poranek

razem z westchnieniem

trawa rozkłada swoje dywany

roluje miękkie źdźbła zachęcając do odpoczynku

 

siadamy zwijając czas w miękkie godziny

sekundy przysiadły gdzieś na brzegu bławatka

liczą pszczoły

 

splecione palce zanurzone w wonnym morzu

kaczeńców

po cichu szukają czterolistnej koniczyny

 

oddam ci

przestraszoną

 

obudzona szeptami

kiedy szyja pachniała w koniczynie

Średnia ocena: 2.6  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Sokrates godzinę temu
    Takich miejsc z morzem kaczeńców już chyba nie ma. Wiersz o pięknym nastroju budzącej się do życia łąki- 5

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania