Polichromia

Na fasadzie blady liść paproci,

wątły i wykruszony,

co wciąż jeszcze przywołuje,

jak echo,

zapach piekarni, stukot kopyt,

śmiech dzieci gdzieś za straganem

 

Teraz obok tylko cegła

obdarta z imienia,

dziury po kulach tworzą alfabet

nie do przeczytania,

a okna zieją czernią węglową

wypalonych pokoi

 

Jeszcze można dostrzec w zakamarkach

ślad pędzla - złotą linię,

która drży, jakby wstydziła się ruin,

jakby broniła resztek dawnej niewinności

 

I tylko wspomnienie

łączy ornament i gruz,

jakby oba należały

do tej samej historii

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Artemisia 5 miesięcy temu
    Bardzo interesujący Wiersz, do którego chce się wracać i czytać.
    Proszę założyć konto i dzielić się z innymi swoją twórczością.
    Pozdrawiam serdecznie.
  • Roma 5 miesięcy temu
    Naprawdę ciekawie. Również myślę, że fajnie by było przeczytać coś więcej spod Twojej ręki.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania