Poświęcenie
Jak miałem naście lat, to miałem swoich idoli, bohaterów, czy to filmowych, czy scenicznych, których podziwiałem, chciałem być jak oni. Wyobrażałem sobie, że udzielam wywiadów, jestem proszony o autograf, udzielam się charytatywnie, poznaję ludzi, prowadzę korespondencję. Każda sytuacja związana z prozą życia, sprawiała mi ogromne problemy, nosiła znamiona unicestwiania tego co jest prawdziwym życiem.
Ciężko mi było sobie przyswoić, że jakiś piłkarz, piosenkarz, muszą robić takie rzeczy jak ja, nie mówiąc o tym co wykonują moja mama czy tata. Kiwałem głową jak słyszałem te ciągłe napominania, że to nie tak, że oni też mają problemy, że to cała otoczka, a życie i tak upomni się o ich obecność, zaangażowanie. Nie umiałem sobie uzmysłowić, że mogą czuć pustkę, niezrozumienie, jałowość, że posilają się rozmowami o pogodzie, co dziś zgotować, czym polakierować parkiet. Wszystko to dla mnie było nie do przyjęcia, miałem po prostu ich świat za odrealniony, gdzie trawa jest nawet bardziej zielona, a drzewa o bujniejszych listowiu.
Z wiekiem dawni idole przestali być ważni, w ogóle mnie już nie interesują, a ich miejsce zajęli prawdziwi herosi, walczaki, którzy czasem w ciągu swego życia, nie mieli okazji być ważnymi dla większości. Którzy od wielkiego dzwonu, dostąpili zaszczytu uczestnictwa jako goście, jako obsługiwani, by już następnego dnia wracać do swej codzienności. Którzy w cichości swego domu, wykonywali swe czynności, zmagając się z czasem, własnymi dolegliwościami, ułomnościami swego bezkształtnego ja. Nie mając czasem wsparcia, podtrzymywali jeszcze innych w przekonaniu, że bywało gorzej i się chwaliło, więc czemu to ma być aktem degrengolady.
Ile razy to sam, będąc w złym nastroju, dopieszczam swoje ego, nasycając je mrzonkami o wielkiej niesprawiedliwości, jakoby mnie spotkała. Rozpuszczam swoje pragnienia na łąkę niwy, gdzie syto karmię je wizjami imprez, wycieczek, swawoli, które powinny być moim udziałem. Nie dopuszczam otoczenia do głosu, czasem tylko tych co akurat złapali kontakt z adrenaliną, ale najczęściej medialne wizerunki, epatujące ruchem kształty. Trwam tak w stanie zniechęcenia, bo tylko ja muszę dawać coś od siebie, ale nic nie korzystam z przywilejów młodości. To jawna niesprawiedliwość, by musieć się produkować, a jakość życia, mego jestestwa cierpi niedostatek na płaszczyżnie emocjonalnej.
Dopiero gdy już mi przejdzie, gdy spojrzę na tych wszystkich, co wykonują swe czynności w najmniejszym stopniu nie myśląc o swojej wygodzie, o swoich potrzebach, zaczynam rozumieć sens życia. To właśnie ci ludzie, co poświęcają się dla rodziny, co troszczą się o ich byt, wykonują dodatkowe zajęcia, udzielają się społecznie, stanowią dla mnie antidotum na moje dziecinne utyskiwania. Bo bardzo prosto jest popaść w stan egoizmu, gdy ma się tylko swój świat na uwadze, nie licząc się z potrzebami innych, zachowując znieczulicę na słowa sąsiada, obłudnie przytakując.
Bo jak trudno nam się integrować, porównywać z tymi co mają pod górę, bo musimy wówczas przyznać przed samym sobą, że życie nam sprzyja. Nie mamy na szczęście powodu by przesiadywać przy łóżku chorego dziecka, patrzeć na powolne zatapianie się w nałogu członka rodziny itp.: To co dla nas jest czymś odległym, znanym z reportaży, czasami znajduje odzwierciedlenie tuż obok, ale nas nie interesuje, tak dla własnego bhp, by sobie nie psuć dnia.
Z wiekiem nabieramy doświadczenia, więc pewnie kiedyś docenię tych wszystkich, co wychowywali ludzi, starali się i dla mnie, dziś jeszcze za dużo mam siebie na uwadze, by im przyznać rację. Tylko bowiem poświęcenie się dla kogoś daje satysfakcję, pozwoli kiedyś spojrzeć na swe życie z myślą, że zrobiłem coś z sensem. A że o tym nikt nie przeczyta, nikt nie usłyszy, to niuans, ważne by te osoby, osoba, popatrzyła z wdzięcznością, gdy podczas świąt łamiemy się opłatkiem.
Komentarze (2)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania