Południe w żółtym polu
Przez polne drogi w białej koronce,
wzdłuż światła wiosennej zatoki topól
szłaś odklejając liść od liścia,
a chmury się tkały w czystej postaci,
bez jesiennych gałęzi i resztek poroży.
Przy owadzim i dzikim lądowisku
stawałaś się cienką ścianą deszczu.
Chciałem w nią wpinać kwiaty,
oprzeć się o miękki warkocz ziemi.
Komentarze (16)
Nie wiem, czy poprawnie napisałeś ten wiersz i czy poprawnie go odbieram, ale bardzo mi się podoba. Dopiero co powrócilam ze wzgórz, gdzie polne dróżki tworzyły bajeczne koronki, a białoskóre brzozy tworzyły wśrod nich małe zatoki. W Twoim utworze znów poczułam smagnięcie południowego słońca, zapach polnych kwiatów i kurzu unoszonego przez końskie kopyta, a to wszystko wydawało się na wyciągnięcie ręki, a po niebo tylko wyciągnąć rękę. Daję piątkę za wspomnienie, za przypomnienie czegoś, co umknęło w pewnym momencie.
Pozdrawiam.
Violet, dziękuję za ciekawy komentarz.
Pozdrawiam.
zajrzałem i ja, coś się ostatnio rzadko pojawiasz
Zapracowany jestem, robie w żółtym polu.
Podoba mi się twój wiersz pięć
Pozdrawiam czesc pa
nie podoba mi się ''warkocz ziemi'', ''ściana deszczu'' jakoś nie brzmi to fajnie choć wiersz sam w sobie liryczny.
Iwona, dziękuję za refleksję.
Pomyślało mi się, przeczytawszy to, takie określenie - "spuchnięty Harasymowicz". Przepraszam, ale jak by co - to jest komplement.
Ładne, zwiewne, takie łagodne; uspokajające. 5. Pzdr
Rubik, dzięki za ciekawe skojarzenie.
Jakbym oglądał dzieło Rembrandta, pełne koronek, ciepłego światła, przesycone duchem Rollanda. Dziękuję za łapiące za serducho doznania. ;) 5
Karawanie, bez przesady nieuzasadnionych zbytnio ;) Dzięki za przeczytanie.
dla mnie przyjemny bałagan tutaj
Dzięki za opinię.
Poetycko :-)
Dziękuję.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania