Południowe Palmy - Ziggurrat, Stroma Plaża i Miasta z Palmami

gatunek: sny/surrealizm/podróże/przygoda/fantastyka/komedia

 

POŁUDNIOWE PALMY - ZIGGURRAT, STROMA PLAŻA I MIASTA Z PALMAMI

 

ZIGGURRAT I STROMA PLAŻA

 

Gdzieś daleko, gdzie nie było czasu tylko bez przerwy panował pogodny zachód słońca, mający kolor złocisty lub pomarańczowy lecz niekiedy różowy albo czerwony, znajdowała się szeroka i bardzo długa plaża, która zdawała się ciągnąć w nieskończoność. Niedaleko niej wznosiło się wzgórze z bardzo pięknym widokiem na całą okolicę. Tam nigdy nie było mrozów, a upały zdarzały się rzadko. Na tym wzgórzu stał wielki zamek zbudowany z jasnobrązowych cegieł, nazywający się Ziggurrat. Jego wnętrze było owianym tajemnicą tematem rozmów, legend, mitów i dzieł sztuki. Część plaży, która rozciągała się między wzgórzem a poziomem morza, była dosyć bardzo stroma. Strefa była nazywana przez tajemniczych mieszkańców tej krainy "Stromą Plażą" i dosyć licznie przez nich zamieszkiwana.

 

Wnętrze Ziggurratu znajdowało się za grubymi i twardymi kamiennymi drzwiami, oraz skrywało wiele różnych skarbów, takich jak diamenty i garnce pełne niezwykłych złotych monet szczęścia.

 

MIASTA Z PALMAMI

 

Między dziedzińcem otaczającym Ziggurrat a półlegendarną strefą zasypaną przez piasek plażowy znajdowała się warstwa zbudowana ręką wybranych ludzi z Umiarkolandii, a nazywana Palmowymi Miastami i ciągnąca się, jeśli by wierzyć legendom, wzdłuż całego wybrzeża. Według opisów tych, którym dane było odwiedzić w swoich snach plażę wraz z jej okolicami, była ona zamieszkana przez tajemniczych ludzi emanujących pozytywną energią, a także przez istoty wyglądające bardzo podobnie do postaci z podań i mitów. Składała się ona przede wszystkim z domków letniskowych, hoteli i różnych lokali otoczonych ogródkami pełnymi drzew liściastych, palm i bananowców.

 

POSZUKIWACZ SKARBÓW I INNI PODRÓŻNICY

 

Poszukiwacz Skarbów miał trzydzieści kilka lat, lekko muskularną budowę ciała, wzrost średni i raczej krótkie, jasnobrązowe włosy. Był ubrany w jasnoniebieskie spodnie dżinsowe, jasnobrązowy kapelusz kowbojski, ciemnobeżową koszulę i niskie brązowe buty. Mieszkał na Planecie Przygód i Skarbów oraz miał kilka domów. Najdroższy z nich wyglądał jak mały zamek, a najtańszy przypominał nieduży domek letniskowy nad jeziorem.

 

Był silny i szybki, oraz uzbrojony w kilka różnych rodzajów broni różnego rodzaju, takich jak nóż, łom, łopata, dwa rewolwery, strzelba, karabin maszynowy, działo laserowe i wyrzutnia rakiet. Miał on to wszystko ukryte w kieszeniach dzięki magicznej futurystycznej technologii miniaturyzacji.

 

Lubił podróżować, zwiedzać świat, rozwiązywać zagadki, znajdować skarby i odkrywać starodawne przedmioty oraz pozostałości po budynkach, osadach i miastach.

 

Jednego razu szedł przez długą i szeroką sawannę, aż doszedł nad ocean. Zanim zobaczył plażę, najpierw ujrzał Ziggurrat. Wszedł na szczyt tej swoistej piramidy, po czym rozłupał kamienne drzwi na kilka kawałków siłą swoich mięśni, kopiąc je z całych sił i jednocześnie z półobrotu. Wszedł do środka, gdzie znalazł kilka szarych i brązowych garnców, pełnych diamentów i starożytnych złotych monet. Przeteleportował je do swojego świata za pomocą specjalnego przesyłacza przedmiotów i stworzeń. Gdy wyszedł na zewnątrz, nad jego głową przeleciał beżowy pelikan z jasnopomarańczowym dziobem.

 

Tymczasem na pogranicze płaskiego lasostepu i stromej plaży przyszło czworo miłośników długich wędrówek po tajemniczych zakątkach różnych pięknych światów i spędzania czasu na wolnym powietrzu. Oni również pochodzili z Planety Przygód i Skarbów. Rozbili namiot w kształcie muszli ślimaka, po czym zrobili sobie piknik i ognisko. Z punktu, w którym się zatrzymali, rozpościerał się widok na całą okolicę. Nad głowami przeleciała im biała mewa.

 

Spośród wysokich traw i krzaków oraz niskich drzew pełnych owoców o różnych kolorach, rozmiarach i kształtach wyszedł nagle dwudziestokilkuletni, raczej szczupły mężczyzna średniego wzrostu, ubrany w niebieski kombinezon i noszący fioletowy hełm na głowie. Ciągnął za sobą nieduży jednoosobowy pojazd w kształcie czołgu i o różowo-pomarańczowych kolorach. Zjechał na nim w dół po stromej plaży, aż znalazł się na promenadzie, pośród niskich jasnobrązowych drewnianych budynków, pomiędzy którymi gdzieniegdzie rosły palmy wachlarzowe z rodzaju Waszyngtonia. W pióropuszach liści na szczytach pni tych tropikalnych roślin żyły latające ptaki, skaczące wiewiórki i biegające kraby.

 

Po drodze spotkał zieloną jaszczurkę, a gdy pojazd się zatrzymał, przywitał go szarobrązowy żółw. Potem człowiek poszedł na długą i szeroką plażę, na której leżało sporo muszelek opuszczonych przez małże i ślimaki. Niektóre skorupki przemieszczały się, spacerowały, a nawet biegały. To były kraby pustelniki, które zrobiły z nich swoje nowe domy, tymczasowe a może i na zawsze.

 

Niecodzienny podróżnik, który ześlizgnął się na swym pojeździe ze stromej góry piasku na wchodzącą do morza przybrzeżną nizinę, sam również wszedł do wody. Miniaturowy czołg jednoosobowy okazał się nie tylko dobrymi saniami, ale także sprawną łodzią. Raczej nietypowo wyglądający turysta wskoczył na pokład i popłynął na jedną z kilkudziesięciu pobliskich niedużych wysp, spośród których kilkanaście z nich leżało tak blisko brzegu, że były one widoczne na horyzoncie.

 

Tymczasem Poszukiwacz Skarbów zszedł ze stromej części plaży na dół po drewnianych schodach, gdzieniegdzie otoczonych wysokimi trawami nadmorskimi. W połowie drogi, jego uwagę przykuł kanion, całkowicie utworzony z piasku plażowego. Mężczyzna zatrzymał się i wszedł w dolinę, która okazała się mieć kształt w jednych miejscach zygzakowaty a w innych esowaty. Tworzyła rodzaj korytarza. Oprócz tego posiadała ona kilka tajemniczych jakby zatok, a w każdej z nich stał nieduży drewniany budynek.

 

Człowiek otworzył drzwi i obejrzał wnętrze każdego po kolei. Jedne wyglądały bardziej jak opuszczone domy z ogródkami zasypanymi piaskiem, a inne przypominały pozostawione restauracje albo zajazdy z parkingami zarośniętymi dziką trawą i chwastami. Na obszarach porośniętych tą roślinnością żyło kilka brązowych dzików. Przeszukując pomieszczenia, łowca przygód i skarbów znalazł cenne starożytne zwoje, tablice z wykutymi tekstami oraz trochę diamentów i złotych monet. Gdy przeszukał cały teren, wrócił na stromą część plaży, wsiadł do swojego małego pojazdu w kształcie czołgu i pojechał dalej w dół. Zatrzymał się na płaskiej części plaży, pośród drewnianych domów i otaczających je tropikalnych ogródków z palmami.

 

ZBIÓRKA TURYSTÓW I WIZYTA NA JEDNEJ Z POBLISKICH NIEWIELKICH WYSP

 

Wtedy z powrotem z pobliskiego archipelagu niedużych wysp przypłynął człowiek, który wcześniej był ubrany w kombinezon i hełm. Tym razem miał na sobie strój nurka, a przypłynął na jasnofioletowej plastikowej łódce w kształcie łabędzia.

 

Czworo podróżników, którzy mieli namiot w kształcie muszli ślimaka, skończyli urządzać sobie piknik i ognisko, a następnie również zeszli z porośniętego sawanną płaskowyżu na przybrzeżną plażową nizinę. Teraz sześcioro niecodziennych plażowiczów było razem. Postanowili oni zbudować dużą zabawną i zarazem dziwną tratwę z drewna i z różnych okolicznych odpadów, spotykanych niekiedy w całej okolicy.

 

Gdy skonstruowali nowy pojazd wodny, okazał się on mieć dwa piętra, ściany z oknami, piękny balkon na suficie, i duży otwór w podłodze, aby mógł przez niego przedostać się człowiek. Więc chyba załatwili sprawę w taki sposób, w jaki oni by sobie tego życzyli. Łódka wyglądała w miarę dziwnie. Wszyscy weszli na drewniany pokład i odepchnęli się od brzegu, a wtedy przywitały ich blaszane ściany z otworami które miały udawać okna, wielka dziura w drewnianej podłodze i drabina prowadząca na drugie piętro oraz na otoczony metalowym płotem balkon znajdujący się na dachu.

 

Podczas rejsu spotkali pelikana i mewę, które kłóciły się o małą szaroniebieską rybę. Zauważyli też chmury, które okazały sie ławicami latających ryb. Później podeszli do burty i zajrzeli w morze, a wtedy zauważyli zielono-żółte żółwie morskie, które wyskakiwały z wody jak delfiny oraz wieloryba, tyle że go nie widzieli w morzu ale wysoko nad swoimi głowami, prześlizgującego się między chmurami. Wkrótce wyszło na jaw, dlaczego żółwie wyskakiwały z wody. Gonił je rekin z rodzaju żarłacz. Był długi na pięć i pół metra, miał kolor jasnozielony oraz ciemnożółte poprzecznie ułożone pręgi na grzbiecie.

 

W końcu podróżnicy dopłynęli na wyspę. Miała ona ciemnozieloną roślinność i piasek w jednych miejscach koloru kremowego, a w innych różne odcienie koloru beżowego. Rozejrzeli się dookoła. Spotkali stado różowych ptaków nazywanych flamingami a znanych także jako czerwonaki i zauważyli kilka niedużych parterowych drewnianych domków stojących nieopodal plaży, pośród palm kokosowych porastających całą wyspę.

 

Idąc wzdłuż wybrzeża, znaleźli przybrzeżne miasteczko z przystanią, kanałem i pomostem, zbudowane nad rzeką. W jego centrum znajdował się okrągły beżowy plac otoczony licznymi kwitnącymi krzewami czerwonego hibiskusa, kilkunastoma palmami z rodzaju sabal i białymi oraz jasnobrązowymi budynkami. W samym środku wyłożonego kafelkami obszaru stała duża fontanna koloru kremowego i w kształcie koła.

 

Niecodziennie wyglądająca grupka turystów poszła do jednego z lokali, często spotykanych na parterach budynków. Wybrali restaurację. Spotkali tam kilkoro spośród znanych i lubianych aktorów oraz aktorek z istniejącego na planecie Dreamworld serialu przygodowo-obyczajowo-komediowego "Szalone Lata 1945-2017". Kupili i zjedli po kilka krewetek, raków oraz małych krabów, a także usłyszeli od artystów o kulisowych i zakulisowych ciekawostkach na temat jednej ze swoich ulubionych produkcji telewizyjnych.

 

Gdy aktorzy i fani skończyli jeść, wszyscy razem wyszli z lokalu jako jedna grupa. Poszli wspólnie na plażę, która znajdowała się bardzo blisko, wyciągnęli zza swoich pleców kolorowe deski surfingowe, wbiegli do płycizny oceanu pełnej wzburzonej piany i zaczęli surfować wśród fal, płynąc w stronę stojącego w przystani jachtu, którym przypłynęli artyści. Otworzyły się drzwi specjalnego wodnego garażu dla małych jednostek pływających takich jak motorówki i pontony, wszyscy wpłynęli do środka, a potem drzwi zamknęły się. Następnie, duża łódź odbiła od brzegu, odpłynęła w głąb morza, uniosła się w powietrzu i powoli pofrunęła wysoko w stronę nieba, znikając jako mały punkcik gdzieś pośród żółtych chmur na tle pomarańczowego nieba.

 

Koniec.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania