Polowanie na czerwoną latarnię

Uf, to była śliczna dziewczyna. Może nie z gatunku standardowych silikonów z pierwszych stron gazet dla panów. Cycki nie przypominały regularnych balonów napełnionych helem, które za chwilę uniosą właścicielkę pod sufit. Biodra też nie były zaokrąglone w sposób doskonale pełny i proporcjonalny, atawistycznie sugerując samicę gotową do corocznych porodów. Trochę chłopięca była ta sylwetka i nieco za chuda, ale było w niej coś, co uruchamia we mnie pokłady chuci połączone z artystyczną kontemplacją zjawiska.

Nic w niej ze słowiańskiej urody. Smagła karnacja na granicy podejrzeń o jakiegoś czarnoskórego przodka. Krucze włosy i piwne, wielkie oczy w oprawie, stworzenia której nie osiągnie żaden z mistrzów makijażu. Tylko natura tworzy takie perełki. Nieodparcie kojarzyła mi się z indiańską pięknością – Apanaczi. Wisząca na wieszaku zamszowa kurtka z frędzlami podświadomie podkreślała to wrażenie. Twarz delikatna, madonnowo – subtelna, bez śladu topornej wulgarności, jakiej by oczekiwał od kobiety w takim miejscu.

Miejscem tym był burdel.

Kątem oka obserwowałem ją stojącą przed lustrem. Tył oglądałem w naturze, przód jako odbicie w tafli. Obydwie strony medalu były bardzo zachęcające. Bez skrępowania oglądała swoje ciało ubrane tylko w satynową, jasno-grafitową bieliznę. Kompletnie nie przeszkadzała jej moja obecność.

- O rzesz, kurwa... - zasyczałem. Śrubokręt, którym rozkręcałem łózko w jej pokoju, zsunął się z łba śruby i wbił się w dłoń. Krew zaczęła kapać na zieloną wykładzinę. Cholera, jeszcze mnie obciążą kosztami czyszczenia!

Przycisnąłem rękę do bluzy i bezradnie rozejrzałem się za czymś, co mogłem wykorzystać do zatamowania krwawienia.

Nie obracając się, skierowała na mnie wzrok w lustrze.

- Polak? - odezwała się czystą polszczyzną bez śladu obcego akcentu. Czyli nasz towar eksportowy.

- Nie. – Warknąłem przez zęby. - Jestem z Marsa. Masz coś do zaklejenia tego świństwa?

Podeszła i wzięła za dłoń. Poczułem jak przeszył mnie dreszcz. Podchodzi do człowieka piękna dziewczyna, w zasadzie rozebrana ,dotyka, a ja..., no właśnie, brudny jak nieszczęście, w przepoconym podkoszulku i i z włosami a`la Chopin po koncercie. W końcu przyjechałem tu wymienić łóżka i naprawić dach, a nie ten, tego. Cóż za niesprawiedliwość losu!

Z łazienki przyniosła bawełniane płatki i wodę utlenioną.

- Zresztą idź najpierw do łazienki i umyj tą rękę. Przydało by ci się większe mycie. - Uśmiechnęła się kącikami ust.

Wkurzyłem się. Przed taką dziewczyną chciałbym stać w ciuchach od Cardina, pachnący Kenzo i kręcąc nonszalancko na palcu kluczykami od Porsche. A portfel powinien przypominać babę w dziewiątym miesiącu.

- W pracy jestem. Każdy pracuje jak umie... - Wymownie i złośliwie spojrzałem jej w oczy.

- Wytrzymała spojrzenie.

 

*

 

Rola burdelmamy się nie zmieniła. Tu pełniła ją niska,gruba Ślązaczka w post-balzakowskim wieku z ognistorudymi włosami. Dziewczyny wchodziły co chwila do kuchni, robiąc sobie kawę i wesoło paplając łamaną niemczyzną z mamuśką. Kurde, wszystkie łażą w bieliźnie, kompletnie nie przejmując się siedzącym przy stole przystojniakiem. Czyli mną.

Przez otwarte drzwi widzę wychodzące na na zewnątrz budynku przeszklone pomieszczenie, w którym urzęduje dyżurna dziewczyna. Ubrana była w laserowo-czerwony lateks i buty ze szpilkami o długości mojego przedramienia. Ciekawe czy zdejmują je w trakcie. Toż to śmiertelnie niebezpieczny sprzęt, który mógłby przebić na wylot zawodnika sumo. Gnie się na rurze w takt jakiejś dyskotekowej szmiry, albo siedzi w specjalnym okienku wywalając na zewnątrz biust i epatując plastrem antykoncepcyjnym. Większość z nich je ma. Widocznie teraz taka moda w środowisku. Mój plaster na dłoni chyba nie mieści się w tych kanonach trendu burdelowego.

- Kawy? - Opiekunka przybytku chowa apteczkę i uśmiecha się do mnie – Jest południe to zaczyna się ruch. Dziewczyny powstawały, pierwsi klienci już kręcą się na zewnątrz, to musi pan przejść na dach. Łóżka już pan przeniósł na strych?

- Co? A, tak. - Oderwałem wzrok od dziewczyny na rurze. - Jutro dokończę w reszcie pokoi. Zabiorę tylko narzędzia z pokoju tej dziewczyny. To chyba Polka? Ta, co mnie tu przyprowadziła?

Kobieta zakrzątnęła się przy czajniku. Sypnęła kawę, zalała wrzątkiem i postawiła przede mną. Sama usiadła naprzeciwko.

- Sylwia? Tak. Zbyszek ściągnął ją tu rok temu. Ładna, no nie? Chyba najładniejsza w jego stajni.

Upiłem łyczka i spojrzałem na nią pytająco.

- Zbyszek? Stajni?

- No, właściciela. Też Polak. - Zatarła ręce. – Ma jeszcze kilka domów. W Essen, Dortmundzie, Bonn... Obrotny gość. Dziewczyny są legalnie, mają wszystko. Bardzo dobrze je traktuje. Są bardzo zadowolone.

- Zadowolone?

- A co pan myślał, że tu jakieś niewolnictwo i przymus?

Popatrzyłem znów w głąb domu. Widziałem tylko kształtną dupę rurarki, bo akurat wychylała się przez szklane okienko rozmawiając z jakimś obleśnym gościem, z wielkim brzuchem i tłustymi strąkami spadającymi na ramiona. Niewiele ich było, bo centralnie glacę miał łysą i świecącą jak psu jaja...

Zadowolone? - pomyślałem – Z takim dziadem!Jak może być jakakolwiek kobieta zadowolona dając siebie każdemu kto zapłaci? Na przykład taka Sylwia temu fagasowi przy okienku!

 

*

 

- Proszę.

Wszedłem. Dziewczyna stała w aneksie kuchennym mieszając coś w garnku i smakując czubkiem języka. Wciągnąłem nosem zapach. Leczo.

- Sorry. Na chwilę tylko. Chciałem narzędzia zabrać.

Zmrużyła oczy.

- Chcesz kawy?

O matulu, dopiero wypiłem i w końcu nie przyjechałem tu na kawowe plotki. Ale z drugiej strony szef powiedział mi” Langsam, Piotrek. Mnie płacą za twoje godziny przepracowane. Langsam. Jak oni doszli do takiego bogactwa z tym langsam? No to wolniej. Kawa z taką dziewczyną warta jest postawienia serca w poprzek od nadmiaru kofeiny.

Przysiadła naprzeciwko w fotelu podwijając nogi. Nie bardzo wiedziałem jak się odezwać.

Na stoliku stała oprawiona w srebrną ramkę fotografia jakiegoś chłopaka.

- Narzeczony?

Skinęła głową.

- Nie przeszkadza, kiedy...?

Spojrzała nierozumiejącym wzrokiem.

- Jak to kiedy? Aaa... - Parsknęła wydymając usta. - To mój pokój. Osobisty. - Położyła nacisk na to słowo. - Pokoje gościnne są w tym nowo dobudowanym skrzydle.

Zapadło milczenie. Przyjemnie posiedzieć z taką dziewczyną, ale z drugiej strony o czym rozmawiać z kurwą?

- Nie masz o czym rozmawiać z kurwą? - Aż wzdrygnąłem się i oblałem kawą. Telepatka?

- Ee...

- No, nie krępuj się. Przecież wiem co robię.

Uciekłem wzrokiem w bok od jej piwnych oczu.

- Przecież nic nie powiedziałem i nie oceniam.

- Nie musisz. Przecież wiem co myślisz. - Potarła palcami ucho. Zabująły się srebrne kolczyki z czerwonym kamieniem. Rubin? - A może ja tak lubię. Może nie jestem kurwą, tylko dziwką.

- A jaka to różnica?

Wstała i przeciągnęła się. O matulu! Co za widok!

- Kurwa to zawód, a dziwka to charakter. - Rzuciła ochrypłym głosem.

Brodą wskazałem zdjęcie na szafce.

- Andrzej? Przecież doskonale wie co robię.

Musiałem mieć strasznie durną minę, bo wybuchnęła śmiechem. Podeszła i potargała mnie po włosach. Tuman strychowego kurzu zakotłował w pasmach słońca prześwietlających firankę. Elegancki ze mnie gość.

Wstałem.

- Głupia rozmowa. Dzięki za kawę.

Przytrzymała mnie za ramię. Pachniała ślicznie. Nie jestem ekspertem od zapachów, ale było coś w nim zmysłowego, zniewalającego.

- Byłam tydzień temu w Egipcie. W ubiegłym roku na Teneryfie. Z nim. - Wskazała fotografię. - Myślisz, że po pieprzonej pedagogice stać by było jego i mnie? Trzeba iść z duchem czasu i korzystać z życia. Wiesz ile zarabiam? Cztery, pięć tysięcy euro. Wiesz ile odłożyliśmy? Ciebie bolą ręce robiąc fizycznie u Niemca. Mnie nic nie boli...

- Jak robisz to z obleśnym dziadem też nic cię nie boli?

Wzruszyła ramionami.

- Rzeczywiście głupia rozmowa. Będziesz tu jutro?

- Chyba tak.

Przyglądała mi się spod przymrużonych powiek. Tak dziwnie i zaczepnie, że poczułem mróz w kościach i gorąco w podbrzuszu.

- To tylko pięćdziesiąt euro. Nie majątek. Jestem tu najlepsza bo zawsze daję z siebie wszystko. Na sto procent.

- W stacji krwiodawstwa też? - Odwróciłem się i wyszedłem.

 

Z tym jutro zrobił się kłopot. Dzielnej, niemieckiej policji udało się za trzecim razem wyrzucić nas z kwatery. A kiedy przyjdą nocą. Kolbami w drzwi załomocą... W zasadzie mieli rację. Nie płaciliśmy już od tygodnia. Nie interesuje ich, że poprzedni pracodawca po dwóch tygodniach pokazał nam puste kieszenie. Weck.

W końcu mosty nad Renem są wystarczająco szerokie, bo samochód - sypialnia na pięciu to średnia przyjemność.

 

O dwudziestej drugiej oświeciło mnie. Klucze! Mam klucze od tylnego wejścia do burdelu! Zosia – burdelmama dała mi, abyśmy rano mogli wejść na dach nie budząc nikogo. Wejście było ze strychu. A na strychu co? Materace, która dzisiaj tam zniosłem! Ale ryzyko kurewskie. Dosłownie.

 

Podjechaliśmy na ulicę burdeli. Jakże inaczej teraz wyglądała. Rankiem cicha, wybrukowana kocimi łbami i ozdobiona kolorowymi fasadami starych kamienic. Senna, stara uliczka.

Teraz pulsowała feerią świateł. Kolorowe neony mrugały zachęcająco. Wielkie napisy „Rose”, „Amor” jarzyły się dominująca wokół czerwienią. Tłum facetów, szczęk pracującego pełną parą ulicznego bankomatu i sztucznie rozentuzjazmowany szczebiot panienek z okienek. Fajny rym.

Z trudem znalazłem „swoje” okienko. Zresztą okienko to sprawa umowna. To kawałek uchylnego szkła w przezroczystej ścianie. Siedziała w nim młoda Mołdawianka, którą spotkałem rano w kuchni.

- Sylwia? - zapytałem.

Spojrzała na mnie zachęcająco i coś zabulgotała po germańsku. Chyba mnie nie poznała i zachęcała do siebie. Nawet ładna.

- Nein, nein, Sylwia.

- Ze złością poszła w głąb domu. Usłyszałem głos Sylwii.

Dziewczyna wyglądała inaczej niż rano. Włosy były ułożone jakoś do góry i błyszczały od brokatowego lakieru. Wciśnięta w króciutką lateksową spódniczkę i obcisłe body, w obowiązkowych szpilach wyglądała drapieżnie i ponętnie. Działa franca na męskie instynkty.

- Zdecydowałeś się? - zapytała ironicznie.

- Na ciebie zawsze, ale nie dziś. Chciałem prosić cię o pomoc...

- W pracy jestem – przerwała mi ostro – Nie znam cię.

- Wiem, ale mam nóż na gardle. Posłuchaj chwilę.

Wyjaśniłem jej szybko. Mieszka na ostatnim piętrze. My nie mamy gdzie spać. Mam klucz od tylnych drzwi, ale gdyby mogła czuwać, pilnować i dać znać gdyby ktoś się zorientował, byłbym niezwykle wdzięczny. Rano po prostu wejdziemy na dach i będziemy pracować jakby nigdy nic.

Słuchała z przygryzioną wargą.

- Ilu?

Zastanowiłem się. Jest nas pięciu. Dwóch to kutasy i chamy. Nie trawię ich i najchętniej spuściłbym gości w kiblu. I to w czasie mojej biegunki. Niech śpią w samochodzie.

- Trzech.

- Dobrze. Za pięć minut przy tylnych drzwiach.

 

Cicho umościliśmy się na materacach. Sylwia stała w drzwiach przyświecając latarką.

- Dobra – szepnęła do mnie – Do trzeciej nikogo nie powinno być w tym skrzydle. Może czasami przyjść jakaś dziewczyna poprawić makijaż. Elena została, bo ma ciotkę, ale ona mieszka na parterze. Tylko nie chrapcie.

Wyczułem, że się uśmiecha.

- Dzięki, Sylwia.

Położyła mi rękę na ramieniu.

- Wyglądasz dużo lepiej niż rano. Myślałeś o mojej propozycji? O trzeciej będę w pokoju.

- Daj spokój. Nie kupuję dziewczyn, a na pięćdziesiąt euro muszę ciężko zapracować. Wygląda na to, że ciężej niż ty.

Pochyliła się do mojego ucha. Owinął mnie znowu zapach jej zmysłowych perfum.

- Dla ciebie rabat pięćdziesiąt procent. Darmo nie daję. Trzeba oszczędzać.

- Na co? - W moim głosie zabrzmiała niezamierzona ironia. Cóż mnie to w końcu obchodzi? - Na dom, samochód i wczasy z narzeczonym

- Usłyszałem jej cichy śmiech.

- Coś ty?! Otworzę tu kolejny burdel. Pamiętaj, o trzeciej będę u siebie.

 

*

 

Dwunasta

 

Leżałem z otwartymi oczami. Niewiele w tej dziewczynie rozumu. A może wiele? Tak pokierował nią los, to stara się wycisnąć go jak cytrynę. Takie czasy. Czy jako historyk i posiadacz trzech fakultetów nie prostytuuję się intelektualnie naprawiając Niemcom dachy? Dziewczyna jest śliczna i jej miejscem powinien być salon w pięknym domu, a celem dwójka małych amorków biegających po ogrodzie i kochający, przystojny mąż.

 

Pierwsza

 

Przecież się dziewczynie nie wymydli. Moralność i etyka to pojęcia zmienne w czasie. Relatywne. Weźmy tak proste pojęcie jak „nie zabijaj”. Natychmiast rodzi się pytanie – kogo? No jak to? – człowieka! A w obronie własnej? A ratując ojczyznę? A największego zwyrodnialca? Kiedyś chwałą było zabić za wiarę... Wszystko się zmienia... Może ona i jej narzeczony mają rację? Brać, korzystać, a potem żyć spokojnie jakby nigdy nic. Bo nic.

 

Druga

 

Iść czy nie iść? Dwadzieścia pięć euro to nie pieniądze. Myślę, że powiedziała o nich tylko dla zasady. Od takiej sumy raczej się nie wzbogaci. Po prostu ma ochotę. Ja też. Jestem tylko facetem i mam ochotę na to piękne ciało. Wiem, czeka na mnie w Polsce ktoś, kto mnie kocha. Myśli o mnie, tęskni. Do cholery, przecież się nie dowie! Więcej nie będę miał takiej okazji. Ee, staroświecką mam moralność i etykę. Źle mi na myśl, że oszukałbym, jakoś zawiódł. Ciekawe czy Sylwii źle, że się puszcza? A może tak jak powiedziała – lubi to?

 

Druga trzydzieści

 

Znalazłem w ciemnościach jakiś kawałek szmaty. Wypruwam z niego nitki i liczę: Iść -nie iść, iść – nie iść, iść...

 

Druga pięćdziesiąt pięć

 

Usnąłem przy końcówce szmaty.

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (14)

  • Canulas 10.05.2018
    No to obadajmy następny Twój tekst.

    Pozwolisz że najpierw wątpliwości.

    Wpierw taka luźna dygresja, w zasadzie pół-wątpliwość.

    "Trochę chłopięca była ta sylwetka i nieco za chuda, ale było w niej coś, co uruchamia we mnie pokłady chuci połączone z artystyczną kontemplacją zjawiska." - opisujesz wszystko w czasie przeszłym i nagle to kontrujesz zapisem: "co uruchamia we mnie". Czy w myśl jednolitości czasowej, nie lepiej: Co uruchamiało lub uruchomiło. Tak, by było to zapisane jako już dokonane? Nie wiem. Pod rozwagę daję.

    Ogólnie, to piękny, niestandardowy opis dziewczyny. Zwłaszcza jej oczu. Do tego żonglujesz obrazowo kolorami i to niestandardowymi. Bardzom na tak.

    "- Nie. – Warknąłem przez zęby. - Jestem z Marsa. Masz coś do zaklejenia tego świństwa?" - tyeraz tu. Warknąłem jest jakby nie było słowem opisującym/dookreślającym formę wypowiedzi i jako takie z małej. Kropka po "Nie" zbędna.

    "Podchodzi do człowieka piękna dziewczyna, w zasadzie rozebrana ,dotyka, a ja...," - tu zwykły pośpiech, ale cóż. Lubię estetykę. Jeśli przeszkadza Ci takie (bo przecież może) wyciąganie w zasadzie nie błedów, co dupereli, daj cynk w komentarzu. Rozsądnie dozuje pokłady swojego chi i nie będę uszczęśliwiał na siłę. A tu chodzi o spację - przecinek - brak spacji.

    " brudny jak nieszczęście, w przepoconym podkoszulku i i z włosami a`la Chopin po koncercie. " - rozmnożyło się i.

    No dobra. Dalej.

    "- Zresztą idź najpierw do łazienki i umyj tą rękę. Przydało by ci się większe mycie." - z tym sam często mam problem (zresztą, z czym nie mam). Chodzi mi o zapis "tą rękę". Mamy na portalu purystę od spraw "tę - tą" (poznałeś ją) i uparcie nam wpaja, że jak się kończy coś na ę , to jest ę I odwrotnie. Podeprę się tym: http://www.kul.pl/te-czy-ta,art_20689.html

    "u pełniła ją niska,gruba Ślązaczka w post-balzakowskim wieku z ognistorudymi włosami." - brakuje odstępu.

    Ogólnie jakoś średnio mi sie widzi (choć niekoniecznie to błąd, prędzej fanaberia moja) takie mieszanie czasów.
    Masz np: "Dziewczyny wchodziły co chwila do kuchni,"
    A zaraz niżej: "Przez otwarte drzwi widzę" - oczywiscie łatwo to odeprzeć, mówiąc, że zmieniasz po rpostu kąt spojrzenia, ale od strony płynności jest to dla mnie hamulcem w obcowaniu z tym i tak bardzo fajnym tekstem.

    No a na większym wyimku to już razi: "Przez otwarte drzwi widzę wychodzące na na zewnątrz budynku przeszklone pomieszczenie, w którym urzęduje dyżurna dziewczyna. Ubrana była w laserowo-czerwony lateks i buty ze szpilkami o długości mojego przedramienia." - urzęduje i była bardzo mi obok siebie nei leżą.

    "Widocznie teraz taka moda w środowisku. Mój plaster na dłoni chyba nie mieści się w tych kanonach trendu burdelowego." - to piękne. Generalnie masz zajebiste oko do obserwacji, Twój humor nie jest wysiłkowy, wtórny czy nadęty. Lubię zmyślność oberwacyjną. Kupuję.

    "- Kawy? - Opiekunka przybytku chowa apteczkę i uśmiecha się do mnie – Jest południe to zaczyna się ruch." - Brakuje kropki na końcu wtrącenia dialogowego.

    "Zadowolone? - pomyślałem – Z takim dziadem!Jak może być jakakolwiek kobieta zadowolona dając siebie każdemu kto zapłaci?" - brak odstępu po wykrzykniku.

    Wiesz, tonuję achy i ochy, ale abstrahując od wyciąganych drobnostek, tekst jest naprawdę w porządku.

    Tymczasem: "- W pracy jestem – przerwała mi ostro – Nie znam cię." - brak kropki po "ostro".

    "- Dobra – szepnęła do mnie – Do trzeciej nikogo nie powinno być w tym skrzydle." - i tu też brak kropki.

    No i tyle. Po seansie.
    Postawiony dylemat moralny minął mnie rykoszetem, bo jestem pewien niektórych aspektó swej moralności, więc nie płynąłem dygresyjnie wraz z bohaterem.
    Urwane łanie. Napisane również bardzo bogatym stylem ze szczególnym uzględnieniem wykorzystania umiejętności obserwacyjnych.

    Do "Łuny" w moim odczuciu nie ma żadnego startu, ale i tak się wybija ponad tutejszy szum morza.

    Zagwiazdkuję lekką ręką komplet, ale pewien niedosyt też pozostał.
    Chyba to jednak niedosyt w stylu: Messi strzelił40 bramek, to w następnym sezonie kręcimy nosem bo ma "tylko 35".

    Jest git.
    Pozdroxix.
  • puszczyk 10.05.2018
    Toś mnie dopadł! :)))
    Z tym czasem to w zasadzie masz rację. Często przyłapują mnie na tym rozjeździe, a dostrzec własne błędy, to raczej sztuka, przez duże "S".
    Tekst nie zamierza nikogo przekonywać do zmiany postaw. Jak tu dłużej pobędę, to sam zobaczysz, że ja lubię niezmiernie stawiać i opisywać dylematy, nigdy nie dając w puencie odpowiedzi.
    Tu już czytelnik się musi sam ustosunkować.
    Niezmiernie rzadko zdarza mi się "Popełnić" tekst o niczym. Takie ble, ble.
    Tylko kwestią inteligencji i uwagi odbiorcy jest dostrzeżenie przekazu nawet w w pozornych głupawkach z mojej strony.
    Odbiór tego, czy innego tekstu jest sprawą osobistych preferencji, upodobań, potrzeb i wrażliwości.
    Ja osobiście nie tratuję "Łuny" jako wybitnego osiągnięcia. Moim zdaniem spłodziłem wiele ważniejszych i głębszych opek.
    Niemniej tekst, po wrzuceniu w przestrzeń publiczną, staje się tak naprawdę, własnością czytelnika, więc nie będę z pewnością Cię do niczego przekonywał.
    Nie przeszkadza mi absolutnie Twoja drobiazgowość. Sam jestem żywioł, piszę na kolanie, nie sprawdzam, więc przyda mi się tak wnikliwe i krytyczne spojrzenie.
    Dzięki za poświęcony czas i tak rzetelny koment. :)))
  • Canulas 10.05.2018
    Również lubię urwanie tekstu w stylu in medias res. Bardzo mi się widzą teksty, które stawiają pytania. A widzą mi się jeszcze bardziej, jeśli przemycają je nienachalnie.
    Nie neguję tego, że masz lepsze teksty od Łuny, ale będąc raczej ludkiem "lokalnym", bez nadmiernego szwendactwa po e-świecie, znam tylko te, które wrzuciłeś tu.

    Druga sprawa - ja czasem mam zaburzenia odbiorcze. Coś mi się potrafi wyjątkowo uwidzieć i hołubię to wtedy bezgranicznie, opiewając wszem wobec zalety.
    Tak więc, ten... Tamto mi siadło niewyobrażalnie.
  • puszczyk 10.05.2018
    To faktycznie może wyjść Ci Messi :)
    Obadamy, bo spektrum stylu mojego pisania jest dość szerokie. Niektóre teksty trzeba koniecznie opatrywać znakiem 18+.
  • Canulas 10.05.2018
    Ten portal mimo pewnych braków ma to do siebie, że możesz pisać dość frywolnie: "kupa", "dupa" i "cholera"
  • puszczyk 10.05.2018
    Aha, ja nie miałem zamiaru odsyłać Cię na poszukiwania moich kawałków.
    Powiedziałem tylko, że są DLA MNIE teksty ważniejsze i lepsze niż tamten.
    Ale Twoja ocena jest Twoja i nic mi do niej.
  • puszczyk 10.05.2018
    Cholera, to zbyt słabe przyzwolenie :)))
  • Kim 30.05.2018
    Ja pierdole, kto tu te oceny dał, co za ludzie. Dla mnie tekst świetny, puszczyku. Postanowiłam tym razem podziubać w fabule i na tym się skupić. Dałam se spokój z technikaliami. Jak bedziesz chciał korekty, to mnie przyzwij, zrobi się i to. A teraz konkrety.
    Na moje oko widać, że to fragment większej calości. Jakiegoś cyklu z grubym zamysłem, służącym przedstawieniu czegoś konkretnego. Aczkolwiek samo w sobie i tak zacnie się czyta.
    Podoba mi się pierwsza konfronacja postaci. Od razu widać, że obie duszyczki są barwne i mają ręce i nogi. Takiego literackiego zęba, głębię. No ale u ciebie nie może być inaczej. Akcja przedstawiana jest krok po kroku z perspektywy jegomościa. Opisy są spontaniczne, proste i mają naprawdę niezłą dynamikę. Mnie wciągnęły, pożarły jak kraken. Lubię dziubać postaciom w głowach. Ty serwujesz to na tacy.
    Dalej - fragment z obrazkiem chłopaka tej dziewczyny. Ciekawe zagranie. Nasz waść chyba dostał trochę po mordzie. Zaskoczył go taki obrót sytuacji równie mocno, co mnie, czytelnika. A do tego nasza pani słusznie zauważa, że :
    "- Kurwa to zawód, a dziwka to charakter. " ładne. Czy prawdziwe - to chyba kwestia subiektywna. Jednak nasz waść wciąż chowa się za zasłoną cynizmu. Zwiewa, odmawia. Spoko. Ale wątpliwość gdzieś siedzi. Wskazują na to wahania przy koncówce tekstu.
    No i nie wyjaśniłeś, jak sprawa sie zakończyła. W sensie, niby wyjaśniłeś, ale ja odbieram to zakończenie nieco dwuznacznie. Nie wiem, czy mam prawo je tak interpretować. Może po prostu taka dwuznaczna interpretacja bardziej mi odpowiada. W sensie lepiej wpasowuje się w obraz jegomościa, którym stworzyła w głowie. Jak dla mnie - poszedłby.
    Wyprowadź z błędu :D
    Pozdrówka.
  • Kim 30.05.2018
    *który stworzyłaM w głowie.
    Zjadło mi się literkę. Dość ważną.
  • puszczyk 31.05.2018
    Witaj Kim.
    Widzę, że zaserwowałaś sobie maraton.
    Może kiedyś zdecyduję się na szczegółową korektę, ale to ma prawdziwy sens tylko wtedy, gdy masz wobec tekstu jakieś plany.
    Jeśli nie zauważyłaś większych byków, to dobrze.
    Rzeczywiście to część całości, ale trochę strach wrzucać niektóre części. Dopiero zwielokrotnione ostatnio rzesze fanów, by się rzuciły.
    Nie na tekst jako taki, bo wiem, że piszę dobrze, ale na autora i peela, za życie, jakie prowadził.
    Ależ by sobie poużywały takie wąpierze na przykład.
    Z analizą fabuły masz w zasadzie rację.
    Końcówki zawsze pozostawiam otwarte. Pytanie, czy by poszedł, gdyby nie usnął?
    Miał w sobie i za, i przeciw. Znając lepiej peela z innych opek, zapewne byś wyrobiła sobie odpowiedź.
    Może ten sen go ocalił? Choćby znając go tylko z "Baru Zacisze", można różnie mniemać.
    A może po prostu szkoda, że nie wykorzystał okazji, bo w końcu kto by się dowiedział?
    Życie jest krótkie i warto z niego czerpać.
    Ot, dylemat.
    Dlatego nie dam Ci odpowiedzi. To Twoja interpretacja i nic mi do niej.
    Masz prawo myśleć o im, jak chcesz.
  • Tjeri 31.05.2018
    Poszedł(by). :D
  • puszczyk 31.05.2018
    Znasz całość, to zaraz takie obrzydliwe wyroki ferujesz!
    A może ma chłop natchnioną i wrażliwą na moralne dylematy, duszyczkę?
  • Tjeri 31.05.2018
    hehe
  • puszczyk 31.05.2018
    Purchawka opolska.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania