powrót
miasto dociska moje zmęczenie do twardego betonu
pasy
ciężarówka pies na smyczy rower
światła
nade mną chmury układają się niczym klawisze
starego fortepianu
płyną
przewracają się z boku na bok zmieniając kontury
czerwone
babcia z laską dziecko hulajnoga
chodniki przesiąknięte deszczowym nastrojem
silne i pewne kroki przechodniów
wbijają w nie resztki pewności siebie
zielone
zakręty tworzą mozaikę
labirynt bez wyjścia
gdzie nie dogonisz własnego oddechu
kiedy instynkt naciska na ambicje
jedziemy
i dwie przecznice za daleko
zgubiłam przeczucie
że ta droga nigdy się nie kończy
Komentarze (4)
Niepokojące i obrazowe.
Dzięki za wizytę 😉😊
Bardzo podoba mi się ruch, rytm miasta w tym wierszu. Ta nieco smutnawa, zmęczeniowa podróż, sugerująca jakiś codzienny powtarzalny ciąg, uśpiła moją uwagę — dlatego z tym większym niepokojem odebrałam końcówkę. Ta myśl dwie przecznice za daleko, że jednak kiedyś coś tę drogę przetnie...
Nie mam pojęcia, czy wywołanie takiego niepokoju było odautorskim zamierzeniem, czy to tylko mój peryskop, ale podziałał na mnie ten wiersz głęboko.
I bardzo mi się podoba.
Dziękuję 😉tak takie było zamierzenie smutna podróż przez miasto trochę uspione, trochę smętne , przewidywalne…
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania