łatwo jednak mankament naprawić – wystarczy wywalić "z niej".
    Gdzieniegdzie odjechały przecinki, ale zapamiętałam tylko to miejsce:
    "Kamil zaparkował samochód po drugiej stronie ulicy od bloku, w którym według aplikacji śledzącej /przecinek/ od prawie dwóch godzin przebywała Agata."
    Ogólnie czyta się dobrze, ale mam wrażenie wtórności – nie na poziomie fabuły, a zdania, opisów.
  • Nazareth 4 dni temu
    Dzięki za odwiedziny, faktycznie pomieszały się orzeczenia na początku.
  • Tjeri 4 dni temu
    Czytam koment 3|4 i Twoją dla niej odpowiedź i myślę, że to trochę też odpowiedź dla mnie. 3|4 lepiej ujęła tę moją nieporadną wtórność jako "klisze".
  • Tjeri 4 dni temu
    O matko! Mam straszne podejrzenia co do tego fileta! 😯

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania