Porczyk
Miasto płonęło.
Siedziała samotnie pośród sterty gruzu i kamieni. Ze ściśniętej dłoni wystawała główka Porczyka, małego, zwinnego prosiaczka, którego otrzymała od wujenki Marty.
Ostatnia rzecz, jaka jej została. Maleńka, uśmiechająca się twarzyczka z urwanym noskiem.
Reszty nie było.
Pomyślała, że został wraz z mamusią i tatusiem, kiedy musieli biec, a oślepiający błysk rozerwał duszę Porczyka na kawałki.
Reszty nie było. Nie mogło być.
Wstała.
Poranione nogi z trudem utrzymywały równowagę. Krok. Pierwszy. Drugi. Powoli.
Otarła rękawem twarz. Mocniej przytuliła główkę.
Gdzieś muszą.
Spostrzegła, że na lewej stopie nie ma pantofelka.
Błysk.
Jeszcze trochę. Jeszcze trochę.
Pozostałości czegoś, co kiedyś nazywano domem, wyznaczały cel. Padła na kolana. Resztką sił przesuwała odłamki.
Gdzieś muszą.
Unosząc największy kamień, natknęła się na fragment sukni. Czerwonawa tkanina, którą pamiętała z wieczorów organizowanych na powrót tatusia.
Obok buty. Podniszczone, choć nadal eleganckie. Męskie.
Łza delikatnie przesunęła się po policzku, powoli łącząc swój los z główką jedynego przyjaciela.
Przepraszam.
Ciemność.
***
Istotnie, wiele przeżyła.
Mężczyzna skinął głową. Uścisnął dłoń profesora.
Wziął głęboki oddech, po czym wszedł do pomieszczenia.
Dziewczynka siedziała nieopodal okna. Nieobecna. Usiadł naprzeciw jej.
Wyciągnął powoli dłoń. W ostatniej chwili zatrzymał ruch.
Mam coś dla ciebie.
Z kieszeni płaszcza wyjął pluszową świnkę.
Dziewczynka spojrzała jej w oczy. Chwyciła za gładki materiał zabawki. Porczyk odwdzięczył się przytuleniem.
Tym razem damy sobie radę.
Siedziała na brudnej ziemi. Główkę Porczyka ściskała w prawej dłoni.
Wszystko płonęło.
Błysk.
(Co ona widzi?)
Musimy uciekać.
(To, co wciąż jest z nią).
Porczyk, nie!
Przepaść zdawała się powiększać i powiększać.
(Kiedyś do nas wróci?)
Daleko za horyzontem dostrzegła siedzącego na krześle mężczyznę. Ledwie widoczne mgnienie.
Zarys światła.
(Nikt tego nie wie).
Komentarze (11)
Milczenie. Nie dziw się. Trudno po lekturze "Porczyka" cokolwiek napisać. Mistrzostwo.
Dzięki za odwiedziny, lekturę i pozostawienie komentarza. Miło widzieć, że komuś podobają się snute przeze mnie historie.
Faktycznie, wstawiasz takie teksty, które rozwalają od środka...
Dzięki za odwiedziny i lekturę. Jeśli rozwalają od środka... znaczy to tyle, że spełniają swój cel. Jest to nobilitujące dla mnie jako autora.
Entery
Spacje
Sufjen , niechlujny zapis. entery.
NO!
Starszy Woźny Wymyśl lepszy sposób na przytyk. Takie realia Opowijskiego "wstawiacza" tekstów.
I skończ z tym "No!" - boś nudny.
Sufjen , NO!
Cześć! ;)
Dość specyficzna opowieść, ale z ciekawym klimatem. Bardzo chaotyczna, ale ten chaos nawet tutaj pasuje.
Pozdrawiam!
Podoba mi się, że Porczyk wraca jak kotwica — od gruzów do gabinetu, ten sam punkt uchwytu
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania