poranek

razem z westchnieniem

trawa rozkłada swoje dywany

roluje miękkie źdźbła zachęcając do odpoczynku

 

siadamy zwijając czas w miękkie godziny

sekundy przysiadły gdzieś na brzegu bławatka

liczą pszczoły

 

splecione palce zanurzone w wonnym morzu

kaczeńców

po cichu szukają czterolistnej koniczyny

 

oddam ci

przestraszoną

 

obudzona szeptami

kiedy szyja pachniała w koniczynie

Średnia ocena: 3.4  Głosów: 9

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (8)

  • Sokrates 3 miesiące temu

    Takich miejsc z morzem kaczeńców już chyba nie ma. Wiersz o pięknym nastroju budzącej się do życia łąki- 5

  • Bernadetta12345 3 miesiące temu

    Tak mi się skojarzyło 😉dziękuję😀

  • Absens 3 miesiące temu

    Ładnie

  • Bernadetta12345 3 miesiące temu

    Dzięki!😀

  • Roma 3 miesiące temu

    Bardzo nastrojowo. Delikatnie, lekko, tak by nic nie zniszczyć i nie stracić z tych chwil. Naprawdę ładnie :)

  • Bernadetta12345 3 miesiące temu

    namalowalo mi się słowem 😀dzięki wielkie! Pozdrawiam😀

  • Jimmy 3 miesiące temu

    Bernadetta12345 - ładny to obraz 😎

  • Bernadetta12345 3 miesiące temu

    Jimmy 😉

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania