Ponad
Idę. Przede mną noc, możliwe, że spokojna, chociaż, jeżeli wolisz, może być też epicentrum zimna, zerem bezwzględnym. Dla mnie bez różnicy.
Ważne, że znam drogę.
Wchodziłam na nią częściej, niż zmieniałam mężczyzn, ale ich oszczędzałam z wyboru, chyba z wyboru, zakładam, że również z przeświadczenia, po prostu nie chciałabym, żeby ktoś ciągnął mnie za sobą w mrok.
Nie częstować sobą, gdy pod górkę. Przewodnie motto.
Wyryłam w głowie, powtarzałam jak mantrę, aż uwierzyłam, że mogę być ponad.
I byłam.
Dużo śniegu, dodatkowy balast. Mijam bez skargi, one od dawna za mną. Tak samo jak kamienie. Duże i małe. Kocie łby. Jakby miały oczy i wskakiwały pod nogi.
Do upadku.
Cicho tutaj. Owijam się ciszą jak kokonem.
Wyświetlam filmy. Oglądam z zacięciem konesera. Niszowe produkcje, tylko dla wybranych. Gdybym miała czas, nie uciekałabym od środka, który przewijam, bo szybciej trzeba, bo mocniej... od początku do końca.
Trzymam w dłoniach kwiaty, świeże przebiśniegi. Patrzę, a one wyrastają we mnie i nie wiem czy to za wcześnie, czy za późno.
Komentarze (5)
Ja, ja i jeszcze raz ja — to przez nagromadzenie czasowników w pierwszej osobie
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania