Pokój 22→ciąg dalszy

Tekst wygenerowany przez→AI

    

             

 Zacisnęłam palce na słuchawce tak mocno, że aż zatrzeszczał plastik. W uszach mi huczało, jakby ktoś odpalił silnik odrzutowy.

      

–– Co pan do cholery opowiada? –- Głos mi się załamał, przeszedł w jakiś piskliwy, chropowaty szept. –- W pokoju dwudziestym drugim leży Maria. Stara, upierdliwa Maria. Co pan mi tu z matką...

    

–– Pani Helenko, proszę się uspokoić –- głos w słuchawce był irytująco opanowany, profesjonalny, urzędowy. Taki, jakiego używa się, gdy trzeba poinformować klienta, że paczka zaginęła w transporcie. –- Maria z pokoju dwudziestego drugiego to pani matka. Nazwisko panieńskie się zgadza, data urodzenia, miejsce. Przecież dokumenty oddziałowe przechodziły przez pani ręce. Myśleliśmy, że pani wie. Że to dlatego... No, mniejsza z tym. Nagłe zatrzymanie krążenia. Przykro mi.

     

Telefon wypadł mi z ręki. Nie rzuciłam nim, po prostu palce nagle stały się wiotkie jak z waty. Stuknął o panele, Głos faceta wciąż coś tam szemrał ze środka, cicho, jakby z dna studni, aż w końcu ucichł. Usiadłam na podłodze, oparta plecami o ścianę. W przedpokoju pachniało poranną kawą, z ulicy dochodził szum samochodów. Normalny, pieprzony, nudny dzień. A w mojej głowie wszystko zaczęło się przewijać wstecz. W koszmarnym, przyspieszonym tempie.

         

Rzygać mi się chce, gdy patrzę na twoje pomarszczone ciało.

Zamknij gębę, bo przywalę.

A najlepiej się udław!

        

O Boże. Nie!

Wszystkie te złośliwości, te obelgi, którymi rzucałam w nią każdego ranka, żeby zagłuszyć własną frustrację. Cały ten jad, który wylewałam na kobietę, która po prostu... leżała i gasła.

„Patrzyłam za bardzo… w gwiazdy miłości… a właściwie w jedną... i zgubiłam jakby. Nie wiem, czy zdążę odnaleźć. Spróbować przeprosić.”

Przecież ona wiedziała.

              

Docisnęłam kolana do klatki piersiowej, czując, jak bierze mnie na wymioty. Ona wiedziała od samego początku. Dlatego znosiła moje humory. Dlatego dawała te cholerne cukierki. Powiedziała, że jestem dla niej za dobra, kiedy ja zachowywałam się jak ostatnia suka. Pozwoliła na siebie pluć. Pewnie dlatego, że tak bardzo chciała, po prostu przy mnie być.

     

Przez te wszystkie tygodnie, widywała przed sobą córkę, której szukała przez pół życia, a teraz stawała przy jej łóżku, w białym fartuchu i była zbyt zajęta użalaniem się nad swoim zjebanym losem, żeby chociaż spojrzeć w jej kartę pacjenta. Żeby połączyć kropki. Żeby zapytać o cokolwiek.

      

„Życzę ci, żebyś odnalazła.” –- to były jej ostatnie słowa do mnie.

      

Wstałam na drżących nogach. Musiałam tam jechać. Nie wiem po co, przecież już było po wszystkim, ale musiałam. Biegłam, łapiąc klucze, kurtkę, potykając się o własne nogi. Łzy odcięły widoczność, rozmazywały cały świat, w jedną wielką, brudną plamę.

Nie pamiętam, jak przejechałam przez miasto. Jechałam jak w transie, ignorując czerwone światła, trąbienie, wszystko.

    

Gdy wpadłam na oddział, dziewczyny z dyżurki spojrzały na mnie z tym cholernym, współczującym wzrokiem. Któraś podeszła, chciała mnie złapać za ramię, coś powiedzieć.

   

–- Gdzie ona jest? –- wycharczałam.

–- Helenka, czekaj, lekarz już wypisał...

–- Gdzie ona jest, pytam?!

–- W dwudziestce dwójce. Jeszcze jej nie zabrali.

     

Szarpnęłam drzwi. W pokoju było cicho. Okno uchylone, firanka poruszała się lekko na wietrze, wpuszczając do środka chłodne, jesienne powietrze. Na łóżku pod ścianą leżały zwłoki przykryte prześcieradłem.

        

 Odsunęłam materiał. Twarz była dziwnie spokojna. Zupełnie inna niż wtedy, gdy się kłóciłyśmy. Zniknęło gdzieś to napięcie, upartość, niepewność. Wyglądała po prostu na zmęczoną starszą panią. Moją mamę.

     

Usiadłam na brzegu materaca, na tym samym miejscu, gdzie jeszcze wczoraj rzucałam w nią jadem. Złapałam jej dłoń. Była już chłodna, sztywniejąca. Te same palce, które częstowały mnie cukierkiem.

      

–- Mamo... –- słowo przeszło mi przez gardło z trudem, jakby zrobione z tłuczonego szkła. Nigdy wcześniej go na tym oddziale nie użyłam. –- Mamo, no weź. Przestań. Odezwij się, ty stara jędzo... proszę cię.

    

Skryłam twarz w prześcieradle, tuż obok jej głowy. I wtedy nagle poczułam, intensywny owocowy zapach. Właśnie tu i teraz.

    

Cukierek leżał na stoliku.

Ostatni dla mnie.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania