poranek
razem z westchnieniem
trawa rozkłada swoje dywany
roluje miękkie źdźbła zachęcając do odpoczynku
siadamy zwijając czas w miękkie godziny
sekundy przysiadły gdzieś na brzegu bławatka
liczą pszczoły
splecione palce zanurzone w wonnym morzu
kaczeńców
po cichu szukają czterolistnej koniczyny
oddam ci
przestraszoną
obudzona szeptami
kiedy szyja pachniała w koniczynie
Komentarze (1)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania