Pora tu skończyć z propagowaniem zboczeń.
A to się dzieje udxiałem domorosłych kaznodziejów i kaznodziejek.
Zadufani w sobie, bez teologicznego przygotowania zabawiają się kastrowanymi cytatami jak małpa zapalnikiem granatu. Dziś jest wezwanie przymulonego fanatyka:
“Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego*.
Taka miłość do bliźniego to nic innego jak pragnienie dla niego tego samego co dla siebie.
Jezus czytelnie i wprost, bez
do-myślników, nawołuje ku wzajemności w dogadzania sobie, dla spełniania bliźnich pragnień.
A więc, miast samotnie, w kącie trzepać prącie, można, bezgrzesznie przecie, trzepać je w duecie.
Zważcie na zwrot - do bliźniego, bez odniesienia - do bliźniej (płeć żeńska niemile usłużna).
Też na termin - bliźni. To także dziecko.
Tym, doktrynalnie, hierarchia kościelna długo usprawiedliwiała brak reakcji na pedofilię wśród klechów, a także i ich samych.
Gdyby z pomyślunkiem, to dałoby się wyłączyć dzieciaki z tej wzajemności, gdyż długo, aż tak same, dojrzale się nie kochają.
Nocne polucje trzeba wyłączyć.
Nie nam nic do tête-à-tête. Pocałunki między członkami zgromadzenia jezusowego (niekoniecznie członkami) były niemal codziennością.
Dobrze, aby te "wzajemności" nie były rezerwowane dla konsekrowanych.
A wy, dyletantcy kaznodzieje
i kaznodziejki, uświadomcie sobie, że czasy łykania belkotu i bredni przeminęły ze stosami.
Komentarze (1)
Bywają łże reakcje na nauki Jezusa. Zadziwiające gdzyż prezentują się jako ocena głupiego pomysłu. W ustach czy myślach deklarującego ubóstwianie bóstwa prezentuje się to jako nieposłuszeństwo głupim pomysłom.
Czyżby bóg nie wiedział, że są bliźni odbierani z obrzydzeniem? To bardzo względne. Widziałem milujących Brauna czy sutenera, o których z obrzydzeniem buty bym wycierał, na szczęście nie jestem wierzący w bogów i boginie.
Wy, paciorki i koronki kochajcie, bo tym inwestujecie w łaski nieba.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania