Poprawione Stowarzyszenie umarłych poetów
Gosia, czytelniczka pierwszego kontaktu
z otwartym przedsionkiem serca,
napisała w niejawnej recenzji,
że niektóre moje wiersze są wymagające
jak cielista bielizna.
Powinna je sobie dawkować, maksymalnie trzy na tydzień.
Większość zadowala nadtrawiona treść symboliki
albo łatwiejsza fantastyka integrowana z synestezją.
Chciałem pod swoimi wierszami niczym szpargały
dorysowywać szlaczki dla nieumiejących czytać.
Tytuł z okładki : Przeciąganie kipu.
Schnące na sznurze pranie i zwłóczyny pościeli
z uchwyconym łopotem, byłoby metaforą.
Scenografka, pani fotograf tej ekspozycji,
uporała się z kolejnym wierszem o tym,
jak próbuje stanąć na drugim stopniu schodów
tajemniczego strychu dawnej dziewczynki.
Komentarze (2)
Zabawa słowami. Ok.
dzieki
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania