Poranek
W atłasowej ciszy poranka
Zaciągam się zaparzaną kawą
Przede mną wciąż pusta kartka
Nasiąknięta słońca murawą
Ty jesteś ze mną cały ten czas
Dzięki Tobie mogę spojrzeć
W oczy nieba i pokonać strach
By do dna siebie dotrzeć
Delikatnie dotykam promieni
Przeplatają się przez palce
Cały świat się od nich mieni
W pomalowanej złotem woalce
To jest takie "passé" teraz
Dziś mówić o Tobie otwarcie
A ja codzień rodzę się i umieram
I wciąż kocham Cię uparcie
Komentarze (4)
Słońca murawa jest przypadkowa, na siłę wyciągnięta a potem jeszcze świat się mieni od promieni w pomalowanej złotem woalce. Za dużo jak na mnie.
Dziękuję za opinię jeszcze kiedyś poprawię 🙂
Za bardzo wyładnione.
Dziękuję za komentarz...wiem zgadzam się....ale czasem poranek jest tak piękny że nie mogę się powstrzymać 🙂
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania