PORTET CZŁOWIEKA LICZĄCEGO OWIEC NIEKOŃCZĄCE SIĘ STADA
poranek wpełza do pokoju
jak nieproszony gość
łóżko ujada skrzypiąc
jakby miało dosyć
mojego ciała i oddechu
tego całego wczoraj
które dalej wytrwale
lepi się do skóry
mieszanka potu, resztek słów
których nikt nie dopowiedział
i obietnic, które dawno wygasły
wisi tak trwale w powietrzu
zmęczenie siedzi na piersi
ciężko i powolnie mrucząc
jak tłusty nażarty kot
który nigdy nie schodzi
gdy go o to prosisz
patrzysz w sufit
jakby to właśnie tam
kryła się cała tajemnica
on jednak stanowczo
nie daje żadnych znaków
milczy jak wszystko
tak naprawdę, ta noc
się jeszcze nie skończyła
tylko przebrała się
podstępnie, po cichu
w blade światło poranka
w popiół po papierosie
który tlił się za długo
i powoli dogorywa zmęczony
w oparciu o krawędź
szklanej popielniczki
(odpalasz kolejnego
dym kreśli ruchome kształty
kawa czarna, bez mleka i gorzka
pali przełyk, wykręca usta
gdy udajesz, że stawia cię do pionu
choć ciało wciąż domaga się snu
którego sobie znowu odmówiłeś
brak snu stał się twoją religią
pierdolonym kościołem 'nie zbawienia'
modlisz się podkrążonymi oczyma
do monitora, do butelki, do czegokolwiek
co wydaje Ci się, że jeszcze odpowiada
Twoje wyczerpanie jest bliskie
jak najlepszy przyjaciel
siada obok zawsze tak blisko
i nigdy nie pyta o zgodę
ale w tym dygocie rąk
w tym bólu powiek
jest coś niebezpiecznie
wciąż żywego)
kiedy tak siedzisz
pół trup, pół zwierz
z sercem na zewnątrz
które dalej zapierdala
jakby miało w tym
swój żywotny interes
czujesz intuicyjnie
że wszystko wokół
mimo całego syfu
mimo tego, że boli
gryzie i drapie do krwi
ma smak absolutnie
nie słodki, nie wykwintny
ale jest prawdziwe
jak ten pierwszy łyk kawy
każdego poranka
po kolejnych nocach
udawanego snu
ciągle myślisz sobie:
jeszcze jedną rundę
jeszcze jeden poranek
kolejny papieros
kubek gorzkiej kawy
by tylko sprawdzić
czy cholerne życie
ma dziś ochotę
coś Ci zrobić
czy Ty zdążysz
zrobić coś jemu
Komentarze (1)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania