Posprzeczałam się z Aniołem
Bo kto to słyszał,
że miast serio mnie pilnować,
on cięgiem satyryczy!?
Zdarłam więc z głowy aureolkę;
niech taki święty nie będzie!
Ze śmiechu dostał kolki
i się (nade mną!?) trzęsie.
Zaczęłam piórka mu wyrywać -
będzie z nich niezła poduszka.
Bo kto to widział, no powiedzcie,
aby w maliny mnie wpuszczał!?
I wyprowadzał – z równowagi,
wpędzając wciąż w ko(s)miczne gagi?
Czyżby za życia był Chaplinem?
Niech mnie pilnuje, do Anielki!
Bo numer mu wywinę –
dopnę skrzydła na szelkach,
sobie nałożę aureolę
(nieco skoszoną w boju).
I śmieszne to wcale nie będzie,
niech się zaniepokoi.
I może w końcu strzec mnie zacznie,
trochę wydorośleje...
Ja osobiście dopilnuję, by odtąd nosił beret,
nie złote kółko - w kółko, w kółko...
Za karę,
bo kto to słyszał,
aby mieć za anioła
ciętego satyryka?
Komentarze (2)
Adminie, wpuśćże ten wierszyk na główną, plizzzz
Upps, limit publikacji niechcący przekroczyłam. Mea culpa
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania