Powrót - część 4

Na telewizorze leciały wiadomości, jednak nikt ich nie słuchał. Kobieta sprzątała, a mężczyzna czytał gazetę. Pomiędzy nimi bardziej niż miłość było przyzwyczajenie, oparte na wspólnej tragedii. Słyszeli o Kasi. Nikt bardziej od nich nie mógł odczuwać smutku z powodu tej historii. Oni wiedzieli najlepiej jak to jest patrzeć każdego dnia na zdjęcie córki zamiast widzieć jej uśmiechniętą twarz na żywo. Zastanawiać gdzie jest i czy w ogóle jeszcze żyje. Ale mało rozmawiali o tej sprawie. Nie potrafili, bo to przypominało im o sytuacji sprzed lat, do której nie chcieli wracać. Z kuchni rozległ się dźwięk czajnika. Kobieta odłożyła miotłę i wyszła z pomieszczenia. Gdy już miała wejść do kuchni, rozległo się pukanie do drzwi. Rzadko kto ich odwiedzał. Ograniczyli kontakty z ludźmi, bo mieli dość ich niezręcznych spojrzeń. Tego, że ciągle analizowali swoje słowa, by ich nie zranić. Ich współczucie potęgowało smutek. Ludzie nigdy nie dowiedzą się jak to jest. Mogą jedynie się domyślać, poczuć jakąś część ich bólu, ale nigdy w pełni tego nie zrozumieją. Kobieta wolno podeszła do drzwi. Inaczej zapewne zareagowałaby na pukanie dziesięć lat temu, jednak teraz ze spokojem je otworzyła. Ujrzała dwóch policjantów.

 – Dzień dobry, pani Doroto – Spojrzała na nich zdziwiona.

 – Dzień dobry, o co chodzi? – Mężczyźni wymienili się smutnymi spojrzeniami.

 – Chodzi o pani córkę...

Zrobiło jej się słabo. Poczuła nagły przypływ gorąca. Wszystkie wspomnienia na nowo odżyły z podwojoną siłą, a emocje towarzyszące jej sprzed lat, wróciły do niej jak frisbee.

 – Wyłączysz w końcu ten czajnik? Co ty tam robisz? – Z pokoju dochodził głos Grzegorza.

Dźwięk kroków.

Po chwili mężczyzna znalazł się obok żony. Spojrzała na niego przerażona.

 – Ola została zamordowana. Jej ciało znaleziono w lesie. Była cały czas więziona i prawdopodobnie... Kobieta zaczęła płakać i przytuliła się do męża.

 – Nie chcę tego słuchać! – krzyknęła.

Mężczyzna zaczął się trząść, nie mógł powstrzymać łez. Czuli jakby drugi raz stracili córkę. Policjanci tylko stali i patrzeli na małżeństwo. Nie dali rady wydusić z siebie żadnego słowa. Nie było sensu, nic by to nie pomogło. Kobieta uklękła na ziemi, a razem z nią jej mąż. Naprzeciw nich na ścianie widniało zdjęcie małej Oli w czerwonych trzewiczkach. Nie chciała tam patrzeć. Ścisnęła mocniej męża. Dźwięk czajnika nie ustawał.

 

 ***

Szef policji siedział przy biurku i zmierzył wzrokiem swoich podwładnych. Chłód w pomieszczeniu powodował dreszcze, a od ostrych perfum jednego z młodszych policjantów, Marka zaczęła boleć głowa.

 – Wiecie, co piszą gazety?

 – Tak, szefie. Porywacz zmartwychwstał.

 – Dokładnie. Myślę, że sprawa Oli i Kasi się łączy. Że za ich porwaniami stoi ten sam facet. W końcu w tym samym okresie znaleziono ciało, a dziecko zaginęło. Trzeba przesłuchać tego gościa w kapeluszu i wyciągnąć z niego jak najwięcej. Ma się przyznać do winy. Jak wiecie, nie możemy dać dupy. Nie w tych sprawach. Porażką będzie, jeśli Kasia nie przeżyje. Odbije się to na wszystkich. Na naszej reputacji też.

Pstryknął długopisem i zaczął po kolei wpatrywać się w każdego policjanta. Wszyscy kiwnęli ze zrozumieniem głowami. Zrozumieli. Nie mogli dać dupy.

 ***

Starszy mężczyzna w kapeluszu szedł wyrzucić śmieci. Było niesamowicie chłodno, a wiatr ciągle targał workiem. Mieszkał na końcu wsi, z dala od innych mieszkańców. W końcu dotarł pod śmietnik. Wyrzucił śmieci, a następnie zaczął wracać do domu. Zbierało się na burzę. Niebo pociemniało, a małe kropelki deszczu zamieniały się powoli w prawdziwą ulewę. Zakaszlał i zaczął iść szybciej. Jednak coś mu na to nie pozwoliło. Drogę zajechał mu radiowóz policyjny. W tej okolicy to była naprawdę rzadkość. Z samochodu wysiadło dwóch policjantów.

 Od razu przeszli do rzeczy.

 – Jest pan podejrzany o porwanie Kasi Wolskiej i zabójstwo siedemnastoletniej Oli Przybylskiej. Proszę stanąć do nas plecami i dać ręce do tyłu. Nie radzimy stawiać oporu.

Jego ręce zadrżały. Jak to możliwe? Skąd niby wiedzieli, że to on? Patrzył z niedowierzaniem na mężczyzn i stanął, tak jak mu kazali. Był w szoku.

 – To jakaś pomyłka! Ja nic nie zrobiłem!

 – Każdy tak mówi – odrzekł Marek i z pogardą popatrzył na staruszka.

 – Jebana milicja! – krzyknął mężczyzna, gdy pakowali go do radiowozu. Marek wiedział, że za sprawą Oli i Kasi stoi ten sam mężczyzna. Teraz wiedział, że przestępca został schwytany. Wystarczyło znaleźć dziecko i dowody.

 

 ***

Trzech przyjaciół siedziało na drzewie. Jak za dawnych lat, kiedy byli dziećmi. Patrzeli w przed siebie i rzadko się odzywali. W dzieciństwie, latem zawsze zbierali owoce. Teraz po prostu siedzieli na pustym, pozbawionym liści drzewie i próbowali razem przetrwać tą ciężką dla Patryka sytuację. Mimo wsparcia, mimo obecności przyjaciół, wciąż czuł niepokój i pustkę. Musiał odreagować, choć powinien być cały czas przy mamie. Ale nie mógł już patrzeć na jej cierpienie, bo to pogłębiało jego zły stan. Niekończącą się ciszę przerwał wstający Mateusz. Zatrzęsła się gałąź.

 – Wybaczcie, ale muszę już iść.

 – Gdzie? – zapytał Patryk.

 – Do domu. Mama potrzebuje pomocy w domu. Eee… Muszę pomóc jej ze sprzątaniem. Dziś będziemy dużo sprzątać i noo…

Zosia i Patryk spojrzeli tylko na kolegę i odwrócili wzrok.

 – Okej, no to cześć – westchnęła Zośka.

Mateusz dotknął ramienia Patryka.

 – Trzymaj się… Po prostu się trzymaj, stary. Wymienili się smutnymi spojrzeniami i chłopak zeskoczył z drzewa, a następnie zniknął za wielkimi krzewami. Kolejna chwila ciszy. Zawiał wiatr.

 – Pamiętam... Pamiętam jak zawsze mówiłam, że chciałabym mieć siostrę.

 Patryk spojrzał na Zosię.

 – Ale teraz... Przepraszam, znowu zapominam, żeby nie mówić o tej sprawie. Nie po to tu przyszedłeś.

Chłopak spojrzał w niebo.

 – Możesz mówić. Co to zmieni? Czy będziesz o tym mówiła czy nie i tak nie zapomnę o tej sprawie. Zośka... – Spojrzał jej w oczy. – Ja już kurwa... nie daję rady. Będę żył tą sprawą, dopóki Kasia się nie znajdzie – Znów odwrócił wzrok. – Przepraszam... Mów dalej.

 Dziewczyna westchnęła.

 – Po prostu nie chcę żebyś cierpiał. Nie wiem, co mam robić, co mówić, żebyś poczuł u mnie jakiekolwiek wsparcie. Wstyd mi za to, ale znamy się od dziecka, a ja... ja naprawdę nie wiem jak ci pomóc.

Zosia nie wiedziała, ale sama jej obecność mu choć trochę pomagała. Jej słowa, nieważne jakie. Zapach i delikatność. Jej oczy pełne szczerego współczucia. Dziewczyna dotknęła jego dłoni i spojrzała mu głęboko w oczy. Chłopak poczuł jak jego serce zabiło szybciej, a przez ciało przeszły dreszcze.

 – Patryk...

Nie dokończyła. Jedynie patrzyła na niego niebieskimi, załzawionymi oczami, które lekko przykrywały jej brązowe loki.

 – Tak? – zapytał w końcu.

Odwróciła głowę.

 – Zależy mi na... tobie – szepnęła.

Niezręczna cisza. Patryk nie wiedział, co powiedzieć. Nad ich głowami przeleciał ptak, a liście na ziemi, pod wpływem coraz silniejszego wiatru zaczęły wirować. Niepewnie chwycił ją za rękę. Powoli odwróciła głowę.

 – Kocham cię. Od dawna... – Nie mógł uwierzyć, że to powiedział. – Boże... Znaczy... podobasz mi się i... – Zanim zdążył dokończyć zdanie, Zosia zamknęła oczy i zbliżyła do niego swoją twarz. Potem to był spontan. Magiczna chwila, o której marzył od dawna. Zaczęli się całować, a ich twarze oświetlało słońce, które wyszło zaraz po burzy. Dotknęła delikatną dłonią jego twarzy. Nie trzeba już było nic mówić.

 ***

 

Dwóch policjantów i podejrzany siedzieli przy stole w sali przesłuchań. Celem było wymuszenie na mężczyźnie przyznania się do winy. Musieli zrobić tak, aby wyglądało, że mają więcej dowodów, niż w rzeczywistości. Tradycyjna technika policyjna. Marek obracał długopis i patrzył mężczyznie w oczy.

 – Jaki to pech, że Kasia nauczyła się już rysować... – komentował.

 – Dajcie mi, kurwa święty spokój. Żeby na starość ludzi po komisariatach ciągać! Nic nie zrobiłem. Chcecie mi ciśnienie podnieść, żebym tu zdechł jak pies?

 – Aktualnie nie znamy nikogo w tym mieście, kto nosiłby na co dzień takie kapelusze.

 – Pójdę siedzieć za kapelusz? – zakpił staruszek.

 – Nie, za porwanie Kasi i prawdopodobnie morderstwo Oli.

 – Jakiej, kurwa znowu Oli?!

 – Ta co zaginęła dziesięć lat temu. Znaleziona martwa kilka dni temu.

Otworzył szeroko oczy.

 – Rzadko oglądam telewizję, nie wiedziałem. Kurde, szkoda dziewczyny. Tyle lat minęło. Wszyscy myśleli, że zginęła w wypadku – Westchnął. – I chyba jaja sobie robicie, że ja bym ją trzymał przez lata, a teraz... zabił – powiedział, jakby przypomniał sobie, że to on jest o to podejrzany.

 – Mamy rozmowę z dzieciakiem z przedszkola, który powiedział, że widział cię, jak rozmawiasz z Kasią – skłamał Marek.

 – Albo próbujesz mi człowieku wcisnąć kit albo ten dzieciak był ślepy. Ja prawie nie wychodzę z domu. Nawet już chyba zapomniałem, gdzie to przedszkole. Nie chodzę tam. Bo nie mam po co!

 Marek zmierzył wzrokiem mężczyznę.

 – Nikt nie powiedział, że ta rozmowa odbyła się pod przedszkolem. 

 

 ***

 

Dziewczynka siedziała skulona w jaskini i płakała. Była sama. Próbowała uciec, jednak głaz, znajdujący się na górze zasłaniał wejście. Była za niska by tam wejść. Za słaba, by go przesunąć. Coraz ciężej jej się oddychało. Bała się. W końcu jednak usłyszała dźwięk przesuwanego głazu. Ujrzała dwie nogi powoli zmierzające w stronę podłoża.

 – Witaj, Kasiu – powiedział mężczyzna, gdy wszedł do środka.

 – Chcę już wrócić do domu – powiedziała ledwo powstrzymując łzy.

 Spojrzał tylko na nią. Z obojętnością. Nie obchodziło go to.

 – Nie chcą cię. Pogódź się z tym.

 Ta jedna wypowiedź spowodowała przerażenie u dziewczynki.

 – Dlaczego?! Dlaczego oni to zrobili?! Wszystko było dobrze!

 Wpatrywał się w Kasię i zaczął się do niej zbliżać, a następnie przy niej kucnął. Kiedy płacz ustał i zastąpił go cichy szloch, spojrzała na niego i zapytała:

 – Zanim pierwszy raz wyszłeś stąd to zamazałeś na ścianie czyjeś imię. Kto to był?

 – Nieważne... Była tu przed tobą.

 – A gdzie teraz jest?

 Mężczyzna westchnął.

 – Naprawdę nie chcę mi się o tym gadać dziewczynko, bo to nieistotne.

 Zaczął gładzić ją po włosach.

 – Narysowałaś dla mnie jakiś rysunek?

 – Nie. Narysowałam mamę i brata.

 Spojrzał jej w oczy.

 – Dlaczego nie mnie? – Objął ją wrogim spojrzeniem, lecz ta tylko spojrzała w dół.

 – Dlaczego chcesz, żeby zawsze rysować cię w kapeluszu?

 – Bo chciałbym takie mieć – Uśmiechnął się. Mężczyzna zaczął dotykać dziewczynkę po brzuchu. Wzdrygnęła się.

 – Kiedy zawsze poczujesz się źle lub poczujesz do kogoś nienawiść, zacznij śpiewać. Tak pięknie to m Pomoże ci to.

Nie wiedziała co to ma oznaczać. Nie wiedziała też dlaczego ją dotyka coraz niżej. Zmroziło ją. Nie mogła się ruszyć. Zaczął powoli ściągać spodnie. Odwróciła się i poczuła mocniejszy uścisk, a mężczyzna zaczął ściągać z niej ubranie

Średnia ocena: 4.5  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania