powrót

miasto dociska moje zmęczenie do twardego betonu

 

pasy

ciężarówka pies na smyczy rower

światła

 

nade mną chmury układają się niczym klawisze

starego fortepianu

płyną

przewracają się z boku na bok zmieniając kontury

 

czerwone

babcia z laską dziecko hulajnoga

 

chodniki przesiąknięte deszczowym nastrojem

silne i pewne kroki przechodniów

wbijają w nie resztki pewności siebie

 

zielone

 

zakręty tworzą mozaikę

labirynt bez wyjścia

gdzie nie dogonisz własnego oddechu

kiedy instynkt naciska na ambicje

 

jedziemy

 

i dwie przecznice za daleko

zgubiłam przeczucie

że ta droga nigdy się nie kończy

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • Domi123 3 miesiące temu

    Niepokojące i obrazowe.

  • Bernadetta12345 3 miesiące temu

    Dzięki za wizytę 😉😊

  • Tjeri 3 miesiące temu

    Bardzo podoba mi się ruch, rytm miasta w tym wierszu. Ta nieco smutnawa, zmęczeniowa podróż, sugerująca jakiś codzienny powtarzalny ciąg, uśpiła moją uwagę — dlatego z tym większym niepokojem odebrałam końcówkę. Ta myśl dwie przecznice za daleko, że jednak kiedyś coś tę drogę przetnie...
    Nie mam pojęcia, czy wywołanie takiego niepokoju było odautorskim zamierzeniem, czy to tylko mój peryskop, ale podziałał na mnie ten wiersz głęboko.
    I bardzo mi się podoba.

  • Bernadetta12345 3 miesiące temu

    Dziękuję 😉tak takie było zamierzenie smutna podróż przez miasto trochę uspione, trochę smętne , przewidywalne…

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania