Polski wątek Sophie.
Skoro „Sophie” miała przy sobie nazwisko Kowalskiego, a akcja w Belgii była tylko odwróceniem uwagi, musimy wrócić do Warszawy. Tu gra toczy się o najwyższą stawkę – o to, kto będzie trzymał rękę na kurku z gazem i prądem dla całej Europy Środkowej.
Marek Kowalski nie spał od trzydziestu godzin. Siedział w swojej Garbusie – tak, przesiadł się z Fiata, bo Garbus był cichszy i łatwiej było go zgubić w wąskich uliczkach warszawskiej Pragi. W ręku trzymał gryps, który dotarł do niego kanałami, o których istnieniu zapomnieli nawet najstarsi ubecy.
„Sophie nie żyje. Mons wyczyszczone. Kameleon wraca do bazy. Szukaj w podziemiach PAST-y”.
– Tato, to pułapka – Wiktor poprawił pistolet za paskiem spodni. – Jeśli „Sophie” była agentką Stasi, a teraz pracowała dla Belgów, to dlaczego zostawiła Twoje nazwisko?
– Bo wiedziała, że jako jedyny nie jestem na liście płac – odparł Marek, odpalając papierosa. – W tym systemie uczciwość to najlepsza polisa ubezpieczeniowa, bo nikt nie wie, jak cię kupić.
Cienie w PAST-cie
Budynek PAST-y, symbol powstania, teraz był labiryntem mrocznych korytarzy i starych central telefonicznych. To tutaj, w betonowych podziemiach, krzyżowały się linie łączności, o których nie wiedział oficjalny rząd.
Marek i Wiktor weszli przez szyb wentylacyjny. Na dole, w świetle gołych żarówek, zobaczyli coś, co sprawiło, że Markowi zdrętwiała szczęka.
Na środku podziemnej sali stał „Kameleon”. Ten sam, który uciekł z pociągu pod Kutnem. Ale nie był sam. Obok niego stał człowiek w mundurze polskiego generała i ten sam „Szary człowiek”, który wyczyścił pokój 502 w Belgii.
– Instalacja gotowa? – zapytał Szary.
– Tak – odparł Kameleon, wskazując na potężne szafy z aparaturą podsłuchową i sterowniczą. – Gdy tylko podpiszą traktat w hotelu Victoria, przejmiemy kontrolę nad wszystkimi danymi przesyłowymi. Będziemy wiedzieć o każdym ruchu wojsk, o każdym metrze sześciennym gazu. Polska będzie wolna tylko na papierze.
Ryzykowny ruch: Polska krew
Marek wiedział, że nie może po prostu wejść i zacząć strzelać. Było ich zbyt wielu.
– Wiktor, pamiętasz co mówiłem o „wyciąganiu zawleczki”? – szepnął Marek. – Tym razem zrobimy to dosłownie.
Marek wyciągnął z kieszeni stary, wojskowy granat błyskowy, który „pożyczył” z magazynu.
– Gdy rzucę, ty wbiegasz do szafy sterowniczej i wyrywasz główny kabel zasilający. Nie niszcz go. Po prostu go rozłącz. Musimy mieć dowód, że to tu było.
Huk granatu rozdarł ciszę podziemi. Oślepiający blask na kilka sekund zamienił noc w dzień. Marek wypadł zza filaru, strzelając w stronę ochroniarzy, by zmusić ich do odwrotu. Wiktor, zwinny jak cień, dopadł do aparatury.
– Mam go! – krzyknął Wiktor, ale w tym samym momencie „Kameleon” wyłonił się zza szafy, celując chłopakowi prosto w serce.
– Znowu ty, szczeniaku – warknął Kameleon. – Tym razem nie ma hamulca bezpieczeństwa.
Marek zamarł. Pistolet w jego dłoni drżał. Nie mógł strzelić, bo ryzykował trafienie syna.
– Puść go, „Kameleonie”. Mam listę. Tę prawdziwą. Tę, na której jest nazwisko tego generała, który stoi obok ciebie. Dziennikarz z „Reutersa” ma ją w depozycie. Jeśli tu zginiemy, jutro rano cała Europa dowie się, kto buduje ten „lewy rurociąg”.
Generał pobladł.
– Zabij ich! – wrzasnął do Kameleona. – Zabij ich wszystkich!
Ale „Szary człowiek” położył dłoń na lufie pistoletu Kameleona.
– Nie – powiedział spokojnie. – Jeśli Marek mówi prawdę, jesteśmy spaleni. Kameleon, wycofujemy się. Mons było ostrzeżeniem, ale Warszawa to nie Belgia. Tu ludzie są zbyt nieprzewidywalni.
Ostatni akord
W zamieszaniu, gdy Szary człowiek i Kameleon zaczęli się wycofywać tajnym przejściem w stronę kanałów, Marek dopadł do syna.
– Żyjesz?
– Tak, tato. Ale spójrz na to.
Wiktor trzymał w ręku mały przedmiot, który wyrwał z aparatury. To był mikroczip, na którym widniało logo... polskiego wywiadu wojskowego, ale z doklejoną małą naklejką z symbolem Stasi.
– To był wspólny projekt – mruknął Marek. – Starzy ubecy i nowi gracze z Zachodu. Sophie Schmidt chciała to zatrzymać, dlatego zginęła. Była podwójną agentką, która w ostatniej chwili wybrała stronę... naszą stronę.
Marek spojrzał na zegarek. Świt nad Warszawą już blisko.
– Jedziemy do hotelu Victoria. Ale nie będziemy negocjować. Po prostu wejdziemy na salę konferencyjną i położymy ten czip na stole przed wszystkimi delegatami.
– A co jeśli nas zastrzelą na wejściu? – zapytał Wiktor.
Marek uśmiechnął się, tym razem bez goryczy.
– Wtedy przynajmniej będziemy najsłynniejszymi „legendami miejskimi” w historii tego miasta.
Sprawa polska nie skończyła się tamtej nocy. Ale dzięki Markowi i Wiktorowi, „ Sophie” nie zginęła nadaremnie. Polska zyskała kilka lat względnego spokoju, zanim cienie z pokoju 502 znów zaczęły pełzać po korytarzach władzy... ale to już historia na zupełnie inny kryminał.
Chcesz wiedzieć, co stało się z „Kameleonem”? A może czas sprawdzić, co Marek odkrył w archiwach po tym, jak kurz opadł?
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania