Pomiędzy ciszą a głosem

Jak to możliwe — w tłumie pustka rośnie,

Gdy wokół śmiech się wznosi, rozmów gwar donośnie?

Ich twarze blisko, słowa mosty ponad nami,

A jednak stoję sama między oddechami.

W spojrzeniach ich odbite wspólne bycia sensy,

A ja jak cień bez kształtu, jak przygasłe tęsknoty.

Jak nuta, co w harmonii nie odnajdzie swej drogi,

Jak szept, co się rozpływa pośród ciszy i trwogi.

Jeśli na obraz Boga człowiek jest stworzony,

Czemu wśród jego dzieci jestem jak zgubiona?

Jak obca cząstka świata w jednolitej tkance,

Jak słowo bez znaczenia w niedokończonej frazie.

Jeśli On tchnienie daje i początek dróg,

Czemu w tym darze drzemie niewidzialny próg?

Dlaczego życie, które miało światłem być,

Tak często jak ciężarem przychodzi mi dziś żyć?

Jeśli niedoskonałość wpisana jest w ciało,

Czemu się doskonałość wynosi tak śmiało?

Czemu w jej zimnym blasku prawdy się doszukasz,

Gdy pęknięcie najgłębiej prowadzi nas w duszach?

Jeśli język jest darem, co łączyć nas miał,

Czemu się w jego cieniu każdy gubi się sam?

Czemu słowa, jak mosty, kruszeją w pół drogi,

Zostawiając nas nagich wobec własnej trwogi?

A czasem myśl powraca — cicha, lecz uparta,

Czy nie byłoby lżej tę nić istnienia przerwać?

Czy nie ucichnie wtedy ten wewnętrzny krzyk,

Gdy zgasnę jak płomień, co nie odnalazł swych dni?

Lecz zaraz gdzieś pod skórą drgnie słabe światło,

Jak iskra, co w ciemności nie pozwala zgasnąć.

Nadzieja — choć krucha — podnosi mnie znów,

Szepcząc, że sens się rodzi tam, gdzie brak już słów.

A jednak pytam dalej, w pół drogi, bez tchu,

Czy ona jedna wystarczy, by unieść ten trud?

Czy w niej jest cała prawda, czy tylko jej cień,

Czy starczy, by ocalić rozproszony sens dni?

A może sens ukryty jest w samym pytaniu,

W ciszy, co dojrzewa w cichym, spokojnym trwaniu.

Może to, co nas dzieli, jest nicią zarazem,

Która zszywa istnienie niewidzialnym śladem.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania