Powrót na wieś cz 1
Powrót na wieś
Iza Black była wesołą blondynką o błękitnych oczach. Mieszkała w bloku na jednym z osiedli. Tego dnia siedziała na balkonie i czytała książkę, gdy nagle zadzwonił telefon.
„Ciekawe, kto to może dzwonić?” — zastanawiała się Iza.
Wstała z krzesła i podeszła do stolika, na którym stał telefon.
— Halo? — zapytała Iza.
— Iza?
— Tak, a kto pyta?
— Mówi ciocia Ewa, czy mogłabyś przyjechać?
— Dobrze.
— To czekamy.
Dziewczyna po rozłączeniu się w sypialni spakowała najpotrzebniejsze ubrania.
Wzięła torbę i opuściła mieszkanie. Po zamknięciu drzwi zeszła na dół. W drzwiach wejściowych spotkała swoją sąsiadkę z parteru.
— Dzień dobry, pani Ulo.
— Dzień dobry, moje dziecko, widzę, że wyjeżdżasz.
— Tak na wieś.
— To cię nie zatrzymuję.
Starsza kobieta weszła po schodach i zniknęła w swoim mieszkaniu.
Iza po wyjściu na dwór wsiadła do swojego czerwonego Opla Astra i odjechała.
Godzinę później dotarła do wsi Grom. Po chwili zatrzymała się przed drewnianym domkiem, który stał na końcu, po czym dziewczyna wysiadła. Wyjęła torbę z bagażnika i podeszła do furtki. Wzrokiem zlustrowała okolicę, uśmiechając się przy tym.
„Ale tu pięknie" — pomyślała.
W pewnej chwili zauważyła starszego mężczyznę, który pracował w ogrodzie obok domku jej babci.
— Dzień dobry.
Iza przywitała się z sąsiadem babci.
— Jakie tam „dzień dobry”! Wreszcie ta stara szarlatanka, która co roku na wiosnę rzucała uroki na nasze zwierzęta… Mogłaby wreszcie umrzeć, uwalniając nas od siebie.
— Jak pan tak może mówić o mojej babci, która zrobiła dla tej wsi tyle dobrego! Zawsze pomogła, gdy ktoś poprosił ją o pomoc.
— Więc ty jesteś tą wnuczką Izą, o której tyle gadała ciągle!
— Tak, to ja.
— Wracaj do siebie do miasta, bo tu nie będziesz miała życia!
Starszy mężczyzna splunął przed siebie z pogardą, po czym wrócił do swoich obowiązków.
Dziewczyna weszła do domku, gdzie czekała na nią ciotka.
— Izuniu, ależ ty wyrosła. Zrobiła się z ciebie prawdziwa panna.
— Ciociu, co to był starszy mężczyzna, który pracował w ogrodzie?
— To Anzelm, a co zaczepiał cię?
— Zaczepiał to delikatnie powiedziane. On wyzywał babcię od szarlatanek, a gdy mu powiedziałam, że jestem jej wnuczką, to powiedział, że mam wracać do miasta, bo nie będę miała tu życia. Na koniec splunął w moją stronę z pogardą.
— Nie przejmuj się nim.
— Iza, czy to ty?
Do uszu dziewczyny dobiegł głos babci, który wołał ją po imieniu.
Iza weszła do pokoju, w którym leżała starsza kobieta. Dziewczyna usiadła na brzegu łóżka.
— Przyjechałaś.
— Tak, babciu.
— Cieszę się, że wróciłaś.
— Ja też, babciu.
Starsza kobieta uśmiechnęła się do wnuczki, a ta odwzajemniła uśmiech.
— Odpoczywaj, babciu.
Izba, w której znajdowała się Iza, była urządzona skromnie. Na środku stał drewniany stół z czterema krzesłami, a w oknie wisiała firanka. Nad łóżkiem, w którym leżała babcia Izy, wisiała stara haftowana makata.
Przy drzwiach znajdował się drewniany wertykuł z trzema wąskimi szybkami w zielonym kolorze i szufladą.
„Przydałoby się tu trochę posprzątać” — pomyślała.
Dziewczyna wyszła do przedpokoju i udała się do kuchni, gdzie ciotka Ewa się krzątała.
Kuchnia była urządzona typowo po wiejsku. Przy oknie stał piec chlebowy, a pod sufitem zwisały suszone zioła.
Iza dyskretnie podeszła do miejsca, gdzie wisiała podarta szmata. Już prawie zajrzała za nią, ale ciotka to zauważyła. Natychmiast do niej podeszła i ją odciągnęła.
— Co tam jest?
— Nic ciekawego.
— To czemu nie chcesz mi pokazać?
— Bo nie ma na co patrzeć, zwykła spiżarnia pełna słoików z przetworami. Pewnie jesteś zmęczona, chodź zaprowadzę cię do twojego pokoju.
Ciotka wyszła z nią z kuchni na korytarz. Dziewczyna wzięła torbę, która stała przy drzwiach wejściowych i razem poszły na piętro.
Ciotka Ewa zatrzymała się przed drzwiami pokoju, który znajdował się przy schodach. Kobieta weszła, a za nią Iza.
— Pamiętasz swój stary pokój?
— Pewnie, że tak.
— Jak widzisz, nic się w nim nie zmieniło, bo twoja babcia nie pozwoliła nic tu ruszać.
Ciotka wyszła, zostawiając Izę samą w pokoju. Dziewczyna podeszła do szafy, wyjęła z torby ciuchy i ułożyła je na półce.
Następnie otworzyła okno, żeby wywietrzyć, bo w środku panował straszny zaduch. Rozejrzała się po pokoju i zauważyła, że ściany były obwieszone plakatami muzyków z zespołu Tokio Hotel.
„Jak mogłam kiedyś lubić ten zespół?"— zastanawiała się Iza.
Wszystkie starła i zgniotła.
Po wyjściu z pokoju na korytarz zbliżyła się do drabiny i zaczęła się po niej wspinać. Gdy znalazła się na ostatnim szczeblu, dłońmi popchnęła klapę, która odsłoniła wejście.
Usiadła na brzegu, podniosła nogi i oparła stopy o ziemię.
Po wyprostowaniu się zaczęła obchodzić strych. W pewnej chwili podeszła do starego biurka i otworzyła szufladę. W środku leżał zeszyt w skórzanej oprawie i pierścień z zielonym oczkiem oraz buteleczka z białym proszkiem.
Pośpiesznie opuściła strych, zabierając ze sobą swoje znaleziska, a pierścień założyła na palec.
Weszła do pokoju, z torebki wyjęła telefon i wykręciła do swojego chłopaka. Ponieważ nie odbierał telefonu, wysłała mu SMS-a.
„Cześć, kochanie "
Po dłuższej chwili dostała odpowiedź.
„ No cześć, piękna. Czemu wcześniej się nie odzywałaś"
„Bo byłam zajęta, a teraz jestem u babci "
„ Pozdrów ją"
„Przyjedź to sam ją pozdrowisz"
„Okej, będę za godzinę, jak nazwa się ta wieś?"
„ Grom, a dom stoi na końcu wsi "
Dziewczyna schowała telefon do kieszeni w spodniach.
Iza schowała pamiętnik i buteleczkę z tajemniczym proszkiem do szafy między ubraniami. Potem opuściła pokój i zeszła na dół, po czym weszła do izby, w której leżała babcia.
Podeszła do niej i usiadła na brzegu łóżka. Starsza kobieta leżała z otwartymi oczami. Na widok wnuczki trochę się ożywiła i uśmiechnęła.
— Babciu, czy w ogóle badał cię lekarz, który stwierdził, co ci jest?
— Bo Ewa uważa, że to wiek i żaden lekarz mi nie pomoże.
— A ty jej uwierzyłaś?
— Tak.
— Czemu wcześniej do mnie nie zadzwoniłaś? Tylko dopiero teraz i to w dodatku, tylko ta Ewa.
— Bo mi zabroniła.
Starsza kobieta spojrzała na palec wnuczki
— Gdzie go znalazłaś?
— Na strychu był tam też pamiętnik w skórzanej oprawie.
— Ten pierścionek jest w mojej rodzinie od pokoleń. Ja go dostałam od swojej mamy, a ta otrzymała od swojej mamy, a ja przekazuję go tobie.
— Babciu, dziękuję.
— Bardzo proszę wnusiu.
— Jest piękny.
Iza wyjęła z kieszeni telefon i wykręciła numer alarmowy.
— Dyżurka pogotowia, słucham?
— Moja babcia leży i nie ma siły wstać.
— Dobrze już wysyłam karetkę.
— Dziękuję wieś nazywa się Grom, a dom stoi na końcu wsi.
Dwadzieścia minut później przed dom podjechała karetka. Z niej wysiedli dwaj pielęgniarze. Dziewczyna zobaczyła ich przez okno i pobiegła im otworzyć.
Po wpuszczeniu ich do środka zaprowadziła do izby, w której leżała jej babcia.
Ratownik podszedł do starszej kobiety wstępnie ją zbadał.
— Czy boli panią coś?
— Nie tylko czuję się tak słaba, że nie mam siły wstać.
— Rozumiem.
— Moja babcia była okazem zdrowia i siły. Wszystko się zmieniło, gdy zamieszkała z nią tajemnicza ciotka Ewa.
— To jest rzeczywiście podejrzane.
Drugi sanitariusz przyniósł krzesło, po czym pomogli kobiecie na nim usiąść i zanieśli ją do karetki.
— Dokąd ją zabieracie?
— Do szpitala specjalistycznego na ulicę Żołnierskiej 18.
Jeden pielęgniarz wsiadł do środka, a drugi zajął miejsce za kierownicą karetka odjechała.
Dziewczyna usiadła na drewnianej ławce, która stała pod domem. Na gałęzi starej jabłoni, która rosła obok domku śpiewał ptaszek.
Niespodziewanie przed domem zatrzymało się sportowe auto, z którego wysiadł młody mężczyzna i podszedł do niej.
Iza na widok swojego chłopaka poderwała się z miejsca i go uściskała.
— A więc to jest ten domek, o który mi tyle opowiadałaś.
— Tak, czy pomożesz mi dojść do prawdy.
— Jakiej?
— W jaki sposób ciotka Ewa podtruwa moją babcię, że ta osłabła i musiałam do niej wezwać karetkę, która zabrała ją do szpitala na badania.
— Uwielbiam zagadki.
— Wiem, dlatego po ciebie zadzwoniłam, a przy okazji chciałam cię zobaczyć.
— To co oprowadzisz mnie po domu? — zapytał Adam.
— Pewnie po lewej stronie znajduje się sad owocowy, a po prawej stronie za tym małym drewnianym płotkiem jest ogródek warzywny.
Po wejściu do środka zaprowadziła go do kuchni.
— Kuchnia, w której się znajdujemy jest to typowo wiejska z piecem chlebowym.
— A co tam jest?
Mężczyzna wskazał palcem w stronę wiszącej szmaty.
— Nie wiem.
— Nie zaglądałaś tam?
— Chciałam, ale ciotka mi nie pozwoliła.
— To zróbmy to teraz.
Adam podszedł do szmaty i ją zdarł, odsłaniając wejście w kształcie łuku. Iza zbliżyła się do chłopaka.
— Ciekawe, co jest w środku?
— Przekonajmy się o tym.
Weszli, a ich oczom ukazał się mały pokoik z regałem pełnym słoików, biurkiem i łóżkiem. W powietrzu unosił się dziwny zapach, a na blacie biurka leżały buteleczki tej samej wielkości z tym samym w środku białym proszkiem, który znalazła na strychu.
— Więc to tu przyrządzała zatrute jedzenie dla mojej babci.
.
Komentarze (3)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania