Pokłótnik
Dwóch ich było przy stole,
na którym wino już stało,
kilka pękatych butelczyn —
widać, że poszli na całość.
Byli obaj bardzo zawzięci
i różnic było w nich wiele.
Jeden troszkę przygruby,
drugi — tyczka, chudzielec.
Trzeci, brodacz spokojny,
o tuszy takiej pomiędzy,
siedział przy stole obok,
cichy, wręcz pominięty.
Dwóm, co pić już zaczęli,
języki nabrały giętkości.
Tematy zaczęli gmatwać,
zamiast je raczej uprościć.
Religia, przyjaźń, ich żony,
kto jakiej sprawie oddany.
Zaraz na siebie tu krzyczą
i walą po stole pięściami.
Kłócili się z dwie godziny,
aż im w gardłach zaschło.
Ale no przecież nie można
robić sobie wciąż na złość.
W końcu złapali konsensus,
chwaląc się wzajem po sufit.
Doszli wspólnie do wniosku:
jest dobrze, trzeba się upić.
Ale gdzie jest ten węgrzyn?
Jakby pod ziemię się zapadł.
Puste butelki były pod stołem
i jakiś brodacz tam chrapał.
Morał z tego macie tu prosty,
nauka stąd płynie najgłębsza:
gdzie dwojga kłótnia zażarta,
tam trzeci pić może na sępa
Komentarze (5)
a gdy na trzeźwo się spojrzy ?☺️
Ciekawe te dyskusje :)
Super
Gdyby tak się kończyło, było ok.
Pozdrawiam serdecznie
Miłego dnia
Dlatego nigdy nie wolno ulegać zmuszającym do picia Zawsze trzeba stawiać opór i niczego nie brać do ust jak się skończy pobiciem za opór to już trudno .W życiu trzeba mieć zasady .
Ten stół to jakaś melina.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania