Pomarańczowy rejs

Statek pod piracką banderą podniósł kotwicę i wypłynął w morze. Kapitan wpatrzony w horyzont wspominał obraz, który widział na ścianie pokoju, gdzie ostatniej nocy kochał się z kobietą.

— Coś pana dręczy Kapitanie – usłyszał głos Bosmana.

— Widziałem portret, a właściwie zdjęcie dwojga ludzi.

— Stęsknił się pan za domem Kapitanie?

— Nie. Jednak to, co widziałem może dotyczyć i pana, i mnie i całej załogi.

— W jaki sposób?

— Na zdjęciu jest dwoje ludzi. Mężczyzna siedzi skupiony nad rysunkiem, a kobieta stoi z dłonią na jego ramieniu. Zainteresowani pracą, a jednak blisko siebie myślami. Tuż za nimi – mówił dalej w zamyśleniu – widać wielką starą lampę z abażurem, która rzuca półkoliste światło.

— Rozumiem, że obraz urzekł pana, ale nadal nie pojmuję, jaki wpływ na losy całej załogi może mieć urok tego dzieła?

— Tych dwoje, mój drogi Bosmanie, ze względu na kształt i kolor rzucanego światła, wygląda jakby pracowało, płynąc w połówce pomarańczy.

Bosman milczał dłuższą chwilę, patrząc na prawy profil twarzy Kapitana. Wreszcie zapytał:

— Wciąż pan wierzy w tamtą opowieść?

— Nie wiem, ale nie mogę zapomnieć, co mówił ten dziwny człowiek, kiedy wręczał nam skrzynię między trzema morzami.

— Pamiętam – odparł Bosman. — Ostrzegł nas wtedy, abyśmy jej nie otwierali.

— Tak. Do momentu, aż odnajdziemy owoc, w którym dwoje zaklętych ludzi obudzi się na naszej łodzi, a wtedy my odnajdziemy drogę, której tak długo szukamy.

— Ale przecież nie błądzimy Kapitanie.

— Na pewno Bosmanie?

— Mamy busole, kompasy i sekstanty. Czytamy mapy, gwiazdy, rozumiemy prądy morza. Zawsze trafiamy do portów, które są naszym celem…

— Każ podsłuchać i rozkroić każdą pomarańczę! – rzekł Kapitan nagle. — Ostrożnie, nie wolno ich skrzywdzić. Mam nadzieję, że mają na tyle rozsądku, aby nie siedzieć przy samej łupinie.

— Przemycamy sto dwadzieścia ton owoców. To praca na lata dla całej załogi.

Nagle z głębin wynurzył się rekin. Rozejrzał się i zatrzymał wzrok na pirackiej łodzi. Kapitan i Bosman pozdrowili rybę, a rekin uśmiechnął się szerzej niż zazwyczaj, chociaż wydawało się to niemożliwe, i na powrót zanurkował w morze. Przerażony nie wierzył, że na dnie, które znał tak dobrze, tłum obłąkanych w bezwstydnym szaleństwie zadaje ból sobie, zadaje ból innym, niszczy kopuły i buduje wieże. Zamknął powieki i zachował obraz, po czym wystrzelił cielskiem w górę i błysnął ślepiami w oczy Kapitana. Dwóch marynarzy zalała woda solona zdziwieniem.

— Co mu się stało?

— Nie wiem. Wykonać rozkaz Bosmanie!

Błysnęły pirackie noże. Cały kunszt cięć ćwiczonych przez lata poszedł w pomarańcze, na podłogę leciały łupiny i sączył się sok, a dookoła panowała cisza. Nikt nie próżnował, nawet morze pracowało spokojem. Piraci przytulali do uszu owoce, delikatnie pukali w cytrusy, a potem ostrożnym cięciem rozcinali miękisz.

— Są! – krzyknął nagle Nawigator.

Kapitan podszedł powoli i odebrał owoc z ręki przyjaciela. Objął pomarańczę dłońmi, położył na stole, rozejrzał się po śniadych twarzach i zapytał:

— Kto wykona cięcie?

Piracki statek utonął w napiętym milczeniu.

— Ja Kapitanie! – świsnął toporek i przeciął owoc tuż tuż nad głowami pracującej pary.

— Witaj stary przyjacielu.

— Witaj Kapitanie.

Ze stołu w mig zniknęły mapy i nawigacyjne cacka; na środku olbrzymiego blatu pojawiła się połówka owocu położona delikatną ręką jednego z piratów. Stół otoczyła zgraja morskich wilków, a Kapitan położył palec na ustach, nakazując ciszę. Cała załoga, oprócz obserwatora na bocianim gnieździe, pochyliła się nad połówką pomarańczy.

— Co to jest? – zapytała kobieta.

— Takie tam mazaje – odparł mężczyzna, nie przestając rysować.

— Spójrz na jej oczy! – szepnął Nawigator do Bosmana.

— Ciii – Kapitan ponownie położył palec na ustach nakazującym ciszę gestem.

A wielkie brązowe oczy kobiety stawały się coraz większe i większe aż przekroczyły granice jezior, mórz i oceanów.

— Są piękne – nie wytrzymał i szepnął Nawigator.

Stojący obok Bosman skarcił przyjaciela mocnym szturchnięciem. Pochylili się w ciszy nad połówką pomarańczy.

— To chyba port – mężczyzna wydawał się zakłopotany.

— Tak port! – ucieszyła się. — Nazywaj to coś portem i nie inaczej, dobrze? – poprosiła.

— Dobrze – uśmiechnął się i pogładził kruchą dłoń spoczywającą na swoim ramieniu.

— Pamiętasz? Chciałeś kupić port. Ten nienazwany, na Półwyspie.

— Pamiętam – mężczyzna posmutniał.

— Nie chcesz już?

— Byłem młodszy…

— Nie mów tak! Nie lubię gdy gubisz marzenia! – krzyknęła kobieta. — To tak jakby ciebie ubywało – teraz szeptała. – Pamiętasz? Stanowisz wraz ze mną ułamek kontynentu…

— …część lądu – dopowiedział cytatem i pogładził jej dłoń.

— I jeżeli morze zabierze choćby mały skrawek ciebie, cierpię.

— Nie chcę, abyś cierpiała.

— Więc nie mów tak. Pracuj – nakazała.

Ołówek w sprawnej dłoni pędził slalomem między cieniem i światłem, to uwydatniał, to rozmywał kontury.

— Co to za liczba? Ta na bramie naszego portu?

— Kochanie daj popracować…

— Ale co to za liczba? – tupnęła nogą jak zniecierpliwione dziecko.

— Liczba statków, które mogą wpłynąć.

— Tylko osiem? – żal pojawił się już blisko płaczu.

— Ograniczają nas przestrzeń i możliwości.

Kapitan pochylił się nad pomarańczą.

— Trzysta – szepnął cichutko do ucha kobiety.

Rozejrzała się, lecz nie widząc nikogo prócz mężczyzny, z którym pracowała, wzruszyła ramionami.

— Trzysta! – rzuciła twardo jak doświadczony kontrahent.

Ołówek i gumka w sprawnej dłoni zmniejszyły rzeczy niepotrzebnie wielkie i powiększyły to, co istotne. Trzysta nowych beczek cumowniczych czekało na statki.

— Jakie to ładne – szepnęła.

— Ładne? A pamiętasz jak odrzucił nas odór zmieszanych zapachów ryb, okrętowego paliwa, potu marynarzy i knajpianych woni?

— Normalny zapach ciężkiej marynarskiej pracy – wzruszyła ramionami. – Chcemy tam wrócić, prawda?

— Prawda.

— Poza tym to prawdziwy port, a nie makieta dla turystów. Muszą być speluny i burdele! Rysuj!

— Kochanie! – popatrzył na nią z udanym oburzeniem.

— No co?

— No nic.

Musnęli się ustami. On wrócił do pracy, ona dzielnie mu towarzyszyła.

— Dobrze?

— Teraz dobrze. A statek?

— Jeszcze port niegotowy.

— To dokończ budowę – rozkazała.

Kobieta patrzyła na szarą ciszę jakby umilkły nagle tony, zgasł światłocień i zatrzymała się gra kontrastów.

— Jest taki straszny, ciemny, milczący.

Popatrzyli na siebie i między nimi we wspólnej pamięci przepłynął kuter, który widzieli zacumowany o zmroku. Czarny, z żałobnym krzyżem na górze kabiny, wyglądał jak zapowiedź śmierci albo pływająca trumna.

— Wpłynęli na morze milczenia – westchnął w myśli Kapitan. — Zawsze rozlewa się między ludźmi, kiedy siadają na przeciwnych brzegach, aby nie móc się widzieć ani słyszeć, chociaż powinni sobie jeszcze coś powiedzieć. Nawet nasz rekin omija ten akwen.

— Musi tak być? – zapytała smutno.

— Nie, jeżeli zbudujemy statek.

— To zbudujmy ten statek – poprosiła czule.

— Dobrze – rozpogodził siebie i kobietę, szybkimi ruchami rysując jednostkę.

Nagle krzyknęła. Przerażona ukryła twarz w dłoniach, lecz patrzyła przez palce. Przytuliła się mocno do mężczyzny, z którym pracowała.

— Spójrz! Spójrz na nasz statek! Tam są… piraci!

— O cholera!

Skorzystała z pomocnej dłoni Kapitana i zgrabnym ruchem wyszła z pomarańczy.

— Witaj Chajelet.

— Witaj Kapitanie.

— Przynieście hebanową skrzynię! – polecił Kapitan.

Czterech piratów, dwóch z przodu, dwóch z tyłu wniosło na drągach hebanowy kufer. Postawili skrzynię na stole i stanęli wśród pozostałej załogi.

— Chajelet – poprosił Kapitan.

Skinęła głową i tuż nad skrzynią trzykrotnie przesunęła dłońmi; uniosło się wieko, uwalniając obłok prześwietlony słońcem. Zjawiło się miasto, a kobiece dłonie ułożone w czarkę utonęły na chwilę wśród wież, kopuł i murów.

— Nie dotykaj wież miasta – szepnął Kapitan. – Przynoszą nieszczęście, a ich iglice mogą pokaleczyć.

— Wiem – odparła, po czym wyciągnęła dłonie, z których wylała mrzonki, marzenia, nadzieję i wiarę.

Obecni milczeli. Wieko skrzyni opadło i zakryło miasto.

— Jak tam dotrzemy? – zapytał Kapitan.

— Popłyniemy lądem między trzema morzami. Poproszę dziennik pokładowy Kapitanie.

Sięgnęła do pomarańczy po pióro i złotą stalówką zaczęła notatkę:

„Statek pod piracką banderą podniósł kotwicę i wypłynął w morze…”

— Proszę, ten jest dla pani – usłyszała, gdy chwilę później, z nieobecną twarzą, tym samym piórem podpisała odbiór odpisu aktu zgonu.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze

  • Wrotycz tydzień temu
    Jaka to piękna... nasycona przypowieść o trzech najważniejszych, splecionych filarach bytu. O życiu, miłości i o śmierci.
    Jestem zauroczona symboliką, metaforami, językiem. Wrócę.
    5!
  • Nachszon tydzień temu
    Dzięki Wrotycz. Gościo miał szansę. Mógł stwierdzić, że Kapitan kochał się z kobietą na ścianie pokoju, ale teraz po ptokach, bo to już moja sugestia. Z drugiej strony, czego nie? Trochę perwersji nie zaszkodzi. Bardzo Ci dziękuję. O obiekcie komar chlejącym krew chrzczoną winem pamiętam ale muszę mieć trochę spokoju na to.
  • Wrotycz 6 dni temu
    Nachszon, jaki Gościo? Demiurg-rysownik? Na bogato jak zwykle zamotałeś, czyli Nachszonowa norma to przywalić czytelnikowi tak, aby nie mógł ze swojej niemal dobrej, bo niemal logicznej, poukładanej interpretacji być chociaż średnio zadowolony.
    Po pierwszym wczorajszym czytaniu sądziłam, że... eureka!
    Błąd, bo czytam dzisiaj i widzę koszmarne dziury w odczucie. Zmuszasz czytelnika do wodzenia palcem po każdej linijce tekstu, a jego neurony do akrobatyki pod kopułą, na trapezie, z którego co rusz spadają.
    No dobrze, koniec z pretensjami, bo lektura Pomarańczowego rejsu daje ogrom doznań. Estetycznych i etycznych głównie i tu pełna zgoda z 1. opinią.
    Chaotycznie i pobieżnie Ci przedstawię rozczyt, bo wczorajsza koncepcja pod wpływem kilku uważniej przeczytanych zdań poległa.

    Narrator trzecioosobowy - wszechwiedza.
    Klamra: zdanie pierwsze i to identyczne wpisane do dziennika pokładowego przez Chajelet (żołnierkę?) każe mi sytuować czas w palingenezie: "To co jest, już było, a to, co ma być kiedyś, już jest."
    Wieczny Powrót.
    Przestrzeń - rejs, żegluga, morze, trzy morza, port, statek piratów, statek śmierci (milczenia), Półwysep
    oraz
    wnętrze pomarańczy i wcześniejsza przestrzeń milczenia.
    Bohaterowie - sporo ich, pierwszoplanowi: Kapitan, kobieta (Chajelet) i mężczyzna w pomarańczy.
    Dalej: Bosman, Nawigator.
    Anonimowa załoga statku, dziwny człowiek wręczający skrzynię, rekin.
    Jedna kobieta i jednocześnie jedna osoba z nadanym imieniem.
    Pozostali, jak to w przypowieściach, bezimienni, funkcja jest ich obrazowaniem.
    Kapitan dowodzi, wyznacza kurs, wybiera strategię, zwycięża.
    Bosman - od praktycznych działań na statku, prawa ręka Kapitana.
    Nawigator - odnajduje cel: pomarańczę z ukrytą w niej parą, czyli Demiurg-rysownik stwarzający światy (obiekty) oraz Chajelet - jego kobieta.
    Sądzę, że w postać rysownika odzwierciedla platońską ideę, byt niematerialny ale jak najbardziej istniejący w niedostępnej nam sferze doskonałości. Mężczyzna i kobieta to pierwsi bogowie doskonałego świata, ale, jak twierdzi rekin, jego mieszkańcy zrobią wszystko, by zepsuć doskonałą przestrzeń.

    Dalej - obraz w obrazie. Cofamy się do 1. akapitu. Kapitan kochał się z kobietą. Sugerujesz, że tą z obrazu.
    Tu jest wielkie spięcie materialności (obraz na ścianie podświetlony lampą) i tego, co stanowi obok naczelnego pojęcia ----> życie to żegluga, drugi najważniejszy temat opowiadania. Czyli znana od wieków legenda o podzieleniu duszy na dwie połówki pomarańczy, które rzucone w świat usiłują się odnaleźć. Tylko i wyłącznie wtedy rodzi się miłość idealna, pełnia.
    Pytanie: czy ci w pomarańczy, są jedną duszą? Czy odnaleźli się po rozdzieleniu?

    Zaraz wrócę do myślenia...
  • Wrotycz 6 dni temu
    Kapitan jest zauroczony towarzyszką Rysownika. Po rozpoczęciu rejsu chce zrobić wszystko, aby ją odnaleźć. Chce rozdzielić duszę-pomarańczę (jak mityczna bogini), zabrać Rysownikowi część jego lądu, Ją - kobietę.
    Pamięta o skrzyni hebanowej, która ma wskazać drogę, o możliwości jej otworzenia tylko wtedy, kiedy znajdą zaklętych ludzi na pokładzie.
    120 ton pomarańczy czeka. Cięcia. Nawigator znajduje właściwą. Świetny ten fragment, czyta się jak najpiękniejsza baśń z dzieciństwa.
    Kolejny cudny moment - rozmowa pary w odsłoniętej połówce owocu. Z rozmowy dowiadujemy się o powstającym uniwersum pary. Nowym, bo wspominają brud realnego portu. Czyli oni też się odnaleźli, byli połówkami w materialnej rzeczywistości, no tak! Jest odpowiedź na moje pytanie.
    Ale na obrazie pojawia się statek - milczenie, więc umarli. Stali się jedną duszą na zawsze. Na zawsze? Nie, bo wyjęta z pomarańczy kobieta podpisze z "nieobecną twarzą" akt zgonu towarzysza, swej połówki.
    Ale czy Kapitan będzie jej nową połówką? Owoc może mieć trzy połówki? Nie.
    Zgodnie z ideą Wiecznego Powrotu znowu raz będzie się z nią kochał, później wypłynie w rejs... wszystko się powtórzy.
    Nie można płynąć lądem przez trzy morza. Nie trafią do miasta ze skrzyni, z którego Chajelet wyleje dłońmi niematerialność: mrzonki, marzenia, nadzieję i wiarę...
    Coś mi jeszcze umyka, ale chyba dzisiaj tego nie złapię.
    Przepiękny utwór, Nachszon.

    Hm, Kapitan może występować w dwóch postaciach.... ale to już inna interpretacja.
  • Nachszon 6 dni temu
    Wrotycz ja pierdolę. A jednak wygrzebałoś żołnierkę. Aż mnie wycięło. Reszty komenta jeszcze nie czytałem bo szok potężny. Ja pierdzielę.
  • Nachszon 6 dni temu
    Wrotycz niczego nie sugeruję! Pisząc o gościu miałem myśli pilnego czy jak mu tam., że będzie zaraz szukaj dziury:)
  • Nachszon 5 dni temu
    Wrotycz Czytam po raz kolejny Twoje komentarze i jestem w szoku (co paliłoś w tym czasie? skąd masz taki dobry towar? ostatnio taką jakość towaru spotkałem na Malcie, częstował nim nasz znajomy Czarny Maltańczyk z dredami do pasa). Interpretacja kosmiczna przygniotła mnie samego, a skoro taka interpretacja powstała, to znaczy, że tekst w sobie niesie taką treść. To, co zrobiłoś, nobilituje i Ciebie, i mnie i tekst. I teraz mam dylemat, czy zdradzić podstawę, czy nie? Bo podstawa, proces niskopoziomowy jest łatwiejszy tutaj, prostszy niż ten wysokopoziomowy wysnuty przez Ciebie.

    Napiszę. Chajelet, czyli żołnierka, ponieważ na godne przeżycie odejścia najbliższej osoby trzeba mieć odwagę. A żołnierz kojarzy się z odwagą. Każdy z nas ma w sobie Kapitana, który dowodzi, Bosmana od działań praktycznych, Nawigatora, który wskazuje nam nie zawsze właściwą drogę czy Obserwatora na bocianim gnieździe ostrzegającego przed niebezpieczeństwami. Jeżeli policzy się wszystkie osoby, okaże się, że na pewno jest ich ponad dziesięć, a więc spełniony został wymóg dziesięciu dorosłych osób (minjan) do odmówienia Kadiszu (żydowska modlitwa żałobna). Rozmowa to wspomnienie wspólnego życia, które przebiegło słodko i soczyście jak w pomarańczy, z drobnymi napięciami, ale bez większych burz. Ale w tej pomarańczy było miejsce na normalne życie, to nie była spokojna egzystencja odseparowana od świata ("muszą być speluny i burdele"). Przecięcie pomarańczy to pierwszy etap odejścia osoby ze świadomości. Ten, który przeciął toporem pomarańczę to anioł śmierci (zauważ, że pojawia się znikąd), tylko dla żartu zamiast miecza dałem mu toporek. Napisałem, że życie przebiegało bez większych burz, między innymi dzięki tak lekceważonemu często komfortowi finansowemu: "Chciałeś kupić port". Port tani nie jest, więc skoro były takie zakusy, więc kasy pewnie nie brakowało. Co to za miasto? Co to za morza? No tego już nie napiszę, ale i jest Miasto i są trzy morza w rzeczywistym świecie, między którymi leży to Miasto. W pewnym sensie między nimi. Dlaczego powraca pierwsze zdanie? Bo to czas wychodzenia z żałoby, nie jej zakończenia. W kulturze semickiej żałoba ma określony ściśle termin - 10 dni. Potem obowiązkiem człowieka jest wrócić do życia. W większości przypadków to działa, bo jak człowiek od urodzenia wie, że tak ma być, to najczęściej zrobi tak, żeby tak rzeczywiście było. Być może pierwsze zdanie i całe wspomnienie powtórzy się tylko dziesięć razy i wtedy będzie ocalenie. Jeżeli powtórzy się o jeden raz za dużo, życie legnie w gruzach. Bez symboliki semickiej też to opowiadanie działa tak samo. Ale pewnie będzie ocalenie ponieważ Chajelet zostaje na statku z... no nie wszystko muszę pisać.

    Na pewno nie wszystko wyciągnąłem. Kiedyś wrzuciłem to opowiadanie na opowi w wersji mocno beta, skamląc w duszy o wskazanie drogi. Ludzie pomogli bardzo, wskazując błędy stylistyczne, interpunkcyjne i podobne. Ale tego, co najbardziej chciałem, nie dostałem, musiałem dojść do tego sam.
    Pisałem je dziewięć lat. Ale "Noli me tangere", które tak zauroczyło Canulasa, pisałem lat dwadzieścia dziewięć. Oliwki owocują po 35 latach, ale trzeba je wcześniej posadzić, nie popełniłem grzechu zaniechania. :) Dzięki Wrotycz, że tu jesteś. Jesteś niesamowitym stworzeniem.
  • Wrotycz 5 dni temu
    :) Zderzenie wpisanej treści z moją interpretacją rozhuśtało mi fale. Dzięki Nachszonie Wielki, że pokazałeś prawdę, bo to cenne doświadczenie czytacza ze skłonnością do nadinterpretacji.
    Dałam utworowi spójny odczyt. Broni się całkiem nieźle (przed chwilą wróciłam do mojej rozpiski). Nie upadam więc na duchu:)
    O kulturze semickiej niewiele wiem, stąd wręcz niemożność wytropienia prawdy wpisanej w tekst. Wybacz.
    Poleciałam tradycją z drugiej strony Morza, antyczną.
    A co do miasta... teraz przyszło mi do głowy, że tak, istnieje, jak najbardziej geograficznie, ale te morza są metaforą trzech religii. Stąd lądem przez trzy morza można płynąć.
    "Noli me tangere" pamiętam dokładnie. "Pomarańczowy rejs" z powodów, o których pisać nie chcę, zostanie ze mną, wciągnął.
    Mam nadzieję, że plantację oliwek doglądasz systematycznie, chcę więcej.
    Jeszcze raz dziękuję, że zdradziłeś podstawę. Nie musiałeś, żaden czytelnik już Ci własnej interpretacji nie przedstawi. (chyba że tu nie zajrzy)
    Doceniam mocno ten gest.
  • Ozar tydzień temu
    Nachszon Powiem szczerze czytałem ten tekst wczoraj i dzisiaj i niestety nie wiele kumam. jak wiesz ja zawsze pisze co czuje i tutaj nic nie czuje, co najwyżej może jakieś dziwne odczucia. Pewnie jest to podobnie odlotowy tekst jak kiedyś dzieła Canulasa, których też nie kumałem. Cóż tyle , bo nie oceniam czegoś czego nie rozumiem, bo byłoby to zupełnie bez sensu. Dla mnie to za trudne. Pozdrawiam
  • Nachszon 5 dni temu
    Ozar, jest dobrze. Bardzo dobrze. Rewelacyjnie. Bo przeczytałeś tekst nawet razy dwa, jka rozmiem, a to znaczy, że Twoja głębia głębi doskonal go rozumie. Bardzo Ci dziękuję za przeczytanie i podzielenie się swoimi odczuciami. A ja lubię jak mnie czytasz. Nawet jak tekst Ci się nie podoba. Ale ten w którymś momencie musiał Ci się spodobać, bo wróciłeś. Dzięki Ci bardzo.
  • Ozar 5 dni temu
    Nachszon Dziękuje za te słowa. Co do tekstu to nie jest tak że mi się nie podoba. Nie, tylko nie kumam przesłania ani sensu a to co innego. Czytałem dwa razy bo miałem nadzieję, że mi się zapali jakaś lampka nadziei, ale się nie zapaliła. Być może moja podświadomość skumała o co biega, ale ta wiedza ominęła mnie w sensie umysłu. Podobno tak jest że podświadomość kuma, ale świadomy umysł nie.
  • Dekaos Dondi tydzień temu
    Nachszonie→Po pierwsze↔Hmm...
    Po drugie↔Tekst mi się naprawdę podoba, w sensie stylu i treści. Niby zawile, ale tyle ile trzeba.
    Co do interpretacji, to jest tzw→klimat tajemnicy tajemniczej do kwadratu.
    Pierwsze skojarzenie, to jakby kreowanie rzeczywistości. Niby jak w ''pomarańczy'', a później jakby dosłownie.
    Można odnieść wrażenie, że wszystko kreuje wnętrze pomarańczy, nawet statek, w którym płyną, dopiero będzie jakim ma być... ostatecznie. I raczej pojęcie czasu jest tutaj dyskusyjne. Wiem, namieszałem:))↔Pozdrawiam:)↔5
  • Nachszon 5 dni temu
    DD, ciekawe co też się kryje pod "hmm":) Tajemnica tajemnicza do kwadratu. Jakie to piękne sformułowanie. Nic nie namieszałeś DD, wszystko jest ok i nie ani złych odczuć ani nieprawidłowych interpretacji. Dzięki DD za to, że tekst się podoba. I za Twój czas na przeczytanie i komentarz.
  • Dekaos Dondi 5 dni temu
    Nachszonie→Jam waszmości nie rzeknę, com pomyślał, owe hmm... wypowiadając:)
    Uszczerbek na znaczeniu wypowiedzianej kwestii, by w te pędy zaistniał:)
    Akurat myśl mnie napadła, że prawda zgłębiona do końca, ma mniejszą wartość, niż prawda cały czas poszukiwana:)
    Chyba coś w tym jest?
  • pasja 5 dni temu
    Przybliżający się, a zarazem oddalający horyzont. Droga niekończącej się walki o przetrwanie. Cisza i burza, niekiedy beznadzieja na jutro. Kapitan zanurzony we wspomnieniach, piracka bandera i melancholia… połowiczna w części czarna i biała. Miłosna odskocznia do poprzedniej nocy i obraz ze światłem bijącym z lampy. Światło otula parę swoim ciepłem w półkuli przypominającej połówkę pomarańczy. Praca w polowce… Jedna połowa, a gdzie druga?
    Trzy morza i skrzynia pomiędzy? Wyglądają jak jedna linia przedzielona mistyczną skrzynią. Co kryje? Skarb czy symbol magicznej trójki, symbol połączenia mórz. Nie można ogarnąć jednym rejsem trzech morz. Nie można połączyć ze sobą trzech połówek.
    I jeszcze przestroga przed otwarciem jej… „aż odnajdziemy owoc, w którym dwoje zaklętych ludzi obudzi się na naszej łodzi, a wtedy my odnajdziemy drogę, której tak długo szukamy”… poszukiwanie sensu i odpowiedzi na ciszę zaklętą w obrazie.
    "Przemycamy sto dwadzieścia ton owoców. To praca na lata dla całej załogi"… praca od podstaw.
    Dialog zostaje przerwany pojawieniem się rekina… Czym, czy kim jest? - "pozdrowili rybę, a rekin uśmiechnął się szerzej niż zazwyczaj - uśmiech pewnie w jakimś sensie jest pozytywnym komunikatorem porozumienia, ale nie do końca. Jest jednym z przejawów radości, szczęścia, ale może być niekontrolowanym przejawem strachu, histerii lub może służyć do wykluczania innych poprzez wyśmiewanie. Może być też odwetem, bronią do walki. Rekin? Jego uśmiech ukazuje zęby, czyli jest oznaką groźby, sygnalizuje agresję… nie jest uległością.
    i dalej - „chociaż wydawało się to niemożliwe, i na powrót zanurkował w morze”… Rekin nie poddaje się… „Przerażony nie wierzył, że na dnie, które znał tak dobrze, tłum obłąkanych w bezwstydnym szaleństwie zadaje ból sobie, zadaje ból innym, niszczy kopuły i buduje wieże”… zamyka ten obraz w pamięci i oddaje niedopowiedzenie w postaci słonej wody do umysłu Kapitana. Czyżby sól sugerowała Morze Martwe… ale rekiny tam żyją.
    "Wykonać rozkaz Bosmanie!"… budzi się strach, który napędza do walki… "a dookoła panowała cisza. Nikt nie próżnował, nawet morze pracowało spokojem"… spokój może uratować nas, tylko czy na pewno?
    Następna postać Nawigator wchodzi do gry… nieprzypadkowe nieimienne nazewnictwo, nawigacja to dział wiedzy zajmujący się określaniem położenia oraz drogi do celu ludzi, statków itd.
    — Kto wykona cięcie?… Piracki statek utonął w napiętym milczeniu… i nagle nieznany, ale dla kapitana przyjacielski głos decyduję podjęcia się tej ważnej misji, rozcięcia jednym ruchem owocu. Toporek - symbol heraldyczny, też nieprzypadkowy, używany od ponad czternastu tysięcy lat, był środkiem płatniczym.
    Pojawia się kobieta i świetnie się odnajduje pośród męskiego towarzystwa. Mało! Okazuje się znajoma z Półwyspu… navigare i kobieta… "Nie lubię, gdy gubisz marzenia! "… przepiękna dewiza na życie… „Stanowisz wraz ze mną ułamek kontynentu”… jak cząstki pomarańczy stanowiące całość. Jeśli zabieramy komuś nadzieję, zabieramy cząstkę czegoś na zawsze. Można inaczej. Łatwiej i trudniej zarazem. Wystarczy rozmawiać, dochodzić do kompromisów. Nie traktować tej pracy jako zło konieczne. Bo w związku nie jest potrzebna jednolitość, równość czy tożsamość, ale najważniejsza jest jedność. To nie mają być idealne połówki pomarańczy, ale mają się stykać idealnie w miejscu złączenia. I tylko tam możemy odnaleźć miłość... wrócę i dokończę
  • pasja 5 dni temu
    Ołówek komunikował o nowych światłocieniach i rozmazywał kontury, jak najwięcej, jak najdłużej zatrzymać i wypowiedzieć ciszą.
    "Tylko osiem? – żal pojawił się już blisko płaczu.
    — Ograniczają nas przestrzeń i możliwości"… symbol nieskończoności, zobaczyć we śnie to osiągnięcie duchowego celu, rysować ósemkę to symbol wewnętrznej przemiany i oczyszczenia… ale też władzy i pieniędzy. Osiem to liczba głównych kierunków róży wiatrów.
    „Trzysta – szepnął cichutko do ucha kobiety”… w ciszy powiększono cel. Tutaj widać chciwość i zysk. Połówki nie są zgodne.
    „Kobieta patrzyła na szarą ciszę jakby umilkły nagle tony, zgasł światłocień i zatrzymała się gra kontrastów”… lęk zatrzymał strach.
    "Czarny, z żałobnym krzyżem na górze kabiny, wyglądał jak zapowiedź śmierci albo pływająca trumna'… śmierć czyhająca o zmroku… „Wpłynęli na morze milczenia”… brak nawigatora, brak rozmowy i porozumienia. Dwa brzegi oddalone od siebie, brak kładki, aby marzyć. Tylko budowa czegoś wielkiego od podstaw może dokonać cudu.
    „Skorzystała z pomocnej dłoni Kapitana i zgrabnym ruchem wyszła z pomarańczy”… Chajelet… kobieta żołnierz… żołnierka. Nazwana w języku hebrajskim.
    "Przynieście hebanową skrzynię!"… Heban – cenne i mocne drewno. Ciemno barwione lub zupełnie czarne. Symbol długowieczności. Tutaj może być powiązane z ołówkiem (wykonany z hebanu) komunikator pomiędzy kobietą, a skrzynią. Nazwy hebanu powiązane są z barwą drewna lub z krajem albo portem wywozu.
    „Skinęła głową i tuż nad skrzynią trzykrotnie przesunęła dłońmi”… trzy morza, trzysta beczek czekających na statki. Symbol czego?… Nie pomarańczy… tylko dwie połówki mogą ja stworzyć. Trójkąt miłosny? Kapitan?
    'Wiem – odparła, po czym wyciągnęła dłonie, z których wylała mrzonki, marzenia, nadzieję i wiarę"… jak puszka Pandory skrzynia pochłonęła jej ostatnie tchnienie. Czyżby zamknęła tamtą pomarańczę i otworzyła nową?
    "Popłyniemy lądem między trzema morzami. Poproszę dziennik pokładowy Kapitanie."… nie można trzema i nie można już rozpocząć życia bez marzeń. To już koniec… „podpisała odbiór odpisu aktu zgonu”… zamknęła istnienie… kolo życia.
    Na koniec przytoczę obraz Aleksandra Gierymskiego „Żydówka z pomarańczami” zwana też „Pomarańczarką”. Historia tego obrazu rozpoczyna się w 1944 r., w trakcie powstania warszawskiego lub tuż po kapitulacji. Niedokończony szkic z XIX wieku zaginął, by potem powrócić na płótno. Kim była kobieta z obrazu… może też być żołnierką. Dwa kosze z pomarańczami, tak bardzo kontrastujące z resztą obrazu. Owoce kojarzą się z ciepłem, słońcem i bogactwem, na które na pewno nie może liczyć sprzedająca kobieta. Czy obraz ten nie przypomina nadziei na lepsze jutro, nadziei na wyjście z bezsilności?
    Doskonałe studium o życiu i miłości, o marzeniach i o śmierci. Obraz chaosu, kosmicznego oddalenia od rzeczywistości, a jednak tak bliskie dla wielu z nas. To dowodzi, że chaos tez ma pewien porządek i lad. Również tutaj może sie dokonywać reinkarnacja w bezimiennych bohaterach...

    Pozdrawiam

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania