„Porfirogeneta I: Pieśń Eurydyki”
O piękna córko Ateny, Mądrości niepokalana,
Matki nietkniętej odroślę, o wabiąca jak syreny,
Ugięte moje kolana, gdy swoją lirą doniośle,
Hymniczne śpiewy zanoszę i modlitw żal perłolicy –
Do Świętej, do Dziewicy!
Tak nagle gałęź oliwną snem zaśniony postradałem,
I tęsknią liry mej struny, w żalu wieńce lauru siwną.
Cnię za tem i gdzie wzrastałem – tam li młodości całuny,
Do kochanej w niewinięctwie i w zamglonej lat nagości –
Do szczęścia, do ufności!
W nocnych miraży kobiercu legam w kochanej łono,
Podobne ojczystej ziemi, gdzie twe wdzięki bliskie sercu,
Bo i temu tęskne ono, gdzie wszem wspólność między niemi
Pod twojej puklerzem cnoty, drugiemu, jak kość z mych kości –
Do bractwa, do wierności!
Gwiazdowłosa, miodem wonna, O Artemido zakryta,
Płochliwa falo penejska, czy żałość pieśniarza płonna?
Nie twa pułapka ukryta? Co żmij strzałą czarodziejska,
Wolności księżycopióra, niepostrzeżona zabiła –
Gdzie piękno, gdzie ma miła?
Cytra wspomina płaczliwie, jak jedwabne nenufary,
Włosy w dziewczęcym zwichrzeniu, nimfy zalotne liściwie,
Kryjące piersi zamiary, w nektarowym pokuszeniu…
Popsowałaś nas, Hekate, choć bez wstydu i bez złości –
Gdzie radość, gdzie ma miłości?
Wołam wieczną Prozerpinę, panią o półtrupiej twarzy,
Która maluje po zimie, kryjąc swą martwą dziedzinę,
Seledynowe wzgórz obrazy i proszę w mej straty imię
Racz zwrócić nam wspólne życie albo chociaż chwilę jedną –
Nim Eryń łzy pobledną…
– Nie oglądaj się już za mną, mój śpiewaku ukochany,
Tej tęsknoty nie przemogą ni okrutne piekieł bramy –
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania