Potrzask
Okrągły stół, nad nim głowa zwisa
ciężka jak gałąź.
Uszy wypełniają pomyje.
Nadmiar wylewa się nosem - krztuszę się.
Głowa, ręce, wszystko takie ludzkie,
ale widzę w niej tylko dziką niedźwiedzicę.
Łamie gałęzie moje czy tego nie widzi?
Pod stołem skręcam sidła na tę bestię.
Ślepa od wściekłości.
Pułapka gotowa, czeka.
Wpadnie?
Trzask!
Dom to ten, który mam.
Ulica - tam.
Na niej gorsze zwierzęta mieszkają.
Łatwo mnie zjedzą.
Przeminę jak dzień nic po mnie nie zostanie.
Muszę uwolnić matkę z pułapki.
Dalej żyje ale w potrzasku.
Komentarze (2)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania